środa, 13 kwietnia 2016

The Future Queen #13

Kochać, to znaczy zapomnieć.
Kochać, to znaczy wybaczyć.
Kochać, to znaczy zaufać. 
Kochać, to znaczy być wiernym. 
Kochać, to znaczy miłować. 
Kochać, to znaczy wielbić. 
Kochać, to znaczy szanować. 
Kochać, to znaczy nie kłamać... 

   Gdy obudziłam się w ramionach Michaela, pierwsze co zrobiłam, to rozejrzałam się po pokoju. A więc jednak. Byłam w Paryżu, a zeszła noc mogła być wpisana jako jedna z najważniejszych chwil w moim życiu. Ile miałam szczęścia przy tym człowieku. Szanował mnie, wielbił i nie oszukiwał. 
   Kiedy spojrzałam na niego, on właśnie otwierał oczy. Wziął głęboki wdech i się przeciągnął. 
-Dzień dobry- powiedziałam melodyjnie. 
-Dzień dobry skarbie. 
   Nic wiecej nie powiedzieliśmy. Leżeliśmy, patrząc sobie nawzajem w oczy, a ja bawiłam się loczkiem Mika, który opadał mu na czoło. Po chwili moja dłoń zjechała na jego policzek i szyję. 
-Jak to się dzieje, że przy tobie chcę być lepszym człowiekiem?- westchnął- Nawet nie wiesz, jak cię kocham. 
-Jeżeli choćby w połowie jak ja ciebie, to wiem. 
-Kocham cię bardziej, niż kogokolwiek innego. 

Kocham cię bardziej, niż księżyc gwiazdy. 
Kocham cię bardziej, niż słońce wschód. 
Kocham cię bardziej, niż swą duszę każdy. 
Kocham cię bardziej, niż władca swój ród. 
Kocham cię bardziej, niż król swą koronę. 
Kocham cię tak, że swym ciałem dam ci ochronę. 

-Piękny wiersz. Twój?- palcami muskałam jego twarz. 
-Kiedyś pisywałem takie rzeczy. 
-Musisz mi je pokazać jak wrócimy. 
Uśmiechnął się lekko, nachylił nade mną i pocałował. 
-Zobaczymy, skarbie. 
Zaczal całować mnie po szyi i ramionach, a ja zachichotałam jak zakochana idiotka. 
-Co?- zapytał. 
-Nic- spojrzałam mu w oczy- Kocham cię bardzo. 
Pocałował mnie. 
-Ja ciebie bardziej. A dzisiaj mamy cały dzień dla siebie. 
-Niby kto tak powiedział? 
-A ja. 
-Zobaczy się, panie Jackson. 
Wyszłam z jego sideł, ubrałam jego koszulę i uciekłam do salonu, żeby zadzwonić do mamy. Niestety nie mogłam znaleźć swojej komórki. 
-Kotku, weź moją- zawołał z sypialni. 
Kiedy wzięłam go do ręki, na wyswietlaczu pojawiła się wiadomość. Od jakiejś Brooke... 

"Hej tygrysku. Tęsknię za tobą. Kiedy wracasz? 
Buziaczki ;* "

Co jest kurwa? Najpierw Mike gada mi, że mnie kocha, a potem zdradza z pierwszą lepszą? 
Gdy nie mogłam wydusić słowa, poczułam, jak Michael obejmuje mnie od tyłu. 
-Dzwoniłaś już?- pocałował mnie w szyję. Ja momentalnie wyrwałam się z jego objęć i ze łzami w oczach, rzuciłam mu nienawistne spojrzenie. 
-Ja nie. Ale twoja kochanka napisała- warknęłam, a on wziął telefon. Spojrzał na niego. 
-Kochanie, to nie tak. 
-A jak?! Jesteś pieprzonym dupkiem! Jeszcze dziesięć minut temu mówiłam ci, że cię kocham, a ty obracałeś na boku jakąś lafiryndę! Kłamałeś mi w żywe oczy! 
-Nie kłamałem! Nic mnie z nią nie łączy. Ona wysyła mi takie wiadomości ale zawsze je ignoruję. 
-Przestań w końcu kłamać! Zdradziłeś mnie i chociaż to przyznaj! 
-Nie zdradziłem! Musisz mi uwierzyć!
-To nie ma sensu...- szepnęłam. Zaczęłam pakować swoje rzeczy i szybko się ubrałam. 
-Co ty robisz?- zapytał. 
-Wracam do domu. 
-Nie pozwolę ci. 
-Nie masz prawa mi czegoś zabraniać! Nie jesteśmy już razem.
-Jesteśmy! Nie zostawię tak tego! Nie zdradziłem cię! 
-Ciekawe czy ta twoja Brooke też to potwierdzi! 
Miałam wychodzić już z apartamentu, gdy Mike złapał mnie w pasie i nie chciał puścić. Odwróciłam się do niego i strzeliłam w twarz. On zszokowany odsunął się dwa kroki w tył. 
-Nie masz prawa mnie już dotykać- warknęłam przez zęby. 
-Jeszcze dzisiaj rano byliśmy szczęśliwi. Dlaczego to robisz?- zapytał z żalem. 
-Ja?! To ty mnie zdradziłeś! 
-NIE ZDRADZIŁEM, DO CHOLERY! 
-To skąd niby Wiadomość Brooke znalazła się u ciebie w skrzynce?!
-Ja z nią nie jestem- warknął.
-Daruj sobie- już miałam wychodzić, kiedy ten złapał mnie za rękę i odwrócił do siebie, agresywnie wpijając się w moje usta. Chciałam go odepchnąć, ale przycisnął mnie do ściany. 
Z każdą chwilą ulegałam mu coraz bardziej. Kochałam go, ale fakt, że zdradził mnie z inną kobietą, zaprzepaścił wszystko. Jego ręce z mojej szyi zjechały na biodra i otulił mnie nimi. 
-Zostań ze mną. Kocham cię- każde słowo poprzedzał krótkim pocałunkiem- Strasznie cię kocham. 
-Michael, odsuń się. 
Nie posłuchał mnie, więc odepchnęłam go- To koniec! Spieprzyłeś wszystko! Nie chcę cię znać! 
Widziałam, jak jego oczy spoglądają na mnie z bólem i wściekłością. 
-Powtarzam po raz ostatni... NIE ZDRADZIŁEM CIĘ. 
-Nie mam ochoty tego słuchać. 
Wzięłam torbę do ręki i otworzyłam drzwi. 
-Naprawdę tego chcesz?- szepnął. 
-Mam jakieś wyjście? 
-Możesz mi uwierzyć i ze mną zostać. 
Uniosłam głowę do góry, żeby nie widział łez w moich oczach. 
-Wybacz Mike. Ale ja nie wiem co myśleć. Wracam do domu. Żegnaj... 
Nie spojrzałam już na niego, tylko wyszłam szybkim krokiem. Zjechałam windą, wsiadłam do taksówki i ruszyłam na lotnisko. Wykupiłam ostatni bilet na samolot do domu. Przeszłam odprawę i po chwili siedziałam już na miejscu. Gdy ruszyliśmy, z moich oczu pociekły wodospady łez. Powinnam dać mu to wytłumaczyć, ale nie mogłam tego słuchać. Przerosło mnie to. On jest sławnym muzykiem, a ja... Oprócz tego, że pochodzę z królewskiej rodziny, to jestem zwykłą osobą. 


Kilka godzin pózniej: 

-Mia? A gdzie Mike?- mama wyraźnie była zdziwiona 
-Rozstaliśmy się... 
-Co? Czemu?- dopytywała, kiedy weszłam do środka. 
-Przerosło mnie to, że jest sławny. Nie chcę o tym rozmawiać. 
-Dobrze kochanie, ale jak coś, to wiesz gdzie mnie znaleźć. 
-Wiem mamo. Kocham cię- przytuliłam ją. 
-Ja ciebie też skarbie. Idź się połóż. Jutro będzie lepiej. 
Pokiwałam głową i weszłam po schodach. Rzuciłam się na łóżko w swojej sypialni i pozwoliłam, żeby moje serce krzyczało z rozpaczy... 


