niedziela, 31 stycznia 2016

The Future Queen #2

Zaczęłam się przyglądać osobie, z którą się zderzyłam. Był to wysoki mężczyzna z długimi czarnymi włosami. Uroczo wyglądały te jego loczki, gdy opadały mu na oczy.
-Proszę wybaczyć moje zagapienie. Muszę następnym razem uważać bardziej.
Pomógł mi wstać, a ja otrzepałam się.
-Czy mogę wiedzieć z kim mam przyjemność?- zapytał.
-Księżniczka Mia Willson III.
-No nieźle. Staranowałem księżniczkę. Mam nadzieję, że nie utną mi głowy.
-Mamy XX wiek. Nie dajmy się zwariować.
Podniosłam z ziemi koszulę Desmonda i chciałam coś powiedzieć, ale kiedy znów spojrzałam na mężczyznę, odjęło mi mowę. Przyglądał mi się tymi brązowymi oczami i nic nie mówił. Tylko patrzył.
-Gdzież moje maniery. Michael Joseph Jackson- skłonił się i ucałował moją dłoń.
-Annie coś o panu wspominała.
Przekrzywił głowę, jakby nie rozumiał.
-Znaczy księżniczka Annie. Przepraszam pana.
-Proszę, mów mi Michael. Nie jestem ze szlacheckiego rodu, więc nie musisz się do mnie zwracać per „pan”. Czuje się staro.
-Chyba jeszcze nie twój czas, żeby narzekać na wiek- uśmiechnęłam się.
Zaśmiał się.
-Słyszałam, że zaśpiewasz na urodzinach księżniczki.
-To prawda. To bardzo miłe z jej strony, że pozwoliła mi tu nocować.
-Tym też się chwaliła- uśmiechnęłam się.
Nastała chwila ciszy, gdzie Michael zaczął ponownie mi się przyglądać.
-Masz śliczny uśmiech- skomplementował.
Zarumieniłam się.
-Dziękuję.
Nagle Annie wyszła z pokoju.
-Mia, gdzie ty…
Zaniemówiła, kiedy zobaczyła Michaela. Podeszła do nas z otwartymi ustami i stanęła obok mnie.
-Księżniczko Annie- skłonił się.
-Więc to ty zagadujesz moją przyjaciółkę- zaśmiała się.
-Proszę mi wybaczyć.
-Daruj mu Annie. Nie bądź taka zazdrosna.
-Okej, okej. Ale to ty poszłaś do Desmonda po piżamkę i zniknęłaś na dwadzieścia minut.
-Dobrze, zaraz przyjdę. Dasz nam chwilkę?- zapytałam ją.
Spojrzała na nas i wróciła swoim luzackim krokiem do pokoju, a ja zostałam sama z Mikiem.
-Cała Annie- zaśmiałam się.
-Domyślam się, że musisz już iść- powiedział.
-Chyba tak, ale jeszcze się zobaczymy. Będę na jej urodzinach.
-Będę cię wypatrywać w tłumie- posłał mi uśmiech- Więc do zobaczenia Mia.
-Do zobaczenia.
Minęłam go cała czerwona z zawstydzenia i weszłam do pokoju Annie. No powiedzmy, że weszłam, bo bardziej zostałam wciągnięta.
-Co ty wyprawiasz?- syknęłam.
-Jackson na ciebie leci.
-Słucham? Chyba ci odbiło.
-Widziałam jak na ciebie patrzył. Nie mógł oczu oderwać.
-Jasne. Ochłoń, bo zwariowałaś.
-Wmawiaj sobie. Wiem jak wygląda zauroczony facet.
-Nawet jeśli, to co z tego? Rodzice by mnie chyba zabili. Muszę poślubić kogoś z rodziny królewskiej.
-Zasady zasadami, ale zabawić się można, nie?
-Jesteś walnięta. Skończmy ten temat.
-Niech ci będzie. To przebieraj się i do wyrka.
Przewróciłam oczami.

Następnego dnia:
Po nocy przespanej u Annie wróciłam do domu. Musiałam stawić czoła problemowi, zamiast przed nim uciekać. Na wejściu usłyszałam:
-Mia!
Odwróciłam się powoli. Mama biegła za mną w swojej długiej sukni.
-Gdzie byłaś? Martwiłam się- przytuliła mnie.
-Byłam u Annie.
-No tak. Mogłam się domyślić. Zawsze tam uciekasz- zaśmiała się.
-Nie jesteś zła?
-Trochę jestem, ale nie będę na ciebie krzyczeć.
-Czyli nie muszę wychodzić za księcia?
-Kochanie. Nie mogę zmieniać tradycji- pogłaskała mnie po głowie.
Westchnęłam i wyszłam z jej objęć. Spojrzała na mnie smutno i powiedziała:
-Jutro urodziny Annie. Masz sukienkę?
-Jasne. Jakbym mogła nie mieć?
-To super. Leć na górę ją sobie uszykuj, a ja muszę iść wykonać parę telefonów.
Pocałowała mnie w czoło i udała się do swojego małego gabinetu, który znajdował się niedaleko biblioteki. Był ciasny, ale za to bardzo przytulny. W każdym razie. Poszłam na górę i zaczęłam przygotowywać się na jutrzejszą imprezę...