********************
Rozdział. 
Badziewny. 
#Marudzenie 
Ale taka prawda. Nie podoba mi sie. 
Pozdrawiam 

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

The Future Queen #12

   Czujesz czasem, że kochając możesz uratować wszystko, co dobre? Że stajesz się potężny i pewny siebie? Miłość to uczucie. To stan, który napełnia twoje ciało szczęściem, szacunkiem i troską. 
   Gdy Mia otworzyła drzwi apartamentu, całkiem zaniemówiła. Na łożku leżały płatki białych róż, w tle grała cicha muzyka, a na machoniowym stoliku stało czerwone wino i dwa kieliszki. 
   Objąłem moją ukochaną w pasie i zacząłem składać pocałunki na jej ramionach. Ona odchyliła głowę, żebym miał dostęp do jejszyi. Gdy tylko moje wargi musnęły w tym miejscu jej delikatną skórę, usłyszałem westchnienie. Obróciła się do mnie i położyła mi dłonie na piersi. 
-Skarbie... Chciałabym najpierw wziąć kąpiel. 
-Dobrze. Poczekam. 
-Ale... Miałam nadzieję, że pójdziesz ze mną- przejechała mi palcem po torsie w dół, aż zatrzymała się na lekkim wybrzuszeniu w spodniach. Mia odpięła mi pasek, guzik i rozporek, po czym zaczęła je ze mnie zsuwać. Po chwili były już na ziemi, a ja stałem przed nią w samych bokserkach. 
-Chyba teraz kolej na panią. 
Zdjąłem jej koszulkę, spodnie i bieliznę. Kiedy pozbawiła mnie ostatniej części garderoby, wziąłem ją na ręce, zaniosłem do łazienki, włożyłem do wanny i wróciłem po chwili z winem i kieliszkami. Wanna była już ówcześnie przygotowana. Moja ukochana zrobiła mi miejsce. Gdy do niej dołączyłem, podałem jej kieliszek. Usiadłem naprzeciwko niej i oparłem się plecami o ścianę wanny, tak jak ona. Za każdym razem, gdy moczyłem wargi w napoju, wyobrażałem sobie je, jak dotykają jej skóry, sprawiając jej przyjemność. 
-Jak w studiu?- zapytała. 
Czułem, że się stresowała. Widziałem to w jej oczach, które znałem doskonale. Wiedziałem kiedy są szczęśliwe, smutne, a kiedy zdenerwowane. Można wyczytać było to również z jej zachowania. Przyciągnęła nogi do siebie, kręciła kieliszkiem, którego trzymała i nie patrzyła mi prosto w oczy. Wzrokiem uciekała na boki. 
-Dobrze, nie narzekam. A jak z Janet?
-Też dobrze. 
-Stresujesz się czymś? 
-Niby czym? 
-No właśnie nie wiem. Ty mi powiedz. 
Westchnęła, odłożyła kieliszek i zamknęła oczy. 
-Jestem w nowym miejscu, praktycznie nowej sytuacji i to z mężczyzną mojego życia. Boję się. 
Bez zastanowienia przyciągnąłem ją na swoje kolana i mocno objąłem. 
-Kochanie. Nie musisz się bać. Jestem dalej tą samą osobą. Zrobiłem ci kiedyś krzywdę? 
-Nie- szepnęła i wtuliła się w moją szyję. 
-Więc tym razem też ci nie zrobię. Za mocno cię kocham. 
-Przepraszam. 
-Nie musisz słonko. Każdy ma jakieś obawy. 
-A ty? Boisz się czegoś? 
-Oczywiście. Boję się, że kiedyś odejdziesz. 
-Nigdy Mike. Jesteś moim całym światem. 
-Ty moim też. 
Położyłem jej dłoń na moim sercu, aby mogła poczuć, że bije tylko dla niej. Pogłaskała mnie po policzku i pocałowała. Bardzo chciała mi pokazać, że mimo innego miejsca i sytuacji, ufa mi bezgranicznie. Uniosłem ją bez problemu i skierowałem się do sypialni. Delikatnie ułożyłem ją na łóżku i wargami zacząłem znaczyć trasę od ust, aż do ud. Chciałem sprawić jej tyle przyjemności, ile jestem w stanie dać. Oddała mi się całkowicie. Była przychylna moim ruchom. Nagrodą za moje starania były jej cichutkie jęki, a sama pociągała delikatnie moje włosy. Za każdym razem wracałem do ust. Były one moim wybawieniem. Kłóciły się ze mną, rozbawiały mnie, wyrażały emocje i sprawiały mi przyjemność poprzez całowanie i pieszczenie. 
-Mike. Proszę... 
-Tak kotku?
Pocałowała mnie, a ja nie musiałem dłużej czekać. Oplotła mnie nogami w pasie, a ja bardzo delikatnie w nią wszedłem. Wtuliła się we mnie, gdy delikatnie zacząłem się poruszać. Każde westchnienie było kierowane bezpośrednio do mojego ucha. W tym naszym miłosnym uniesieniu, obłąkańczo całowałem jej szyję i lekko zachaczałem o nią zębami. Kochałem ją jak szalony. 

Mia: 

   To, jaki był tej nocy, przerosło wszystko. Sprawiał mi rozkosz i robił to delikatnie i z uczuciem. Robił to z potrzeby serca, a nie zaspokojenia siebie. Czułam, że razem jesteśmy silniejsi i nic nas nie rozdzieli. 
   Delikatnymi ruchami sprawiał mi przyjemność cielesną, a gdy z jego ust padało wyznanie miłości, moje serce biło szybciej, niż kiedykolwiek. Miał mocno podkreślone mięśnie brzucha, co zrobiło na mnie wrażenie. Dbał o kondycję, a w tańcu to ważne. 
   Poruszał się delikatnie, jakbym była ze szkła. Dłonią dotykał mojego biodra i delikatnie je muskał, zjeżdżając ostrożnie na udo. Lekko przygryzał moją wargę przy pocałunku. Kiedy finiszował, wtulił twarz w moją szyję i jęknął głośno, a ja wpięłam paznokcie w jego plecy i zostawiłam mu krwawe szramy. 
-Michael!- krzyknęłam w momencie największej ekscytacji. On tylko spojrzał mi w oczy i pocałował w usta, a ja otarłam mu pot z czoła- Kocham cię- delikatnie ze mnie wyszedł. 
-Ja ciebie mocniej. 
-Naprawdę chcesz się teraz o to kłócić?- zaśmiałam się. 
-Z tobą zawsze, panno Willson, ale to jednak nieodpowiedni czas na tego typu dyskusje. 
-Głupek- pocałowałam go. 
-Ale twój, moja bogini. 
-Mogę cię o coś zapytać?
-Śmiało. 
-Czy nie wolałbyś... Jakiś śmielszych zagrań z mojej strony?- spaliłam buraka. 
On uśmiechnął się tylko. 
-Masz na myśli bardziej intymne pieszczoty- spojrzał w dół- I tym podobne? 
Pokiwałam głową. 
-Nie nakręcałoby cię to bardziej?- zapytałam. 
-Nie skarbie. 
-Według Annie, to trzeba być dla faceta jak służąca. I to szczególnie w łóżku- mruknęłam. 
-Jakbym chciał służąca, to zadzwoniłbym do burdelu. Kochanie, ja nie potrzebuję doświadczonej w łożku. Ja potrzebuję miłości. I jeśli chodzi ci o te bardziej sprośne gesty, to wcale ich nie potrzebuję. Kiedy dwoje ludzi naprawdę się kocha, to samo spojrzenie i odgłos bicia serca, może rozpalić ogień w ciele. Kiedy na mnie patrzysz, czuję mrowienie w kręgosłupie, gdy mnie całujesz, moje serce dostaje świra, a gdy mnie przytulasz, mój mózg przestaje funkcjonować. Wystarczy, że kilka razy przejedziesz mi dłonią po plecach i jestem ugotowany- zaśmiał się- Nie chcę żadnych bardziej erotycznych dodatków. Ludzie radzili sobie bez tego, więc nie zginiemy. A poza tym to mnie nie kręci. Wolę czułości, które nie wykraczają poza stosowną granicę. 
-Czyli... Wystarcza ci tak, jak jest? 
-Tak, skarbie. I nie zmieniajmy niczego. 
-Dobrze. I przepraszam za te szramy na plecach. 
On się tylko uśmiechnął i pocałował moją dłoń. 
-Chodźmy spać. I nie przejmuj się tym. 
Michael ułożył się obok mnie, a ja położyłam głowę na jego piersi, objęłam go w pasie i na dobranoc cmoknęłam jeszcze w jedna z jego plamek na brzuchu. 
-Dobranoc Mike. 
-Dobranoc kochanie. 
W ten sposób przeżyłam kolejną piękną i niepowtarzalną noc w jego objęciach. Czcził mnie cały czas i pieszczotami dawał do zrozumienia, że będzie mnie kochał do końca życia. 


   
***********************************
Notka. 
Jest środa. 
Następna będzie najpóźniej za tydzień. 
Mam nadzieję. 
Wszelkie hejty proszę śmiało pisać. 
Pozdrawiam 


niedziela, 3 kwietnia 2016

The Future Queen #11

  Jak można zdefiniować słowo "kocham cię"? Czy możemy uznać to, za przysięgę? Za synonim słów "na zawsze"? Kochając możemy uczyć innych, przynosić szczęście. Pobudzić ich serca do pracy, a gesty do okazywania uczuć. Gdy znajdzie się twoja druga połówka, w miejsce pustki, pojawi się dźwięk bicia serca drugiej osoby. Wtedy powesz "kocham cię". 
   Obudziłam się w ramionach Mika. Obejmował mnie od tyłu, a jego ręka przewieszona była przeze mnie. Czułam na karku jego ciepły oddech. Leciutko pochrapywał, co było nawet słodkie. Spojrzałam na zegarek. Mieliśmy cztery godziny do samolotu. Oczywiście lecieliśmy prywatnym odrzutowcem Michaela. Pan Wygodnicki się znalazł. Odwróciłam się lekko w jego stronę i odgarnęłam mu kosmyk włosów z oczu. Po chwili się obudził. 
-Co robisz?- zapytał. 
-Patrzę na ciebie. 
Uśmiechnął się lekko i pocałował mnie w czoło. 
-Która godzina?
-Ósma. Rzadko kiedy tak wstajesz. 
-Zmęczyłaś mnie. 
Posłałam mu uśmiech i przytuliłam go mocno. Wsłuchiwałam się w bicie jego serca. 
-Wiesz co? 
-Hm?- mruknął, głaszcząc mnie po włosach. 
-Jestem naprawdę szczęśliwa. Kocham cię, jak nikogo innego. 
-Ja ciebie też. Jesteś moim największym szczęściem. Chcę, 
żebyśmy w Paryżu spędzili najpiękniejsze chwile, bo to piękne miasto. I mam nadzieję, że spędzimy razem resztę życia. 
-Co masz na myśli?
-Dowiesz się w odpowiedniej chwili. Zaufaj mi. 
-Ufam. Jak nikomu innemu. 
Wsłuchiwałam się w jego oddech. 
-Niedługo musimy wstać.
-Wolałabym z tobą zostać w łóżku. 
-Mmmm. A co byśmy robili?- musnął nosem moje ucho. 
-Leżeli. Mam ochotę na przytulanki- mocniej się w niego wtuliłam. 
-Mam przy sobie swój największy skarb. Chyba nie ma nic lepszego. 
-A dwa skarby?- zapytałam. Spojrzał na mnie. 
-Chcesz mi coś powiedzieć? 
-Nie jestem w ciąży, jeśli o to ci chodzi. 
-Myślałem...
-Nie jestem jeszcze gotowa na zostanie matką. Mam jeszcze mnóstwo spraw do skończenia. 
-Jak na przykład? 
-Objęcie tronu chociażby. 
-To naprawdę takie ważne?
-Mhm. Gdybym tego nie zrobiła, to inna rodzina będzie rządzić, a moja dynastia się skończy. 
-Dobrze kochanie. Zrobię wszystko, żeby ci pomóc. 
-Dziękuję- cmoknęłam go w usta-  A teraz wstawaj. Musimy się zbierać. 
Wyskoczyłam z łóżka w koszuli Mika i udałam się do łazienki. Włosy spięłam w niedbały kok i weszłam pod prysznic. Puściłam wodę i zamknęłam oczy, aby się zrelaksować. Po chwili poczułam jego usta na swojej szyi. 
-Mike. Chcę się wykąpać- mruknęłam. 
-Może ci pomogę? 
-Nie. Dam sobie radę. 
-A mogę ci chociaż umyć plecy? Jak dobry chłopak. 
Westchnęłam i podałam mu namydloną gąbkę. 
-Masz, chłopaku- zaakcentowałam ostatnie słowo. 
Mike uśmiechnął się szeroko i delikatnie zaczął przesuwać gąbką od mojego karku, aż do odcinka lędźwiowego. 
-Myślisz, że będę dobrą królową?- westchnęłam. 
-Oczywiście. A czemu pytasz? 
-Bo boję się, że to będzie zbyt wiele. Że mnie to przytłoczy. 
Mike odwrócił mnie do siebie i złapał za ramiona. 
-Ej, spójrz na mnie- uniosłam wzrok- Damy sobie radę. Będę przy tobie cały czas. 
Nic nie powiedziałam, tylko rzuciłam mu się w ramiona. Schowałam nos w jego klatce piersiowej i mocno objęłam go w pasie. 
-Dziękuję. Jesteś najlepszym co mnie w życiu spotkało. 
-I wzajemnie, panno Willson. Zbieraj się, bo niedługo jedziemy na lotnisko. 
Mike i ja szybko wzięliśmy prysznic i ubraliśmy się. Ja założyłam t-shirt z tygrysem i czarne podarte jeansy, a na wierzch troche przydługą bluzę w kolorach białym i czarnym. 
-Gotowa?- zapytał gotowy Michael. 
-Tak. Możemy jechać. 
Michaś wziął nasze walizki i zszedł z nimi na dół do limuzyny. Po drodze oddał klucze do apartamentu i wsiedliśmy do auta. Droga dłużyła mi się okropnie. Patrzyłam przez okno na ludzi na ulicy. Mike ścisnął moją dłoń. 
-Wszystko dobrze, skarbie?
-Jasne. 
-Jesteś taka nieobecna. 
-Zamyśliłam się. 
Wzruszyłam ramionami, a Michael miał nie zbyt wesołą minę. Wiedziałam, że nie satysfakcjonowała go taka odpowiedź, ale cóż. 
Na lotnisko dotarliśmy po około pół godzinie...