********************************************************
Hej, witajcie. 
Następna notka. 
Wybaczcie, że krótka, ale mam koniec ferii. Następna będzie nie wiem kiedy xD
Może za 2 tygodnie ;-;
Pozdrawiam Marysię, która mnie wkurza, jak gada, że wstawię notkę, a nie wstawię.
Chociaż chwila...
Jednak miała rację xd
Miłego czytania i do zobaczenia!

wtorek, 26 stycznia 2016

The Future Queen #1

Nowe opowiadanie. Mam na nie wenę. I może będę pisać. 
Miłego czytania.
*********************************************************************************
Bycie księżniczką nie zawsze jest kolorowe. Nie kąpiesz się pieniądzach, nie wylegujesz się całe dnie i nie siedzisz na pozłacanym sedesie. To przywilej i obowiązek. Nazywam się Mia Willson i jestem z rodziny królewskiej. Niedługo mam wyjść za mąż i objąć tron. Kim jest mój wybranek? Sama chciałabym wiedzieć. Rodzice mają go dla mnie wybrać. Musi być z królewskiego rodu, jak ja, bo inaczej to nie ma sensu. Jak na razie trafiałam na samych palantów. To znowu będzie jak wybór butów. Ten pasuje, ten nie pasuje… Mam dość. Chciałabym w końcu decydować za siebie. Jak mam być królową, skoro nie mogę sama wybrać sobie męża? To robi się chore.
-Mia! Kochanie, gdzie jesteś?
To moja babcia. Pewnie jesteście ciekawi kim moja babcia jest, co? Jest królową. Tak, zgadza się. Judith Elizabeth Mary Willson. A właściwie Królowa Judith Elizabeth Mary Willson. Fajnie mieć sławną babcię, nie?
-Kochana, szukałam cię. Przyjechał książę Jeffrey.
-Następny burak z królewskiej rodziny?- mruknęłam poprawiając tiarę.
-Z królewskiej na pewno, a czy burak zobaczymy- pchnęła mnie w stronę wejścia. Przygładziłam suknię i otworzyłam drzwi. Z moimi rodzicami stał wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna. Już chciałam zrobić w tył zwrot, gdy usłyszałam:
-Mia! Czekaliśmy na ciebie.
Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do nich.
-Kochanie, to jest książę Jeffrey Johnson IV.
-To dla mnie zaszczyt poznać taką piękność- skłonił się i ucałował moją dłoń. Kolejny bajerant.
-Może chodźmy do salonu. Napijemy się herbaty- zaproponowała moja mama.
-Z miłą chęcią- odrzekł Jeffrey.
Przez całe spotkanie księżuniu komplementował mnie tak, jak tylko mógł. W każdym zdaniu musiał napomnieć chociaż jedną moją zaletę. Miałam już tego po dziurki w nosie.
-Owszem, aczkolwiek Mia…- zaczął ten bufon.
-Co Mia?! Co cholery, człowieku, nie masz innych tematów?! Taki wykształcony, ale  gada w kółko o jednym! Mam dość tego badziewia!
-Mia!- krzyknęła mama.
Wstałam gwałtownie i wyszłam z tego pokoju, który kleił się od nieszczerych słodkich słówek skierowanych do mnie. Zamknęłam się w swoim pokoju i przebrałam w jeansy i koszulkę oraz bluzę, które zostawiła u mnie Annie- moja najlepsza przyjaciółka. Annie Browne. Jest księżniczką tak jak ja, ale jej rodzice nie wymyślają jej ślubów na siłę i ma bardziej swobodny styl bycia. Jak mogłam się spodziewać niedługo po moim „występie” jaki zaserwowałam naszemu gościowi, do pokoju bez pukania weszli wściekli rodzice.
-Co to miało znaczyć?!- warknęła matka.
-Było mi już nie dobrze od tych jego komplementów. To takie fałszywe.
-Rozumiem, że mogłaś mieć ich dość, ale etykieta mówi, że powinnaś ich wysłuchać i nie odstawiać takiej szopki! Teraz książę Jeffrey na pewno nie zgodzi się z tobą ożenić!
-I bardzo dobrze! Ja chcę wyjść za kogoś, kogo kocham!
-W rodzinie królewskiej istnieje tradycja! Księżniczka wychodzi za księcia innego rodu i koniec pieśni!
-Jesteś nie fair!
Wstałam, wybiegłam z pokoju, wzięłam płaszcz i opuściłam teren posiadłości. Miałam tego dość. Mama nie może układać mi życia, nawet jeśli jestem następczynią tronu. Byłam podminowana, więc postanowiłam iść do Annie. Może przygarnie mnie na noc. Przemierzając ciemne uliczki, widziałam londyńczyków, którzy wracali do domu na kolację sami lub w czyimś towarzystwie. Zanim minęło piętnaście minut, ja byłam już pod bramą posiadłości Annie.
-Księżniczka Mia. Co księżniczkę tu sprowadza?- zapytał Antony, ochroniarz Annie, który miał dzisiaj dyżur przy bramie wejściowej.
-Spór z rodzicami. Mieliśmy małą wymianę zdań.
Otworzył mi drzwi.
-Gdybym panienki nie znał od malucha, to bym w życiu nie powiedział, że to ty- uśmiechnął się- ładne ciuszki.