Pod koniec lotu:

-Kochanie, wstawaj. Jesteśmy na miejscu.
-Hm?- mruknęłam zaspana. 
-Dolecieliśmy. Czas zwiedzić Paryż. 

Godzinę później: 

-A teraz na wieżę Eiffla. 
Był już wieczór i Mike chciał zabrać mnie tam na kolację. Podobno mieli tam wyśmienite wina i pieczywo. Nie miałam co się z nim kłócić. Uległam jak zawsze. Wjechaliśmy na sam szczyt, gdzie mieścił się mały stoliczek z dwoma nakryciami i świecami. 
-Zapraszam- powiedział Mike. 
Odsunął mi krzesło i, gdy już upewnił się , że wygodnie siedzę, on zajął swoje miejsce. Kelner przyniósł nam czerwonego wina, które uwielbiałam. 
-Podoba ci się?- zapytał Mike. 
-Jest naprawdę pięknie. Zaskoczyłeś mnie. Zarezerwowałeś całą wieżę tylko dla nas? 
-Chciałem, żeby ten wieczór był wyjątkowy- złapał moją dłoń i uśmiechnął się- Mają tu bardzo dobre jedzenie. Wybierz sobie co chcesz. 
Wzięłam do ręki menu i się przeraziłam. 
-Jezu, jak tu drogo- spojrzałam na niego, a on wcale się tym nie przejął- Michael. 
-Hm?- zwrócił na mnie uwagę. 
-Ceny. 
-Tak. Co z nimi? 
-Są kosmiczne. 
-Kochanie, stać mnie jeszcze na chleb. Nie zwracaj na nie uwagi, tak?
-Ale... 
Zamknęłam się, gdy zobaczyłam jego wzrok, który mówił: "Nie kłóć się ze mną, wiem co robię." 
Złożyliśmy zamówienia i napawaliśmy się swoimi spojrzeniami, które stawały się coraz bardziej zalotne. 
-Ciekawe co u babci- zagadnęłam. 
-Pewnie za tobą tęskni. Niedługo wrócimy i nie da ci spokoju- uśmiechnął się. 
-Pewnie tak. 
Po chwili kelner podał nam dania, a my zaczęliśmy jeść je tak, że aż się nam uszy trzęsły. Zanim się obejrzałam, nasz talerze były puste. Obsługa przyniosła nam rachunek. Gdy Mike wyciągał portfel z kieszeni, ja spojrzałam na niego. 
-Pięćset dolarów?! 
-Mia, mówiłem ci. To dla mnie drobne wydatki. 
-Jesteś okropny- westchnęłam. 
-Nie obrażaj się, bo ten wieczór się jeszcze nie skończył. 
-Co masz na myśli?
-Zobaczysz. A teraz chodź. 
Michael wziął mnie za rękę i zeszliśmy na sam dół, gdzie czekała na nad limuzyna. Wsiedliśmy, a kierowca zawiózł nas do hotelu. Wjechaliśmy na najwyższe piętro i mój ukochany otworzył drzwi do apartamentu. 
-Zanim wejdziesz, zamknij oczy. 
-Zaczynam się bać. 
Cmoknął mnie w usta. 
-Przy mnie nie masz czego. 
Zrobiłam co kazał i usłyszałam dźwięk zawiasów. Weszłam ostrożnie kilka kroków. 
-Możesz otworzyć- szepnął mi do ucha. Ten widok zatrzymał moje serce na kilka dobrych chwil... 



***************** 
No witajcie. 
Wstawiam dzisiaj notkę. 
Następna będzie... Nie wiem kiedy. Zobaczymy. Mimo, że jest napisana, ale ciiiiii XD 
Miłego czytania :3 
Pozdrawiam 

czwartek, 24 marca 2016

The Future Queen #10

   Kochając drugą osobę oddajemy jej część siebie. Połowę swojego serca i duszy. Czułam się jak księżniczka, ale nie taka, co tytuł zapisany ma po rodzinie, tylko taka, co jest czczona przez swojego  króla.
   Mike kochał się ze mną pierwszy raz. Pierwszy prawdziwy raz. Kochaliśmy się, a nie tylko 'uprawialiśmy seks'. Był czuły i w końcu mogliśmy mówić sobie, jak bardzo się kochamy. 
-Misiu. Dzwonili twoi rodzice. Mam cię odwieźć za dwie godziny- Mike wszedł do kuchni i stanął miedzy moimi nogami, a ja siedziałam na blacie. 
-Czyli mamy trochę czasu dla siebie. 
Przyciągnęłam go bliżej i zaczęłam całować po szyi. 
-Kotku... Ohhhh...- westchnął Michael, który ulegał przy moich czułościach- Kochanie, chyba nie powinniśmy... 
-Czego nie powinniśmy?- zapytałam, nie poprzestając torturowania go. 
-Teraz się kochać- wymruczał mi do ucha. 
-A kto powiedział, że mam zamiar iść z tobą do łóżka? Ja cię tylko całuję. 
-Ale ja dłużej nie wytrzymam- wziął mnie na ręce i zamknął nas w sypialni...