-Dziękuję. Trochę nietypowo.
-Mi tam pasuje. W końcu na luzie, a nie te sukienki.
-Tu muszę się z tobą zgodzić. Annie jest u siebie?
-A jakże. Czyta te swoje babskie magazyny. Odprowadzić cię?
-Nie trzeba. Chyba trafię- zażartowałam.
Szłam przez ogród, który prowadził do drzwi wejściowych i przyglądałam się żywopłotowi przystrzyżonemu w różne kształty. Mój ulubiony to kot. Kiedy przeszłam przez alejkę z kwiatami znalazłam się pod drzwiami rezydencji. Zapukałam trzy razy  i drzwi otworzył mi Nathaniel- drugi ochroniarz.
-Witam. Panienka do księżniczki Annie?
-Zgadza się.
-Jest w pokoju.
Wziął mój płaszcz, a ja udałam się krętymi schodami na górę, gdzie mieścił się pokój Annie. Zapukałam do drzwi jej sypialni i wetknęłam tam głowę.
-Puk puk, czy mieszka tu księżniczka Annie Browne?
Czarnowłosa spojrzała na mnie, zeskoczyła z łóżka i rzuciła mi się w ramiona.
-Mia, co ty tu robisz?
-Wpadłam, bo miałam nadzieję, że mnie przygarniesz na noc.
-Coś z rodzicami?
Kiwnęłam głową.
-Nie ma sprawy. Możesz tu zostać tyle, ile chcesz. A teraz mów o co poszło.
Usiadłyśmy na narożniku i zaczęłam mówić o wszystkim co się stało.
-I wtedy wybiegłam z posesji i przyszłam do ciebie. Nie gniewasz się?
-Skądże. Jesteśmy jak siostry i zawsze ci pomogę.
-Kocham cię Annie.
-Ja ciebie też, ty buntowniczko.
Uśmiechnęłam się.
-A właśnie! Niedługo twoje urodziny! Co chcesz na prezent, staruszko?
Dała mi kuksańca w bok.
-Powiedziała małolata. Ale tak serio, to nie kupuj mi nic. Już mam załatwioną imprezę, także wystarczy, że przyjdziesz.
-Pewnie, że przyjdę, a będzie coś ciekawego?
-Słyszałaś o Michaelu Jacksonie?
-Tym muzyku? Podobno jego „Thriller” to wielki sukces w branży muzycznej.
-A do tego jest mega przystojny.
-A ty zawsze tylko o tym- zaśmiałam się.
-Bo nie możesz powiedzieć, że to nie prawda- pokazała mi jego zdjęcie na telefonie.
-No nie zaprzeczę, ale i tak wiem, że to ty pierwsza zaciągnęła byś go do łóżka.
-Co racja, to racja. Ale czekaj, bo nie powiedziałam ci najlepszego. Michael będzie na moich urodzinach. Tata poprosił go, żeby zaśpiewał. A teraz jest u nas.
-U was?
Zrobiłam wielkie oczy. Jak to? Jeden z najsławniejszych muzyków ostatnich lat, jest w rezydencji Annie?
-Robisz mnie w konia- odrzekłam.
-Skądże. Udowodnić ci?
-Dobra, dobra. Nie trzeba, dajmy na to, że wierzę.
Na tym w sumie zakończyła się rozmowa o Michaelu. Miałam dość wrażeń jak na jeden dzień, więc Annie dała mi jakąś koszulkę do spania. No ale…
-Chyba oszalałaś! Przecież to nawet tyłka nie zakrywa!- powiedziałam.
-No i co? Jesteś u mnie, a nie u siebie i rodzice cię nie zobaczą.
-Jesteś okropna. Idę do Desmonda po jakąś jego koszulę. Może mi pożyczy.
-Jak chcesz, ale nigdy nie znajdziesz chłopaka, jak będziesz łazić w męskich ciuchach.
Przewróciłam oczami i ruszyłam długim korytarzem na drugą stronę holu, gdzie znajdował się pokój starszego brata Annie. Znałam się z Annie i Desmondem od urodzenia właściwie. Byli dla mnie bardzo ważni i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Zapukałam trzy razy i otworzył mi Des. Był spocony. Pewnie ćwiczył, bo bardzo dbał o swoje ciało i kondycję.
-Cześć Des. Masz może do zbycia jakąś koszulę?
-Koszulę?- zdziwił się.
-Tak. Wybiegłam z domu wściekła na rodziców i nie wzięłam rzeczy.
-Annie nic nie ma?
-Wiesz jakie ona ma piżamy.
-No w sumie racja. Chodź.
Weszliśmy głębiej do jego pokoju, otworzył szafę i podał mi koszulę. Zanim zdążyłam się spostrzec, zdjął swój podkoszulek i rzucił go do kosza na pranie, który stał w rogu pokoju.
-Wybacz, ale musiałem go ściągnąć, bo nienawidzę chodzić w mokrych ciuchach- zrobił kwaśną minę.
-Rozumiem- uśmiechnęłam się, kiedy na jego ciele znów pojawiło się górne okrycie.
-Czegoś jeszcze potrzebujesz?- zapytał troskliwie.
-Chyba nie. Dzięki.
-Nie ma sprawy. Jakby coś się działo, to daj znać.
-Tak jest, kapitanie- pocałowałam go w policzek.
Żwawym krokiem zmierzałam do pokoju Annie. Oczywiście nie mogłam patrzeć przed siebie, tylko na koszulę i jak to ja, zderzyłam się z kimś i upadłam na tyłek. Potrząsnęłam głową i spojrzałam w górę. Kiedy to zrobiłam, napotkałam parę pięknych, brązowych oczu.
-Nic się pani nie stało?

*********************************************************************************

Bohaterowie:

Mia Willson III

Michael Joseph Jackson

Annie Jennifer Browne

Desmond Jonathan Browne 

Królowa Judith Elizabeth Mary Willson

Kate Ellen Willson (mama Mii)

Mark Felix Daniel Willson IV

wtorek, 15 grudnia 2015

Music is my life

April:
Kolejny dzień pracy w szkole. W prywatnej i drogiej szkole. Uczę klasy od 1 do 3. Czego ich uczę? Liczenia, pisania i innych podstaw. Niedawno odeszła nauczycielka muzyki pani Dorothy. Szkoda, bo była przemiłą kobietą i miała genialny słuch muzyczny. Niedługo mają zatrudnić kogoś nowego. Podobno ma być to jakaś gwiazda. Szkoła prywatna, to mogą sobie pozwolić, nieprawdaż? Mają fundusze, to czemu nie mają tego wykorzystać? 

*** 

Nadszedł ten dzień. Dzień, w którym moja klasa ma muzykę z nową osobą. Jestem wychowawczynią klasy 2D. Odprowadziłam ich od klasę i oddałam w ręce nowego nauczyciela. Znaczy... No nie do końca, bo go jeszcze nie było. Weszłam do klasy razem z nimi i kazałam zająć im miejsca. Oparłam się o biurko, zakładając ręce na klatce piersiowej. Patrzyłam nerwowo na zegarek oczekując przyjścia nauczyciela. Niepokoiło mnie jego spóźnienie. Gdy chciałam już wstać, do sali wbiegł zdyszany mężczyzna o długich, czarnych, kręconych włosach i w ciemnych oprawkach. Po co mu one były w budynku? Ubrany był w czerwoną koszulę i czarny mundur z odznaczeniami. Był dość młody jak na nauczyciela muzyki. Zazwyczaj trafiali nam się sami starsi ludzie. 
-Przepraszam za spóźnienie! Nie mogłem znaleźć sali. 
-To duża szkoła. Nie dziwię się panu. 
-Pani jest rodzicem?
-Nie. Jestem ich wychowawczynią 
-No tak, oczywiście... Tak myślałem. Znaczy... Nie myślałem, ale to była moja druga myśl... W sensie... 
Zachichotałam pod nosem. On spojrzał na mnie i się uśmiechnął. 
-Zostawiam ich pod pana opieką. Proszę uważać, bo to urwisy. 
-Oczywiście. Jakoś sobie poradzimy. 
Wyszłam z sali kierując się do pokoju nauczycielskiego. Ten nowy nauczyciel był bardzo przystojny. I młody. O dziwo. Jakie może mieć pojęcie o muzyce w tak młodym wieku? No, ale może się. Kto to wie? 