************

-Nie sądzisz, że powinniśmy powiedzieć twoim rodzicom, że nie jestem szlachcicem?- zapytał, kiedy leżeliśmy wtuleni w siebie. 
-Nawet o tym nie myśl. Zabiliby nas. 
-Nie rozumiem, czemu ktoś wymyślił to prawo. Jest beznadziejne- muskał mnie palcami po moim nagim ramieniu. Ja wtuliłam nos w jego szyję i go w nią pocałowałam. 
-Ja też nie. Ale najważniejsze, że się kochamy, prawda?- zaczęłam go po niej leciutko drapać, żeby okazać mu czułości. 
-Oczywiście. Jeszcze nigdy nie czułem tego, co teraz. 
-A ile dziewczyn było przede mną?- zapytałam. 
-Naprawdę chcesz wiedzieć?
-Mhm. 
Wziął głęboki oddech, a jego dłoń, z moich ramion, przesunęła się na plecy. 
-Tatum, Brooke... Dianą Ross byłem tylko w sumie zafascynowany, a z Madonną nie wyszło. Nie była dla mnie. 
-No Jackson. To był z ciebie rozbrykany łobuziak- cmoknęłam go w policzek- Czy to z jedną z nich ty miałeś swój... No wiesz... 
Spojrzał na mnie. 
-Czy z jedna z nich poraz pierwszy uprawiałem seks?- to było bardziej stwierdzenie. Pokiwałam głową- Niestety tak. To Brooke. Ona zaciągnęła mnie do łóżka, a ja myślałem, że im więcej krzyku i niewiadomo jakich pozycji, tym lepiej. A kiedy spotkałem ciebie... To wszystko przestało się liczyć, bo najważniejsze było, że jestem z ukochaną osobą. 
-Czyli nie kręci cię darcie się w łóżku?
-Tak szczerze mówiąc to nie- wzruszył ramionami- Kręcisz mnie tylko ty. Bez żadnych dodatków. 
Nachylił się i mnie pocałował. 
-Czekaj czekaj- oderwałam się- Z Brooke miałeś pierwszy raz. A Madonna też cię zaciągnęła do wyra?- założyłam ręce na piersi. 
-No wiesz. Próbowała, ale nie zbyt chętnie do tego podszedłem. Za pierwszym razem uciekłem jej przez okno. 
-Za pierwszym? Czyli było ich więcej? 
-Z jej strony tak. Ale nigdy nie poszliśmy razem do łóżka. 
-A Tatum? 
-Ona była przed Brooke. Jakieś jeszcze pytania?- zawisnął nade mną i poruszył brwiami. 
-Nie, ale za pół godziny musisz mnie odwieźć. 
-A co ty na to, żebyśmy wrócili do domu razem. Troche czasu byśmy mieli dla siebie- przejechał mi palcem po szyi i obojczyku. 
-Jeżeli ty ich namówisz, to chętnie. 
Mike uśmiechnął się i sięgnął telefon. Wpisał numer i przyłożył słuchawkę do ucha. Czekając na połączenie, szybko jeszcze skradł mi całusa. 
-Halo? Dzień dobry. Tak. Chciałem zapytać państwa czy to nie problem, abym osobiście przywiózł Mię do domu- chwila ciszy- Kiedy? Za tydzień. Dobrze. Dziękuję- rozłączył się
-Za tydzień? Panie Jackson, czy pan chce mnie uprowadzić? 
Uśmiechnął się. 
-Zgadła pani, panno Willson. Zabieram cię w pewne miejsce. 
-Mogę wiedzieć w jakie? 
-Nie. To niespodzianka. 
-W takim razie wstawaj. Idę zamówić coś na śniadanie. 
Wyskoczyłam z łóżka i założyłam koszulę Mika i swoje majtki. Ten leżał na boku, podpierał głowę na ręce i zagwizdał. Obróciłam się, odpięłam 2 górne guziki jego koszuli i poszłam do telefonu, sięgając po menu. 
-Dzień dobry. Chciałam zamówić dwa razy gofry z owocami i raz sok pomarańczowy oraz kawę z mlekiem. Pokój 157. Dziękuję.
Rozłączyłam się i poczułam, jak Mike obejmuje mnie od tyłu.
-Spakuj się po śniadaniu.
-Tak w sumie to nie mam czego spakować, bo delikatnie mówiąc, porwałeś mnie z balu.
-Ale co? Żałujesz?
Odwróciłam się do niego.
-Oczywiście, że nie. Ale mamy mały problem z ciuchami.
Mike wziął telefon ze stolika, wykręcił jakiś numer i przyłożył słuchawkę do ucha.
-James? Potrzebuję, żebyś poszedł do centrum handlowego. Dla Mii. Spodnie, koszulka i jakaś bluza- zasłonił mikrofon- Jaki rozmiar?
-36. 
-36- odrzekł do Jamesa- Dzięki. 
Mike rozłączył się i spojrzał mi w oczy. Zaczęliśmy kołysać się na boki. 
-Wiesz... Nie żałuję, że wtedy pokłóciłam się z rodzicami i przyszłam do Annie. Gdyby nie to, to byśmy się nie poznali. 
-Na początku miałem nie przyjąć propozycji rodziców Annie, ale nie dawali mi żyć. Dzwonili ciągle do mojego agenta. 
-Cena sławy- zaśmiałam się.
-Poniekąd tak. 
Nagle telefon znów dał o sobie znać. Mike go odebrał. 
-Halo?- jedna ręką dalej obejmował mnie w pasie. Usłyszałam głos ze słuchawki. I to damski. Michael spojrzał na mnie i gestem dłoni pokazał, żebym dała mu chwilę. Ja tylko cmoknęłam go w usta i skierowałam się do sypialni, żeby coś na siebie założyć. Moim dzisiejszym zestawem była czarna koszulka, jeansy, czarne trampki i bluza. 
Kiedy wyszłam z pokoju, Mike zakończył już rozmowę i skierował wzrok na mnie. 
-Dzwoniła moja mama. Zaprosiła mnie na obiad, jak wrócę. 
-Rodzinny obiadek- uśmiechnęłam się. 
-Owszem. 
-Musisz mi potem opowiedzieć jak na nim było. 
-Ty chyba nie sądzisz, że pójdę tam sam. 
-Pewnie, że tak sądzę. 
-To się pani grubo myli. Już ich uprzedziłem, że przyprowadzę taką jedną piękną, zgrabną, inteligentną, seksowną dziewczynę. 
-Kim ona jest? Chyba muszę z nią pogadać- założyłam ręce na biodrach. 
Mike zachichotał i przytulił mnie mocno. 
-Bardzo cię kocham Mia. 
-Ja ciebie też głuptasie. A teraz leć się ubrać, bo chyba nie chcesz, żeby lokaje ze śniadaniem, zobaczyli twój ponętny tyłek, co? 
-Oczywiście, że nie. On jest cały twój, skarbie. 
-I dobrze, bo się do niego przywiązałam. 
Mike nachylił się i mnie pocałował. Oczywiście nie mógł zrobić tego później. Na jego szczęście, w tej samej chwili usłyszeliśmy pukanie do drzwi. 
-Kto tam?- zawołałam. 
-Obsługa- rozległ się stłumiony głos. 
Szybko popchnelam Michaela do sypialni. Z nim to jak z dzieckiem. Ale kocham go. Kocham tego wariata. 
Po kilku sekundach, od kiedy Mike zniknął za drzwiami sypialni, ja otworzyłam drzwi, żeby lokaj mógł przywieźć śniadanie. Okazał się nim dwudziestoparoletni brunet w czerwonym fraku hotelowym. 
-Dzień dobry. Gdzie postawić wózek?
-Może pan przy stole. 
Wózek zajął miejsce pod ścianą, a chłopak skierował swój wzrok na mnie. Sięgnęłam po portfel mojego faceta i wyjęłam 20 dolarów. 
-Dziękuję- uśmiechnęłam się grzecznie. 
-To ja dziękuję. A tak w ogóle to jestem Will. 
-Mia... 
-Mógłbym dostać twój numer? 
Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Na szczęście po chwili wyszedł Michael, stanął obok mnie i objął ramieniem. 
-Ja tak właściwie to mam faceta- wzruszyłam ramionami. 
-A o co tak właściwie chodzi, kochanie?- zapytał zdezorientowany Mike. 
-To ja będę już szedł. Smacznego państwu. 
Wyszedł szybszym krokiem, niż przyszedł. Ja się tylko zaśmiałam. 
-O co mu chodziło?- dopytywał mój partner. 
-Chciał ode mnie numer- odpadłam obojętnie. 
-Słucham?!- zdenerwował się- Zaraz mu przywalę!
-Mike! Uspokój siebie i ten swój testosteron! 
-On nie ma prawa się do ciebie zalecać. Zadzwonię potem do nich i każę, żeby tu wiecej nie przyłaził. 
-Jesteś strasznie wzburzony. A teraz siadaj, jedz i się uspokój. 
On tylko fuknął coś pod nosem niezadowolony, zajął miejsce przy stole i zaczął dziubać w talerzu, jak obrażony chłopiec. Ja zjadłam swoją porcję, a on dalej nie spróbował ani kawałka. 
-Mike, ja mam tego dość. Proszę bardzo! Obrażaj się, ale z daleka ode mnie. Jak ci przejdzie to jestem w sypialni, bo doprowadzasz mnie do szału! 
Żwawym krokiem przeszłam do pokoju, zamknęłam drzwi z hukiem i położylam się na łóżku. Schowałam twarz w dłoniach, a po jakimś czasie usłyszałam kroki. Michael położył się obok mnie i przytulił do siebie. 
-Przepraszam skarbie. Nie chciałem tak zareagować, ale boję się, że mnie zostawisz. 
-Dlaczego niby miałabym to robić? 
-Pewnie widziałaś już moje plamy na brzuchu, piersi, szyi... Denerwuję się, że znajdziesz kogoś, kto nie ma takich defektów. 
Odwróciłam się do niego i spojrzałam w oczy. 
-Czy ty naprawdę sądzisz, że mogłabym cię zostawić przez te łatki? 
Spuścił wzrok, a ja złożyłam delikatny pocałunek na jego policzku. 
-Nawet jakbyś był niebieski to bym cię kochała. 
Żeby dodać mu pewności, usiadłam na nim okrakiem, rozpięłam mu koszulę i zaczęłam całować każde miejsce z plamką. Zaczynając od podbrzusza, aż do szyi. Jednak potem moje usta odnalazły jego. Pocałowałam go namiętnie, z ogniem, jakiego nigdy nie było w naszych pocałunkach. Zdjął mi koszulkę i dłońmi muskał moje plecy, gdy rozległ się dźwięk telefonu. Mike westchnął i opadł na poduszkę, a ja odebrałam. 
-Halo? 
-Dzień dobry. Czy rozmawiam z panną Mią Willson?
-Zgadza się. A o co chodzi? 
-Dzwonię z biura, w którym miała pani spotkanie dotyczące utrzymania stadniny koni pełnej krwi angielskiej, mieszczącej się w Anglii, Ameryce i Szkocji. 
-O cholera. Bardzo pana przepraszam, zapomniałam. Już do państwa jadę. 
Rozłączyłam się i wyskoczyłam z łóżka. Ubrałam na siebie granatową spódnicę, białą koszulę i czarne szpilki, a włosy związałam w kucyk. Umalowałam się i zaczęłam szukać kluczy do auta. 
-Co robisz?- zapytał Michael. 
-Szukam kluczy. Widziałeś je? 
-Janet zostawiła je koło wazonu. Odwiozę cię. 
-Nie musisz. 
-Wiem. Zbieraj się. 
Cały Mike. Powiesz mu jedno, a on swoje. 
Wyszliśmy z apartamentu i skierowaliśmy się do biura. Był to szklany, wysoki budynek.  
-O której kończysz? 
-Postaram się wyrwać za jakieś 2 godziny. 
-Ok, to przyjadę po ciebie. 
-Oki, to pa. 
Już chciałam wysiąść, gdy Mike przytrzymał mnie i zrobił dzióbek. 
-Buzi na do widzenia. 
Cmoknęłam go szybko i wbiegłam do biura, a potem do sali konferencyjnej. Wszyscy już tam czekali. 

********

Dwie godziny później:

-Czyli część koni z tej stajni ma być wytrenowana jako konie wyścigowe, a pani i pani rodzina zapewni im odpowiednie dofinansowanie?
-Zgadza się. Jakieś jeszcze pytania? 
Pokręcili głowami. 
-W takim razie dziękuję panom za poświęcenie mi czasu. 
-My pani również.  
Zabrałam swoje rzeczy i zjechałam windą na sam dół, gdzie czekał na mnie Michael. Wsiadłam do auta, a on podał mi różę. 
-Dla mojego kwiatuszka- pocałował mnie w policzek- I dziś zabieram cię na kolację, a jutro wylatujemy. 
-Gdzie? 
-Do Paryża. 
-To miała być ta niespodzianka? 
-Nie do końca. Zobaczysz na miejscu. 
-Nie podoba mi się, że na mnie wydajesz. 
-To tylko część tego, co mam na koncie. Stać mnie na to, uwierz. A dzisiaj po obiedzie pójdziecie z Janet znaleźć jakąś sukienkę. Ona wie o co chodzi. 
-Zabijesz mnie kiedyś. 
-Jeżeli mamy umrzeć, to umrzemy razem z miłości, a nasze serca zatrzymają się w tym samym czasie... 


**************************
Chyba jakiekolwiek przemówienia są tu zbędne. Pozdrawiam :3 

poniedziałek, 21 marca 2016

Trochę czasu...

Witam was. 
Piszę tego posta tylko dlatego, że chcę przekazać wam informację. Notka nie pojawi się w najbliższym czasie. Nie robię tego ze względu na moje humorki. Sądzę, że powinniście wiedzieć co jest powodem, bo chcę być w stosunku do was fair. 
Mój wujek jest w szpitalu i umiera. Lekarze nie dają mu szans. Nie mówię wam tego, żeby wzbudzić litość, ale żebyście nie myśleli ze zawieszam bloga bez powodu. 
Niedługo pewnie odbędzie się pogrzeb i może po nim coś wstawię. 
Do zobaczenia. 

sobota, 12 marca 2016

The Future Queen #9 Part III/III

   Miłość możemy zdefiniować na różne sposoby. Jest miłość matczyna, gdzie dziecko jest najważniejsze. Jest miłość między rodzeństwem, albo do zwierzątka. Ale ta najpiękniejsza to miłość kobiety i mężczyzny. Bliskość, która znaczy więcej, niż jakiekolwiek wyznanie. Gesty, które mówią to, czego nie mogą wyrazić słowa. 
   Kiedy Michael zaczął całować moją szyję, poczułam jak robi mi się gorąco. 
-Jeżeli mam przestać, wystarczy twoje jedno słowo. 
-Ufam ci i chcę tego. Naprawdę- odwróciłam się do niego. 
-Kocham cię Mia. 
-Ja ciebie też Mike. 
Znów wtopił się w moje usta, odpinając delikatnie suwak w mojej sukni. Ja w tym czasie zajęłam się guzikami jego koszuli. Kiedy moja suknia opadła na dół, a po chwili dołączyła do niej koszula Mika, ten spojrzał na mnie, wziął mnie na ręce i położył na łóżku. Czułam jego usta na szyi, dekolcie i piersiach. Odpiął mój stanik i rzucił go na ziemię. Jego usta zjechały na mój brzuch i zaczęły go delikatnie pieścić. Doprowadzał mnie tym do szału. 
-Michael- wysapałam.
Nie zaprzestawał okazywania mi czułości. Poczułam jego wargi na swoich udach. Nagle podciagnął się do góry i mnie pocałował, a ja powaliłam go na plecy i odpięłam pasek jego spodni, po czym zdjęłam mu je szybkim ruchem. Spojrzałam mu w oczy i wpiłam się w jego szyję. Moje usta sunęły w dół po jego torsie, aż zatrzymały się na napiętych mięśniach podbrzusza. Zanim zdążyłam coś zrobić, on przewrócił mnie na plecy. 

*****************

Michael:
   Każdy jej dotyk, każde westchnienie doprowadzało mnie do szaleństwa. W końcu pozbawiliśmy się resztek ubrania. Zawisnąłem nad nią i pogłaskałem ją po policzku. 
-Nie wiesz nawet jak cię kocham- szepnąłem i wbiłem się w nią. Z początku poruszałem się powoli, żeby przekazać jej jak najwięcej uczucia. Po chwili zaczęła wysyłać mi sygnały, żebym zwiększył tempo. Poruszałem się delikatnie, ale dosyć szybko, żeby nagrodzonym być rozkoszymi jękami Mii. Kiedy byłem w pełni nasycony jej ciałem, zacząłem biodrami zataczać kółka, żeby sprawić jej rozkosz. Gdy doszliśmy do finiszu, opadłem na plecy, a moja ukochana wtuliła się w mój tors. 
-Byłeś cudowny- pocałowała mnie. 
-Ty także. Boże, ale ja cię kocham. 
-Ja ciebie też. 
-I koniec z księciami. 
-Koniec. Ja już znalazłam swojego. 
-Twoi rodzice nie wiedzą, że jesteś ze mną. 
-Jestem już duża. Powiem im rano. A teraz jeśli nie miałbyś nic przeciwko, to położyłabym się spać. 
-Oczywiście kochanie. Śpij dobrze. 
-Dobranoc Mike. 
-Dobranoc Wasza Wysokość- uśmiechnąłem się. 

***********

Mia: 
Kochał mnie. Kochał na płatkach róż. Przy blasku świec. Z iskrą w oczach i gorącym dotykiem. Poruszał się, jakby nic innego nie robił, tylko ruszał biodrami całe życie. Oddawał mi każdy pocałunek, każde tchnienie i każdy jęk. 
   Kiedy rano otworzyłam oczy, Mike chodził po kuchni z ręcznikiem na biodrach i jeszcze troche mokrymi włosami. 
-Cześć kochanie- podszedł do mnie i pocałował w czoło. 
-Hej- przeciągnęłam się. 
-Dzwoniła twoja mama, więc odebrałem i powiedziałem jej, że jesteś ze mną. Kazała cię pozdrowić. 
-Mówiła coś jeszcze?
-Kazała mi być grzecznym i zaprosiła mnie na herbatę. 
-Typowa mama. 
Zaśmialiśmy się, a mój wzrok spoczął na ręczniku Michaela. Niezauważenie złapałam go za róg i pociągnęłam. Mike szybko się zakrył. 
-Pani ma niegrzeczne myśli, panno Willson. 
-Tylko w pana towarzystwie. 
Nachylił się i mnie pocałował. 
Kochałam go. Kochałam jak szalona. Chciałam spędzić z nim resztę życia jako jego żona i mieć gromadkę dzieci. Tylko z nim. Tylko dla niego. Na zawsze... 


           "Kiedy wiesz, że ktoś
            oddał ci swoje serce,
            dopełnił go biciem swojego"

*********************
Hej hej. 
Dodaję obiecanego hota. Nie umiem ich pisać, więc można hejtować. 
Pozdrawiam 

czwartek, 10 marca 2016

The Future Queen #9 Part II/III

   Popełniając błędy nie zwracamy uwagi na konsekwencje. Staramy się to naprawić, ale często szkody są nieodwracalne. Kochając możemy wzbić się do nieba, a kiedy ktoś łamie nam serce, spadamy w dół.
-Jesteś pewna, że chcesz jechać?- zapytała mnie mama. Wróciła z tatą kilka dni temu- Możemy załatwić to sami.  
-Nie. Pojadę z wami. Muszę się uczyć takich rzeczy, jak mam być królową. 
-A co z Michaelem?- zapytała. 
Z oczu pociekły mi łzy. 
-Mike nie jedzie z nami. 
-Pokłóciliście się? 
-Można tak powiedzieć- otarłam łzy.
-Mogę wiedzieć o co?- zapytała troskliwie.
-To głupota. Nie ma co do tego wracać.
-No skoro tak uważasz...

Michael:
   Z Mią nie widziałem się od tygodnia. Byłem zły. I to nie na nią, tylko na siebie. Nie powinienem tak reagować. Siedziała u mnie właśnie Janet, bo wpadła w odwiedziny.
-Co ty taki przygnębiony?
Nie odezwałem się. 
-No Mickey...
-Janet, proszę cię... 
-Chodzi o tę księżniczkę?
-Skąd to wiesz?- odwróciłem się do niej. 
-Ja dużo rzeczy wiem. To o co poszło?
-To nie twój interes. 
-Jestem twoją siostrą! 
-Ale nie musisz wszystkiego wiedzieć. 
-MICHAELU JOSEPHIE JACKSONIE! MASZ MI NATYCHMIAST, KRETYNIE, POWIEDZIEĆ O CO WAM POSZŁO, BO SPIORĘ CI DUPĘ! 
Spojrzałem na nią zdziwiony. Nigdy na mnie tak nie nawrzeszczała. Nie sądziłem nawet, że tak umiała.
-Siadaj- rozkazała, a ja jak posłuszny piesek zająłem fotel ze skwaszoną miną- I gadaj.
Wziąłem głęboki oddech.
-Ja i Mia byliśmy związani perwersyjnym układem seksualnym.
-Słucham?
-Powiedziałem ci.
-Że niby w jakim sensie?
-Uprawialiśmy ze sobą seks bez zobowiązań. 
Janet siedziała z otwartą buzią i nie mogła uwierzyć w to co mówię. 
-Czy ty jesteś serio taki głupi?
-To była jej propozycja. 
-Ale każdy porządny facet by odmówił! Jesteś debilem. 
-Na początku też tak uważałem. Ale... to się zmieniło. 
-Jak to? Czekaj, czekaj. Zakochałeś się w niej?- zdemaskowała mnie. 
-Ta... Na zabój. 
-To co tu durniu jeszcze robisz? Idź do niej. 
-Wyjechała do Szkocji. 
-Masz samolot. W czym problem? 
-Powiedziałem, żeby wyszła z mojego mieszkania jak wyznałem jej miłość. 
-To napraw to, tępaku! Nie będziesz się użalał nad sobą, jak ostatnia ciapa. 
-O nie. Nie polecę tam. 
-W takim razie ja nie będę siedziała z takim osłem w jednym pokoju. 
Wstała, wzięła swoją torebkę i wyszła z hukiem. 
-Baby- mruknąłem...

********************

Trzy dni później:

Mia:
-Mia! Jesteś już gotowa? 
-Tak. Już idę!
Ostatnie spojrzenie w lustro, ostatnie westchnienie. Michael, czemu cię tu nie ma... 
Poprawiłam swoją tiarę i udałam się na uroczystość. Król Szkocji miał sześćdziesiąte urodziny. Zjechały się rodziny królewskie z różnych zakątków świata. 
Wyszłam z garderoby ubrana w kremową suknię do samej ziemi. Tak bardzo chciałam, żeby był przy mnie Michael... 


Michael:
-Jeden bilet do Nowego Jorku- kupowałem sobie normalny bilet na samolot. Chciałem odpocząć od tego wszystkiego, a prywatny odrzutowiec mi w tym nie pomoże. 
-W dwie strony? 
Pomyślałem o Mii. 
-W jedną. 
Kasjerka wystukała coś na komputerze i podała mi bilet. 
-Bramka Szósta, proszę pana. 
Podziękowałem jej grzecznie, po czym skierowałem się do wskazanego miejsca. Od razu gdy wszedłem do samolotu, coś mi nie pasowało. W jednym z ośmiu fotelu siedziała Janet z rękami założonymi na piersi. 
-Co tu robisz?- zapytałem. 
-Nie pozwalam, żeby mój brat stracił miłość swojego życia. 
-Janet ja... 
-Wolisz całe życie się nad sobą użalać, czy może zepniesz poślady i będziesz o nią walczyć?!
Czekała na moją odpowiedź. Byłem zagubiony. Z jednej strony moja duma, a z drugiej miłość. 
-Więc jak?- spojrzałem na nią. 
-Lecimy. 
-Takiego Michaela znam i lubię. 
Wskoczyłem na fotel i zapiąłem pasy. Obym tylko zdążył, zanim będzie za późno...

Kilka godzin później: 
-Janet, ile jeszcze?!
-Właśnie lądujemy. 
-Jeff musi mieć do pożyczenia jakieś szybkie auto. 
-Jeff? 
-Jeff McAndrew. 
-Pamiętam go. Zawsze zabierał nam frytki jak u niego byliśmy. 
Zanim zdążyłem coś odpowiedzieć, drzwi samolotu się otworzyły, a ja wyskoczyłem jak oparzony do domu Jeffa, który znajdował się kilkaset metrów dalej. Zacząłem pukać do drzwi jak szaleniec. 
-Idę, idę- otworzył drzwi- Michael?!
-Jeff. Potrzebuję szybkiej fury. 
-Wszystkie są w warsztacie. Kiepsko trafiłeś. 
-A coś innego? 
Przez chwilę myślał i spojrzał na budynek, który mieścił się na jego posesji. 
-Hidalgo?
Spojrzałem mu prosto w oczy. 
-Dawaj go...