**************************************************
Kilka słów ode mnie. 
Nie dodałam tego sama z siebie. Zmuszono mnie. Mówiłam, że zamykam bloga i nie odwołuje tego, ale kilka osób prosiło mnie, by wstawić ten fragment więc to zrobię. 
Masz Marysia ty mendo i mnie nie denerwuj wiecej xd 

April : 

niedziela, 8 listopada 2015

Nowy blog !!

http://christian-grey-fanfiction.blogspot.com/
Oto nowy adres nowiutkiego bloga o CG :3 Nie bądźcie uprzedzeni jak na początek :D
Zapraszam

poniedziałek, 19 października 2015

Another Part Of Me #4

Witajcie. Nie mam za dużo czasu na rozpisywanie się, więc powiem tylko miłego czytania. 
*********************************************************************************
-Coś się stało?- zapytałem.
-Nie zupełnie, ale będę musiała wyjechać na jakiś czas z miasta.
-Co? Czemu?
-Nie mogę ci powiedzieć. Chcę tylko, żebyś wiedział.
-Ale na pewno wszystko gra?
-Tak- posłała mi słaby uśmiech- Połóż się spać. Jutro pewnie będziesz musiał pracować dalej.
-Masz rację. Ale ty też chodź.
Uniosła brwi.
-Nie dam ci tu siedzieć- wyciągnąłem do niej dłoń.
Złapała ją i poszliśmy spać. Położyłem się w pokoju gościnnym, a Triss u siebie. Chciałem wiedzieć, czemu wyjeżdża ale najwyraźniej nie chciała mi mówić. Szanowałem to. Zasnąłem szybko i spałem już spokojnie.

***
Obudziłem się wyspany i w świetnym humorze. Ubrałem się i zszedłem na dół. W kuchni unosił się zapach tostów i kawy.
-Dzień dobry- przywitałem się z uśmiechem.
-Dzień dobry Michael- odrzekła mama Triss, która w tym czasie parzyła kawę.
Podszedłem do niej, oparłem się biodrem o blat i posłałem jej uśmiech.
-Cześć.
-Cześć- spuściła wzrok na kubek, ale widziałem, że się uśmiechała. W tej chwili wszedł ojciec Triss.
-Zadzwoniłem już do mechanika. Będzie za jakąś godzinę.
-Dziękuję panu.
-Siadajcie dzieci. Śniadanie.
Usiadłem naprzeciwko Triss. Co jakiś czas zerkaliśmy na siebie ukradkiem. Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Jej tata otworzył drzwi i do salonu wszedł mechanik. Uścisnęliśmy sobie dłonie i poszliśmy do mojego samochodu.
-Zwarcie. Powymieniam panu tylko kilka rzeczy i będzie śmigał jak kiedyś.
Nie zajęło mu to więcej niż dziesięć minut. Zapłaciłem mu i zacząłem żegnać się z rodzicami Triss.
-Dziękuję, że państwo pozwolili mi przenocować.
-Nie ma sprawy. Miło nam było cię gościć. Wpadnij jeszcze kiedyś.
-Z przyjemnością.
Triss tylko przewróciła oczami z uśmiechem na twarzy. Jej rodzice zostawili nas na chwilę samych.
-Czyli przez jakiś czas się nie zobaczymy?
-Nie. Wybacz.
Uniosłem jej podbródek i pocałowałem ją w czoło.
-Muszę iść. Zadzwoń, jak wrócisz to umówimy się odnośnie pracy.
-Jasne.
Widziałem, że coś ją dręczy.
-Wszystko gra?
Posłała mi słaby uśmiech.
-Jasne.
Westchnąłem i wsiadłem do auta. Triss pomachała mi jeszcze na do widzenia.

TRZY TYGODNIE PÓŹNIEJ:
Triss ani razu się nie odezwała. Postanowiłem pojechać do niej do domu, sprawdzić czy wszystko w porządku. Zadzwoniłem i czekałem. W końcu otworzyła mi Triss.
-Michael?- zdziwiła się i przymknęła drzwi, tak, że rozmawialiśmy przez szparę.
-Cześć. Nie odzywałaś się, więc pomyślałem, że cię odwiedzę.
-Nie powinieneś tu przychodzić.
-Coś nie tak? Dziwnie się zachowujesz.
Nagle drzwi otworzyły się szerzej, a obok niej stanął jakiś mężczyzna. Objął ją ramieniem i zapytał:
-Witam. W czym mogę pomóc?
Zmarszczyłem brwi i zerknąłem na Triss. Odwróciła głowę ale widziałem, że była smutna. Znów zwróciła wzrok na mnie i pokręciła głową.
-W niczym. Zgubiłem się, przepraszam.
Uśmiechnął się.
-Nic się nie stało, a dokąd pan zmierza?
Uśmiechnąłem się słabo.
-Naprzód. Żegnam i jeszcze raz przepraszam.
Wsiadłem do auta i odjechałem. Krążyłem po mieście do wieczora. Coś z tym facetem było nie tak. Wydawał się miły, ale Triss na pewno nie była zadowolona z jego wizyty. Kiedy wjechałem do Neverlandu dostałem wiadomość od niej.