Mia: 
-Księżniczko. Chciałem przedstawić Waszej Wysokości księcia Roberta- powiedział szlachcic, który zajmował się różnymi dyplomatycznymi sprawami w ich rodzinie. 
-Zatańczysz ze mną?- zapytał Robert. 
Podałam mu dłoń. Chciałabym, żeby Michael tu był...

Michael:
-Wio! Wio!
Cholera, że też Jeff nie miał nic innego na zbyciu jak karego angielskiego konia. Co prawda są to najszybsze konie. O tyle dobrze. 
Czułem, jak wiatr owiewał mi całą twarz. Po jakimś czasie byłem na imprezie. Na szczęście Jeff pożyczył mi garnitur, bo inaczej by mnie nie wpuścili. Parkingowy zdziwił się, gdy zamiast Ferrari dałem mu prawdziwego konia. 
-Tylko nie zapomnij o marchewkach. 
Nie widziałem jego reakcji, bo pognałem do środka. Zacząłem się rozglądać po całej sali, aż ją ujrzałem... 

Mia: 
Był tu. Spojrzał na mnie i zaczął do mnie iść. Zostawiłam Roberta na lodzie i zmierzałam naprzeciw niemu. Spotkaliśmy się w połowie drogi. 
-Michael. 
-Cześć skarbie. 
-Przyleciałeś... 
-Musiałem cię zobaczyć. 
-Wiesz... Bo ja nie byłam z tobą do końca szczera. 
-Co masz na myśli?
-Nie powiedziałam ci, że... Też cię kocham. 
Uśmiechnął się, a po chwili zaczął zbliżać swoją twarz do mojej. Nasze usta się złączyły. To był, jak pocałunek stęsknionych kochanków. 
-Chodź. Coś ci pokażę. 
Wymknęliśmy się z przyjęcia jak dzieci ze szkoły. Mike zabrał mnie do hotelu, który mieścił się obok. Wjechaliśmy na samą górę na 30 piętro. 
-Janet mi pomogła- powiedział, otwierając drzwi. 
W pokoju było strasznie ciemno. Kiedy otworzyłam drzwi poczułam, jak Mike zaczyna całować mnie po szyi. Zapalił światło, a przed moimi oczami ukazał się pokój z widokiem na miasto i łóżko usłane płatkami róż. 
-Chcę, żebyśmy przeżyli swój prawdziwy pierwszy raz- szepnął mi do ucha, a ja poczułam, jak przechodzą mnie dreszcze... 

*********

Hej hej. 
Rozdział 9 czesc 2. Bedzie jeszcze jedna.  
W następnej bedzie hocik. Tak sadze. 
Pozdrawiam. 
Przepraszam za błędy ale pisze z telefonu. 
Do zobaczenia 



niedziela, 6 marca 2016

The Future Queen #9 Part I/III

   Patrząc z perspektywy czasu nigdy nie myślałam, że odnajdę miłość. 
Zakochałam się w kimś, kto jest w stanie zrobić wszystko, żeby było nam dobrze. To ktoś niepowtarzalny. Ktoś kto bezwarunkowo zatroszczy się o mnie i bezwzględu na wszystko złapie mnie za rękę i tak oto będzie trwać przy mnie. 
   Obudziłam się sama w łóżku. Usiadłam powoli i rozejrzałam się po pokoju. Na fotelu leżały jakieś ubrania. I to damskie. Pewnie Mike kazał jednemu z ochroniarzy pójść do sklepu i kupić coś dla mnie. Obok leżała na ziemi jego koszula. No skoro mamy się bawić, to muszę wykonać pierwszy ruch. Założyłam tylko majtki i ego loszulę, poprawiłam włosy i wyszłam z sypialni. Michael akurat robił herbatę. Podeszłam cicho i usiadłam na blacie, kiedy przez chwilę nie patrzył. Gdy wrócił na miejsce, spojrzał na mnie wielkimi oczami. 

-Dzień dobry- odrzekłam. 
-Dobry. Zostawiłem ci ciuchy na fotelu. 
-Wiem. Widziałam. 
Przyciągnęłam go za kołnierzyk koszuli i przycisnęłam mocno do siebie. 
-Tak szybko mi rano uciekłeś- mruknęłam zawiedziona. 
-Musiałem... No... Się czegoś napić- chyba się speszył. 
-Ale teraz... Mamy trochę czasu dla siebie- szepnełam mu na ucho i przejechałam palcem po jego torsie od góry do dołu. 
Słyszałam tylko jak jęknął, próbując zachować trzeźwy umysł. Spojrzał na mnie, a potem jego wzrok zatrzymał się moim mocno wyeksponowanym dekolcie. 
-Co masz przez to na myśli?- przełknął ślinę. 
-No wiesz. Mamy chwilę na mizianie, całowanie, a nawet na coś więcej, jeśli byś chciał. 
Zaczęłam rozpinać mu koszulę. On tylko stał i patrzył, co dokładnie mam zamiar zrobić. Kiedy uwolniłam jego klatkę piersiową, ustami znaczyłam trasę od podkreślanych mięśni brzucha, aż do ust. Zaczęliśmy się całować. Widać było, że trudno mu było wytrzymać moje sztuczki. 
-Nie Mia!- oderwał się- Nie mogę tego zrobić. 
-Niby dlaczego? 
Odwrócił się tyłem i oparł rękoma o blat
-Nie mogę i tyle... 
-To żadna odpowiedź!- uniosłam głos. 
-Nie chcę nas krzywdzić. 
-Jak to "krzywdzić"?  
-Normalnie. Nie mogę się teraz z tobą kochać... 
-Dlaczego?! 
-Bo się w tobie zakochałem! 
Krzyknął, a w jego oczach widać było lekką złość. 
-Michael ja... 
-Nic już nie mów. Tylko wyjdź stąd... 
Po tych słowach moje serce jakby się zatrzymało. 
-Jak to?- szepnełam. 
-Weź swoje ubrania i wyjdź. 
On nawet na mnie nie patrzył, jak to mówił. W oczach poczułam słone łzy, które żegnały moją miłość swoim tańcem. 
Bez słowa wróciłam do sypialni, ubrałam się w swoje ciuchy i wróciłam. Mike dalej stał w tym samym miejscu. 
-Za tydzień jadę do Szkocji na królewską uroczystość. Mówię, jakby cię to obchodziło...- wymamrotałam. 
Podeszłam do drzwi mieszkania Michaela, ale zanim przekroczyłam próg, spojrzałam jeszcze na niego. Nie ruszył się. Pociągnęłam nosem i wyszłam na korytarz. Zadzwoniłam wcześniej do Carlosa, żeby mnie odebrał. 
Kiedy wsiadłam do limuzyny, łzy zaczęły lecieć niemiłosiernie. Nie mogłam ich opanować. Ale co zrobić. To było uczucie, jakby ktoś wyrwał mi kawałek duszy. 
-Chce panienka o tym porozmawiać? 
Pokręciłam głową. 
-Jakby co, jestem do usług. 
-Dziękuję Carlos- lekko się uśmiechnęłam. 
Przemierzając uliczki, widziałam pary, które chodziły razem za rękę i czuli się, jakby nikt, oprócz nich, nie istniał. Tak właśnie czułam się przy Michaelu. Był moim "więcej"... Zakochałam się w nim po uszy. Nie interesował mnie nasz dziwny układ. Miałam go gdzieś. 
Tak, bałam się miłości, ale on pokazał mi jasną stronę tego uczucia. Troszczył się o mnie, całował i przytulał, jakbym miała zaraz uciec. Był przy mnie zawsze, gdy tego potrzebowałam. To z nim przeżyłam swój pierwszy raz i nie wyobrażam sobie, żeby mógł to być ktoś inny. Był moim ideałem. Moim "wszystkim". Moim Yinem i Yangiem. A teraz straciłam sens, dla którego od jakiegoś czasu finkcjonuję. I to moja wina... Nie potrzebnie bawiłam się w te podchody. 

Pytanie tylko: czy kiedyś jeszcze wyznamy sobie miłość...? 

************************************
No to mamy pierwszą część 9 rozdziału za sobą. 
Wybaczcie, że taki krótki, ale część II będzie dłuższa i ciekawsza. 
Obiecuję. 
I nie pojawi się raczej tak szybko, chyba że mnie wena nawiedzi. 
A teraz życzę miłego wieczoru. 
:D 
Pozdrawiam. 

czwartek, 3 marca 2016

The Future Queen #8

   W życiu każdego człowieka nadchodzi taki moment, kiedy jesteśmy gotowi powiedzieć tej drugiej osobie dwa słowa, które zmienią nasze postrzeganie na świat. Które sprawią, że stajemy się najszczęśliwsi na świecie. Przyspieszają bicie naszego serca, oczy zaczynają lśnić, a usta same wypowiadają słowo "kocham cię". 
   Jak to jest być w prawdziwym związku? Być z kimś blisko i móc okazywać drugiemu człowiekowi uczcia. Nie mówię tu teraz o moim pseudozwiązku z Brooke. To było wszystko pod publikę. Kiedyś naprawdę ją kochałem ale nam nie wyszło, a mi moje zauroczenie minęło z czasem. Gdyby ktoś zapytał się mnie teraz, gdzie widzę swoje miejsce, to na pewno nie przy Brooke. Zaczarował mnie ktoś inny...
   Gdy Mia usiadła na stołku barowym, ja szybko pobiegłem do garderoby. Założyłem swój amatorski, biały fartuch, jaki to mają zawodowi kucharze, i wróciłem do mojej... przyjaciółki. 
-Na co ma pani ochotę?- zapytałem, a ona gdy mnie zobaczyła, zaśmiała się. 
-Co szef kuchni poleca?
-Pierś z kurczaka z sosem z karmelizowanych marchewek, do tego białe wino Pinot Grigio rocznik '97. 
-Zdaję się na pańskie doświadczenie. 
Puściłem jej oczko i zabrałem się do roboty. Zajęło mi to może ze dwadzieścia minut, ale efekt mojej pracy był zadowalający. 
-Kolację podano. 
Postawiłem nasze dania na barku i czekałem, aż Mia weźmie pierwszy kęs. Bałem się, że nie trafiłem w jej gusta i wyjdzie totalna klapa. Ukroiła pierwszy kawałek kurczaka, a ja wpatrywałem się w nią, próbując odczytać jakąkolwiek emocję. 
-I jak?- zapytałem. 
-Genialne. Naprawdę- położyła dłoń na mojej, a mnie przeszły ciarki. Czy ją kochałem? Chyba tak... To musiała być miłość, bo co innego mogło się tak objawiać? Jem tylko w jej towarzystwie, śpię tylko przy niej, oddycham spokojnie tylko wtedy, kiedy jest blisko. To nie jest choroba. Miłość to dar, który dostajemy od wszechświata. Pozwala nam odlecieć do nieba, mimo braku skrzydeł. Ale człowiek zakochany ich nie potrzebuje. Tak właśnie się czułem w towarzystwie Mii. Była moim aniołem, którego chcę zamknąć w sercu już na zawsze. Blisko mnie. Blisko moich uczuć. Blisko tego, co dla niej najlepsze. 
-Przygotuję ci pokój- wstałem od stołu. 
-Nie będziemy spać razem? 
-Nie kochanie. Nie tym razem. 
Czy chciałem z nią spać? Oczywiście, że tak. O niczym innym nie marzę, jak o jej bliskości. Zawsze chciałem pokochać kogoś tak mocno, że nie będę myślał o niczym innym. Moje myśli w całości zajmowała teraz Mia. Przygotowałem jej piękną pościel w białe róże, którą miałem z czystego zbiegu okoliczności. Mimo wszystko musiałem się od niej trochę odsunąć. Nasz układ przestawał się trzymać, bo się w niej zakochałem. Nie powinienem, wiem, ale nic nie zrobię. 
-Michael?- usłyszałem zza pleców.
-Zaraz skończę i będziesz się mogła położyć- nawet na nią nie patrzyłem. 
-Dobrze, ale spójrz na mnie. 
Wziąłem głęboki oddech i odwróciłem się. Mia była ubrana w moją czerwoną koszulę, która sięgała jej do połowy ud, ale nawet w tym wygladała pięknie. I seksownie oczywiście. Modliłem się tylko, żeby mój przyjaciel mnie nie zdradził. 
Podeszła do mnie powoli, położyła mi dłoń na policzku, a potem powoli przesunęła ją na moją szyję. 
-Co się dzieje? 
-Nic się nie dzieje- starałem się ukryć moje zmartwienia, ale ona wyczyta wszystko. 
-Nie oszukasz mnie. 
Czułem, jak chce mi zdjąć marynarkę, ale zabrałem jej dłoń, podszedłem do drzwi i nie patrząc w jej stronę życzyłem jej dobrej nocy. Zamknąłem się w swojej sypialni, po czym zrzuciłem ubrania i wskoczyłem pod kołdrę. 

Mia: 

Mike dziwnie się zachowywał. Tak nagle przestał się interesować czymkolwiek. Wiedziałam, że bez niego nie zasnę, ale musiałam spróbować. No to baranki. 


Jeden baranek... 

Drugi baranek... 

Trzeci baranek...

Czwarty baranek... 

Piąty baranek... 

Szósty baranek...

Siódmy baranek...

Ósmy baranek... 

Dziewiąty baranek... 

Dziesiąty baranek...

Przy czterysta osiemdziesiątym siódmym nie wytrzymałam. Była druga w nocy, a ja nie mogłam spać w dalszym ciągu. 
Wstałam i po cichu udałam się do sypialni Michaela. Lampka była zapalona, a on leżał na plecach z rękami pod głową. 
-Mike... Śpisz?- szepnęłam. 
-Nie. Co tu robisz?- zapytał. 
-Nie mogę zasnąć. 
Nastąpiła chwila ciszy. Żadne z nas się nie odzywało. W końcu Mike postanowił przerwać tę chwilę. 
-Chodź. 
Wślizgnęłam się koło niego pod kołdrę, objęłam go w pasię i położyłam mu głowę na piersi. 
-Co się dzisiaj z tobą działo?- wróciłam do tego tematu. 
-Nic o czym powinnaś wiedzieć. 
-Powiedz mi. Możesz mi ufać. 
-Tu nie chodzi o zaufanie. 
-To o co?
Westchnął. 
-Jak będzie trzeba to ci powiem, dobrze? Nie masz się czym denerwować- pocałował mnie w czoło. 
-Obiecujesz? 
-Tak. A teraz śpij. 
-Dobranoc- położyłam mu głowę pod brodę. 
-Dobranoc. 
Poczułam, jak Mike zaczyna jeździć mi po plecach palcami. Najpierw jakieś kwiatki, potem zygzaczki, a na koniec narysował serce. Poczułam jego wzrok na sobie. Przyglądał mi się tak ze dwadzieścia minut. 
-Czemu nie mogłem zakochać się w szarej, zwykłej kobiecie? A tak to kocham księżniczkę. 
Poczułam, jak moje serce szybciej zaczyna bić. On mnie kocha. A ja kocham jego. Ale mu tego nie powiem. Jeszcze nie. Skoro on mi tego nie chce powiedzieć, to ja też pobawię się w szczucie. Będę go uwodzić, jak jeszcze nigdy. Zobaczymy kto pierwszy zmięknie. 

                 Gra rozpoczęta...


      "Nie boi się...
        Drwi sobie z lęku... 
        On nie ucieka przed mieczem...
        Nie wstrzyma go sygnał trąby..." 


              ***********************

 Witam was. 
Kolejny rozdział. 
Nastepy będzie pewnie za tydzień albo dwa. 
Trenuję teraz do egzaminu na Brązową Odznakę Jeździecką i nie mam tyle czasu. 
W każdym razie. 
Do zobaczenia. 
 

środa, 2 marca 2016

The Future Queen #7

    Każdego dnia uświadamiany sobie, jak bardzo zależy nam na jednej osobie. Zaczynamy ją czcić, chronić i kochać. Jesteśmy w stanie poświecić wszystko, żeby tylko sprawić jej radość. Żeby zobaczyć uśmiech, który będzie odpowiedzią na nasze starania. 

Michael 
    Kiedy zobaczyłem Mię w czarnej, eleganckiej sukience i szpilkach, która schodziła po schodach, to najzwyczajniej w świecie nie wiedziałem co powiedzieć. Jej brązowe włosy opadały jej na ramiona, a na twarzy gościł uśmiech, który podkreślony był zarumienionymi policzkam. Kiedy była na przedostatnim schodku, obudziłem się, podszedłem i podałem jej dłoń. Delikatnie ją złapała i zeszła na dół. 
Stanęła przede mną i spuściła głowę. Ja zmierzyłem ją wzrokiem i szepnąłem:
-Wyglądasz... oszałamiająco. 
-Dziękuję. Mam rozumieć, że ty przebierzesz się u siebie? 
-Owszem Wasza Wysokość- ukłoniłem się teatralnie. 
-Przestań. Czuję się tak staro. 
Zaśmiałem się. 
-Gotowa? 
-Tak. Chodźmy. 
Złapała mnie za rękę i żwawym krokiem poszliśmy do samochodu. Przez większość czasu się do siebie nie odzywaliśmy. Co jakiś czas tylko zerkałem na nią kątem oka. Jej uroda przyćmiewała nawet największe modelki. Tak szczerze mówiąc, to nie za bardzo lubię ten cały modeling. Kobiety są strasznie wychudzone, a ich postawa i ciało bardzo odbiega od rzeczywistości. Mia była idealna. Piękne oczy, śliczny uśmiech, lśniące włosy, idealne piersi, płaski, ale nie za płaski, brzuch, podkreślone biodra, zgrabne nogi...
Jak to ja, oczywiście rozmarzyłem się i nie zauważyłem, że zostało pół godziny do spotkania. Dodałem gazu i jechałem jak wariat. 
-Mike, uspokój się! Zabijesz nas- warknęła zestresowana księżniczka. 
-Spokojnie. Wiem co robię. 
-Mike! Zwolnij! 
-Spóźnimy się! 
-MICHAEL!!!
Wrzasnęła na cały głos, dzięki czemu oprzytomniałem. Mimo wszystko i tak byliśmy już prawie pod domem, więc zwolniłem dosłownie tylko na dwieście metrów. Kiedy zaparkowałem, dalej patrzyłem przed siebie, a wściekła Mia wyszła z auta i poszła do mieszkania, uprzednio biorąc moje klucze. 
-Cholera. 
Przeklnąłem pod nosem i wybiegłem za nią. Wyparowałem do przedpokoju i już przy wejściu do salonu, usłyszałem płacz. Michael, coś ty najlepszego, debilu narobił. Pewnie się wystraszyła. 
Otworzyłem cicho drzwi do sypialni. Mia siedziała na rogu łóżka z twarzą ukrytą w dłoniach. Klęknąłem przed nią, położyłem rękę na jej kolanie, a ona spojrzała na mnie. 
-Przepraszam- szepnąłem. 
-Jesteś głupi. Mogłeś nas zabić- powiedziała przez łzy.  
-Wiem. I bardzo tego żałuję. 
-Mój brat zginął w wypadku. Nigdy więcej tego nie rób- przytuliła się do mnie mocno. 
Mia miała brata? A to nowość. Nigdy bym się nie spodziewał. Już rozumiem, czemu tak spanikowała. Pewnie uraz z przeszłości. Ale co się jej dziwić. Ma prawo, żeby przesadnie dbać o bezpieczeństwo, szczególnie po takim doświadczeniu. 
-Zaraz przyjdą goście. Idź sobie do salonu, a ja przebiorę się w jakieś inne ciuchy, dobrze?- uśmiechnąłem się, żeby dodać jej otuchy. 
-Dobrze. 
Pocałowałem ją delikatnie i otworzyłem szafę z moimi eleganckimi ubraniami, które zakładałem tylko w szczególnych okazjach. I wcale nie założę tego, bo przychodzi to nadziane małżeństwo, tylko dlatego, że jest ze mną Mia. A z tego co zauważyłem, to podobają jej się mundury. Szybko założyłem koszulę, czarne spodnie i mundur. Użyłem moich ulubionych perfum i wyszedłem do salonu. Mia oglądała zdjęcia mojej rodziny, które przyozdabiały pokój. Podszedłem do niej cicho. Księżniczka nie zauważyła mnie i dalej przypatrywała się fotografiom. Dojrzała mnie na zdjęciu, które musiała postawić tu moja mama. Nienawidzę siebie i swojego wyglądu. 
Mia uśmiechnęła się pod nosem i przejechała po nim lekko palcem, zatrzymując się na mojej twarzy. 
-Nie wiem skąd się tu wzięło- mruknąłem, a ona odwróciła się gwałtownie. 
-Wystraszyłeś mnie. 
-Wybacz, nie chciałem. 
Znów spojrzała na fotografię. 
-To nie ty je tu postawiłeś? 
-Nie. To pewnie moja mama. Nie lubię na siebie patrzeć. 
-Co? Niby dlaczego? 
-Nie widzisz tego? Jestem brzydki. Dziwię się czemu zgodziłaś się na ten układ. 
-Głuptas. Jesteś przystojny. 
-Mój ojciec mówił coś innego. 
-Nie powinieneś go słuchać. 
-To mój ojciec!- oburzyłem się. 
-Ale to nie znaczy, że wszystko co o tobie mówi jest prawdą. 
Zrobiła krok w moją stronę i pogłaskała po policzku. 
-Nie wiesz jak kiedyś było- powiedziałem cicho. 
-To mi wytłumacz. 
Spojrzałem jej prosto w oczy, które były niczym drogocenne kamienie. Wahałem się, czy wyjawić jej sekret mojego dzieciństwa ale nie byłem na to gotowy. Postanowiłem zaczekać. 
-Nie teraz. Kiedyś ci powiem.
Uśmiechnąłem się lekko, a ona obdarowała mnie pocałunkiem, który złożyła na moich wargach. Nagle usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. 
-To chyba oni. Dobrze wyglądam?
Zaśmiała się. 
-Prawdziwy przystojniak z ciebie. 
Cmoknąłem ją jeszcze w usta i poszedłem otworzyć. W drzwiach stał gruby mężczyzna w garniturze i jego żona, ubrana w białą suknię. Chyba okaże się przeciwieństwem Mii. 
-Witam Panie Jackson. 
-Panie Crown, Pani Crown. Zapraszam. 
Weszli nieśpiesznie do mojego sporego mieszkania, a ja wyprzedzając ich szybko, podszedłem do mojej towarzyski, która właśnie wstała, aby wymienić z gośćmi uścisk dłoni. 
-To moja towarzyszka, Mia Willson. 
-Bardzo miło mi poznać- w końcu się przełamała. 
-Nam również. Pan Jackson nie wspominał, że będzie mu towarzyszyła taka piękność. 
Że co?! Czy on śmie się do niej zalecać? I to w moim towarzystwie? I na dodatek przy swojej żonie? Jakim prostakiem trzeba być, żeby coś takiego odstawiać? Miałem nadzieję, że to tylko moje nietrafne pomysły i wszystko się naprostuje przed końcem spotkania. 
-Może usiądźmy- zaproponowałem, nie spuszczając oka z Crown'a. 
Ja z Mią usiedliśmy na jednej kanapie, a małżeństwo na drugiej, stojącej naprzeciwko. 
-No więc Panie Jackson. Ja i Claryssa planujemy poszerzyć działalność filmową o motyw muzyczny i chcieliśmy od pana kupić prawa autorskie do kilku piosenek. 
-Tak, wprowadził mnie pan już w ten temat, gdy rozmawialiśmy ostatnio. 
-No więc właśnie. 
-A o które piosenki panu chodzi? 
-"Thriller", "Bad", "Billie Jean". Głównie te hity nas interesują. 