„Nie możemy się już widywać, nie mogę przychodzić do pracy i nie mogę o tobie myśleć. Zapomnij o mnie, proszę… „
Triss

Szybko zawróciłem samochód i wróciłem pod jej dom. Stanąłem dalej i czekałem, aż jej chłopak wyjdzie. Kiedy wsiadł do jakiegoś auta i odjechał ja wyszedłem dyskretnie i zapukałem do drzwi.
-Znów czegoś zapomniałeś?- usłyszałem, a po chwili w drzwiach stanęła Triss- Michael?
Chciała zamknąć drzwi, ale włożyłem nogę pomiędzy nie i wszedłem na chama.
-Triss! Chcę wiedzieć co się z tobą dzieje. Rzucasz pracę – okej, ale czemu nie możemy się widywać?
-Michael ja…
-Triss, kto to jest?
Spojrzeliśmy w stronę schodów, na których stała mała dziewczynka. Miała koło czterech lat, a w ręce trzymała misia i przecierała zaspane oczka.
-Meggie, kochanie. Idź spać.
-Co to za pan?
Triss spojrzała na nią, a potem znów na mnie.
-To tylko pewien pan. Sprawy dorosłych. Weź swojego misia i kładź się do łóżeczka, dobrze?
Pokiwała tylko grzecznie główką i poszła na górę. Triss założyła ręce na piersi i pokręciła lekko głową.
-Kto to był?- zapytałem.
Chwila ciszy.
-Moja siostra.
-A ten facet?
Nic nie mówiła.
-Triss?
-Nie chcę cię narażać…
-Na co?
-Nie mogę ci powiedzieć.

Z jej oczu pociekły łzy…

poniedziałek, 21 września 2015

Another Part Of Me #3

Wowowow. Coś tam napisałam. Moja ocena to takie marne 2/10. Okropny jest. MA SA KRA. Ostatnio nie mam wcale czasu na nic. W tygodniu nauka, a w soboty treningi i praca z jednym płochliwym koniem. Tylko niedziela mi zostaje a wtedy to nic mi się nie chce. Dlatego nie wiem kiedy będzie nn. I przepraszam, że taka krótka.
Pozdrawiam
*********************************************************************************

-Nie sądzisz, że będzie to trochę za długie? To przejście musi być krótsze, bo nie wpasuje się w słowa- od rana do teraz siedzieliśmy z Triss i komponowaliśmy. Na dworze robiło się już ciemno.
-Ale jak usunę ten dźwięk, to nie będzie miało tego czegoś.
-Michael. To będzie hit, bo ty to zaśpiewasz.
-Ale mimo wszystko musi być to idealne.
-Hm. To może zagramy to tak…
Zagrała ten kawałek, a ja wsłuchałem się uważnie.
-Masz rację. A teraz dodamy te półnuty i będzie idealnie!- zakrzyknąłem uradowany- Zrobiło się późno.
Triss zerknęła przez okno.
-Rzeczywiście. Powinnam się już zbierać.
-Odwiozę cię.
-Nie rób sobie kłopotu.
-To żaden kłopot. Z resztą i tak jadę w tę stronę- wcale tak nie było, ale jak inaczej miałbym ją przekonać?
-Niech ci będzie.
Zabrała nuty i swoją kurtkę i weszliśmy do mojego auta. Jechałem powoli, bo zaczynało padać, a w taką pogodę łatwo o wypadek. Odprowadziłem ją pod same drzwi.
-Wejdź na chwilę, bo pada- zaproponowała.
-Nie chcę ci się narzucać.
-Przestań. Zjesz z nami kolację i bez dyskusji- uśmiechnęła się do mnie.
Wszedłem za nią do domu i od progu poczułem zapach zapiekanki makaronowej.
-Mamo, już jestem!
-W kuchni!
-Chodź- nieoczekiwanie złapała mnie za rękę i zaciągnęła do kuchni- Mamo, przyprowadziłam mojego szefa na kolację.
-Aj tam zaraz, że szefa. Michael Jackson. Miło mi panią poznać- uścisnąłem dłoń jej mamy.
-Mi również. Triss nigdy nie sprowadzała nikogo na kolację, ale bardzo będzie nam miło, jak pan zostanie.
-Z ogromną radością i proszę mi mówić Michael.
-Mamo, a gdzie tata?
-Powinien zaraz wrócić.
I jak na zawołanie w drzwiach pojawił się jej ojciec.
-Cześć córciu, a to kto?- spojrzał na mnie.
-Mój nowy kochanek- przewróciła oczami, a ja uniosłem brwi i zacząłem się śmiać pod nosem.
-Następny? Niedługo już żaden nie zostanie. A tak na poważnie?
-A tak na poważnie to mój  szef.
Postanowiłem się sam zaafiszować.
-Michael Joseph Jackson. Miło mi pana poznać- podałem mu rękę.
-Mi również.
Staliśmy chwilę w ciszy, aż usłyszeliśmy:
-Kolacja!
Całą naszą trójką zasiedliśmy do stołu. Ja naprzeciwko Triss. W czasie jedzenia ciągle jej się przyglądałem. Kiedy to zobaczyła, zarumieniła się i spuściła wzrok. Po posiłku chciałem udać się do domu. Ubierałem płaszcz i Triss odprowadziła mnie do auta. Przekręciłem kluczyk raz i nic. Drugi, trzeci, czwarty… O cholera.
-Nie mogę odpalić- mruknąłem.
-Poczekaj, zawołam tatę.
Wysiadłem w tym czasie i podniosłem maskę auta. Podrapałem się po głowie i westchnąłem.
-Co się stało?- przyszedł jej tata.
-Auto nie chce odpalić.
-Zobaczmy.
Pochylił się nad moim audi R8 i zaczął coś grzebać. Spojrzeliśmy na siebie z Triss.
-Zwarcie w przewodach. Dzisiaj raczej nigdzie już nie pojedziesz. Przenocujesz w pokoju gościnnym, a jutro zadzwonię po mechanika.
-Chodź, pokażę ci, gdzie jest pokój- odrzekła Beatrice.
Posłusznie podreptałem za nią na górę. Stanęliśmy przed brązowymi, dębowymi drzwiami.
-To tutaj. Jakbyś czegoś potrzebował to jestem obok. Łazienka jest na końcu korytarza.
-Dziękuję, że mnie przenocujecie.
-To nic wielkiego. Ale jakbyś poczuł coś miękkiego obok siebie w łóżku, to może być kot.
-Dzięki za ostrzeżenie- zaśmiałem się.
Posłała mi uśmiech. Stanęła na palcach i pocałowała mnie w policzek.
-Dobranoc Michael.
-Dobranoc Triss.
Weszła do swojego pokoju onieśmielona, a ja poczułem się jakbym dostał skrzydeł. Tanecznym krokiem udałem się spać. Nie mogłem zasnąć przez godzinę, a potem obudziłem się w środku nocy. Poczułem, że mam sucho w ustach, więc postanowiłem się czegoś napić. Na fotelu zobaczyłem siedzącą osobę.
-Co tu robisz?- zapytałem, bo wiedziałem już kto to jest.
-O to samo mogłabym zapytać ciebie.
-Zachciało mi się pić- usiadłem na kanapie- Co się dzieje?
Spojrzała na mnie smutnymi oczami i pogłaskała kota, który leżał na jej kolanach.

-Muszę ci coś powiedzieć…


I jak? 

niedziela, 30 sierpnia 2015

Another Part Of Me #2

Druga notka z tej serii. Od razu mówię, że następna pojawi się dopiero wtedy, kiedy ta wykaże się zainteresowaniem. Mam napisane trochę do przodu, więc to zależy tylko od Was. 
Piosenka do notki:
Naprawdę warta przesłuchania :)
*********************************************************************************

Michael:
Ucieszyłem się, że Triss będzie u mnie pracować. Miałem dosłownie po dziurki w nosie profesjonalnych pianistów. Widzą tylko czubek własnego nosa. Grają świetnie, to prawda, ale nie mają tego czegoś, czego potrzebuję.
-I jak podpisywanie płyt?- zapytał Quincy, kiedy wieczorem wracaliśmy do hotelu.
-Świetnie. Tak, super…- ciągle myślałem o Triss.
-Halo- zobaczyłem dłoń przed oczami- Ziemia do pana Jacksona.
-C- co?- obudziłem się.
-Jesteś jakiś nieobecny.
-Wydaje ci się.
Już więcej nic nie powiedział. Z uśmiechem na ustach patrzyłem przez szybę limuzyny na światła latarni, które mijaliśmy. Przypominały małe, ruchome gwiazdki, które lecą do celu. Tego wieczoru niebo było wyjątkowo gwieździste. Żadna chmurka nie śmiała przysłonić tego pięknego widoku, który napawał moje oczy szczęściem i zachwytem. Szukałem różnych gwiazdozbiorów, które mogłem zobaczyć przez szybę. Wielka Niedźwiedzica, a obok Mała Niedźwiedzica. Smok, Lew, Strzelec. Ah, kosmos jest genialny. Taki fascynujący.
-A właśnie. Znalazłeś pianistę?
Na wspomnienie o pianistce, która mnie oczarowała, mój uśmiech stał się jeszcze szerszy.
-Oj tak. I zdaje mi się, że ją polubisz.
-Ją?
Spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się jeszcze szerzej.
-MJ, co ty kombinujesz?
-Ja? Nic takiego- oj, gdybyś tylko wiedział jaka ona jest. Piękna, miła, spokojna… I urocza, kiedy się zawstydza.
-Pamiętaj, że jutro Tatiana przyjeżdża i macie próbę- przewróciłem oczami- Ej, mały. Co jest?
-Tatiana widzi we mnie tylko kawałek mięsa, w który może się wgryźć.
-Nie pasuje ci to?
-Nie! Mam dość tego, że kobiety zwracają uwagę wyłącznie na moją kasę, sławę i tyłek.
-Bo dobrze nim wywijasz.
-Ale ja chcę kobietę, która zobaczy we mnie człowieka, a nie Wielkiego Michaela Jacksona. Chcę być tylko Michaelem.
Objął mnie ramieniem i poklepał.
-Każdy by chciał taką drugą połówkę. Jeszcze taką spotkasz, zobaczysz.
Mój humor momentalnie się zmienił. Teraz byłem zdołowany tym, że mam wszystko, oprócz miłości. Takiej mężczyzny do kobiety. Mam kochających fanów i rodzinę, ale chciałbym mieć kogoś, do kogo będę mógł powiedzieć: kochanie, skarbie, kotku. Podjechaliśmy pod hotel. Wyszedłem z limuzyny i poszedłem do windy, która zawiozła mnie na samą górę do królewskiego apartamentu, który mi przydzielili. Rozwiązałem krawat i rzuciłem go niedbale na fotel, a ja zająłem miejsce na drugim siedzisku. Zdjąłem okulary, złożyłem je i położyłem delikatnie na szklanym stoliku do kawy. Nagle poczułem przypływ weny. Wziąłem długopis i kartkę i zacząłem pisać.

Chcę tylko leżeć przy tobie przez chwilę
Wyglądasz tej nocy tak pięknie
Twoje oczy są takie urocze
Twoje usta są takie słodkie
Wielu ludzi mnie nie rozumie
Dlatego, że w ogóle mnie nie znają
Chcę tylko cię dotknąć
I przytulić
Potrzebuję cię
Boże, jak ja cię potrzebuję
Tak bardzo cię kocham

Za każdym razem, kiedy wieje wiatr
Słyszę twój głos, więc
Wołam twoje imię
Szepty nad ranem
Nasza miłość świta
Niebo cieszy się, że przyszłaś

Wiesz, co czuję
To nie może pójść źle
Jestem taki dumny, że mogę powiedzieć: Kocham cię
Twoja miłość mnie upaja
Pragnę sobie poradzić
Tym razem na zawsze
Miłość jest odpowiedzią…

Zanim się obejrzałem miałem kawałek piosenki, ale byłem tak śpiący, że oczy same mi się zamykały. Poddałem się zmęczeniu i zasnąłem na fotelu.

***
Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okna, których wieczorem nie zasłoniłem. Wtedy zorientowałem się, że jestem w tych ubraniach, co wczoraj. Spojrzałem na zegarek. Ósma! Mam tylko godzinę! Szybko zerwałem się z fotela i pobiegłem do łazienki, wziąć prysznic i założyć świeże ubranie. Cholera! Z pokoju wybiegłem równo o wpół do dziewiątej. Na szczęście nie było korków i na miejsce dotarłem pięć minut przed czasem. Triss już tam czekała ze swoją torbą na ramię. Włosy rozwiewał jej wiatr, a ubrana była w sweter, długie jeansy i czarne trampki za kostkę. Podszedłem z uśmiechem do niej.
-Cześć- odrzekłem.
-Cześć- odpowiedziała grzecznie, zakładając kosmyk włosów za ucho.
-Ślicznie wyglądasz- skomplementowałem.
-Dzięki…
Oj, Michael przestań, bo zaraz nam się tu spali ze wstydu. Ty wredny człowieku, bez serca. Otworzyłem przed nią drzwi do studia.
-Zapraszam panią- uśmiechnąłem się.
Na jej twarzy też dostrzegłem cień uśmiechu. Wszedłem za nią i pokierowałem ją dalej, aż do Sali muzycznej, gdzie stał mój ulubiony fortepian. Czarny i błyszczący, robił ogromne wrażenie na pianistach.
-Zabieramy się do pracy?- zagadnąłem.
-Jasne.
Triss usiadła przy instrumencie i wyciągnęła papier do zapisywania nut.
-Masz jakiś zamysł na piosenkę?- zapytała mnie.
-Nie- zaśmiałem się.
-Jak to nie?
-Normalnie. Zawsze wymyślam na bieżąco, żeby nie zapomnieć melodii. A żeby coś wymyślić, to robię różne zwariowane rzeczy w tym studiu.
-Zwariowane? Co masz na myśli?
Uśmiechnąłem się tajemniczo i złapałem ją za dłoń.
-Chodź za mną.
Wbiegliśmy do schowka, gdzie schowane miałem swoje segway’e.
-Żartujesz?- zapytała.
-Nie- odpowiedziałem, zakładając kask- Trzymaj- rzuciłem jej drugi- Zaufaj mi.
Niepewnie założyła kask i wsiadła na segway. Zaczęliśmy jeździć po całym studiu. Kiedy po godzinie strzelaliśmy się pistolecikami na wodę, w mojej głowie pojawiła się melodia. Rzuciłem broń, złapałem Triss, przerzuciłem ją sobie przez ramię i pobiegłem do Sali z fortepianem.
-Co ty robisz?- zaśmiała się.

Posadziłem ją przy fortepianie, usiadłem obok i zacząłem grać. To, co działo się potem trudno jest opisać słowami…

I jak? Podobało się? Komentarze mile widziane :)
Pozdrawiam