*****

Rozmowa trwała już od godziny. Ustalaliśmy warunki kupna praw do moich dzieł. Troche było mi ich szkoda, ale nie można przywiązywać się do takich głupot, prawda? 
-To co? Zgoda?- zapytał Crown. 
-Chyna tak. 
-Proszę się nie fatygować po pióro. Mam tu przygotowane na tę okazję. 
Podał mi do ręki metalowe pióro z wygrawerowanymi nutami. Ale tandetne. Nuty się czuje, a nie graweruje na jakimś pisadle. Westchnąłem i przybliżyłem złotą stalówkę do miejsca, gdzie na umówię miałem złożyć swój oficjalny podpis, jednak nie dane mi było to zrobić, bo Mia ścisnęła moje ramię. 
-Co się dzieje?- szepnąłem w jej stronę, tak, żeby nie usłyszeli tego goście. 
-Mike, chodź do sypialni. 
Zdziwiłem się tą propozycją. 
-Teraz? 
-Nie o to mi chodzi. Po prostu chodź. 
Spojrzałem na małżeństwo, które oczekiwało momentu, gdy na papierze zawidnieje moje imię i nazwisko, pozwalające na wykorzystanie moich piosenek w ich celach.
-Przepraszamy państwa na chwilę. 
Mia chwyciła mnie za dłoń, zaciągnęła do sypialni i zamknęła na klucz. 
-Co ty robisz?- zapytałem. 
-Czyś ty oszalał?!
-O co ci chodzi?
-Jak możesz sprzedać swoje własne piosenki? Nie czujesz do nich chociaż trochę sentymentu? 
-Oczywiście, że czuję, ale to tylko piosenki. Nic szczególnego. 
-Jak to nic szczególnego? Powiedz mi ile siedziałeś nad pisaniem "Thrillera"? 
-Dwie noce. 
-A "Bad"? 
-Półtora dnia. 
-A "Billie Jean"?
-Trzy dni... 
-No właśnie. I ty chcesz je od tak oddać komuś, kto nie ma za grosz do nich szacunku? 
Podeszła do mnie i położyła ręce na moich ramionach. 
-To dzieła twojego życia. Nie pozwól, żeby ci je zabrano. 
Podniosłem wzrok i kiwnąłem głową. Mia miała rację. To ja je pisałem, ja komponowałem, śpiewałem i tańczyłem układy. 
Wyszedłem do Crown'ów, żeby anulować transakcję. 
-Panie Jackson. Czy możemy kontynuować? 
-Przykro mi, ale zmieniłem zdanie. Te piosenki wiele dla mnie znaczą i nie chcę ich oddawać. 
-Układ był inny. 
-Wiem jaki był układ. Ale moja decyzja się zmieniła. Proszę opuścić moje mieszkanie. 
Kobieta wyszła bez większych problemów, ale Pan Crown spojrzał na mnie, a potem na Mię. 
-To przez nią. To ona panu namieszała. 
-Proszę jej w to nie mieszać. To moja świadoma decyzja. 
-Takie baby to tylko do piwnicy i trzymać je w zamknięciu. 
Nie wytrzymałem. Złapałem go za kołnierz i wywaliłem na korytarz pod mieszkaniem. 
-I żebym więcej nie musiał cię oglądać! 
Zamknąłem drzwi z hukiem. Mia podeszła do mnie powoli, jakby się mnie bała. 
-Michael? 
Nie odwróciłem się. Poczułem tylko, jak łapie mnie za rękę i odwraca do siebie. 
-Już spokojnie. Wszystko dobrze?
-Co za chuj. 
-Już poszedł. Uspokój się. 
Przytuliła się do mnie. 
-Mój bohater. 
Pocałowałem ją w czoło i do głowy przyszedł mi pewien pomysł. 
-Chodź do kuchni. Pokażę ci coś ekstra. 


*************************************

Hej miśki. 
Kolejny rozdział. Chyba za często je wrzucam. Muszę to ograniczyć. 
Komentujcie. 
Pozdrawiam 
~Bunia ;3
 

wtorek, 1 marca 2016

The Future Queen #6

Pędząc przez życie nie oglądamy się za siebie. Nie patrzmy na to, co było, albo co będzie. Liczy się chwila obecna i to na niej skupiamy swoją uwagę. Insynuujemy różne scenariusze, żeby być gotowym na wszystko.
Kiedy Michael przekazał mi słuchawkę, spodziewałam się najgorszego. 
-Halo?
-Mia, czy ty właśnie poszłaś do łóżka z młodym Jacksonem?- typowa Annie. 
-Może tak, a może. 
-Oj, no nie bądź taka. 
-Nie mogę teraz gadać, zadzwonię jutro. 
-Mia noooo!
-Paaaa. 
Rozłączyłam się, zanim Annie zdążyła coś powiedzieć, odłożyłam telefon i położyłam się obok Mika. 
-Chyba powinniśmy iść spać- odrzekłam. 
-Zmęczyłem cię?- zapytał. 
-Bardzo. Dobranoc- cmoknęłam go jeszcze, wtuliłam się w jego bok i zamknęłam oczy. 

*******

Obudziły mnie promienie słońca, które wpadały przez niezasłonięte okna. Mruknęłam zaspana i schowałam twarz w szyi mojego łóżkowego partnera. Czy my jesteśmy parą? Czy to prawdziwy związek? Nie. To popaprany, seksualny układ, w którym siedzimy. A ja... Chyba czuję do niego coś więcej. Może to tylko zauroczenie, ale kiedy przy nim jestem, to szybciej bije mi serce. 
Kiedy chciałam wyjść z objęć Mika, on otworzył oczy i jeszcze mocniej mnie objął. 
-Chyba nie chcesz uciec, co?
-Myślałam o zrobieniu śniadania. 
-Nie macie przypadkiem tu kucharki?
-No... Mamy...- nie wiedziałam jak stamtąd uciec, bo chciałam przez chwilę pobyć sama, a on mi tego nie ułatwiał. 
-Hej. Co jest?- złapał mój podbródek i zmusił, żebym spojrzała mu w oczy. 
-Nic. Tylko się zamyśliłam. 
-To ja ci przygotuje kąpiel i się odprężysz, co?
Uśmiechnęłam się i przytaknęłam. Michael pocałował mnie szybko i ruszył w stronę łazienki, ubrany tylko w bokserki. Ja poszukałam w tym czasie jego koszuli i założyłam na siebie. Pachniała nim. To taki słodki ale męski zapach. 
-Lubisz perfumy?- zapytał, opierając sięo framugę drzwi do łazienki, która połączona była z sypialnią. 
-Tak... Znaczy... Lubię twój zapach. 
Uśmiechnął się, podszedł do mnie, założył mi kosmyk włosów za ucho i szepnął: 
-Ja twój także. A teraz zapraszam panią do łazienki. Kąpiel już czeka. 
Pocałowałam go w policzek. 
-Dziękuję. 
-Poczekam na ciebie na dole. 
Posłałam mu lekki uśmiech, po czym weszłam do łazienki i wskoczyłam do wanny. Woda była bardzo przyjemna. Ani za gorąca, ani za zimna, a piana sięgała mi prawię do brody. Zamknęłam oczy i zanurzyłam się bardziej. Myślałam o wszystkim. Czy zakochałam się w Miku, czy dobrze robię, że oszukuję rodziców... To wszystko jest takie popieprzone. Zanim się obejrzałam woda była już zimna i musiałam wychodzić. Owinęłam się w ręcznik, a potem ubrałam i w całkiem dobrym nastroju zeszłam na dół. 
-Witam panienkę- przywitała mnie gosposia. Pani Reed pracuje u nas od lat i ma córkę Alice, która zajmuje się ogrodem. Jest prawie w moim wieku. 
-Dzień dobry pani Reed. Co na śniadanie? 
-Tego nie wiem. Proszę zapytać swojego chłopaka. Uparł się, żeby zrobić pani coś do jedzenia. 
-Słodkie z jego strony. 
-Prawda? Życzę smacznego. Jedzenie stoi przy blacie, a ja uciekam sprzątać. 
Pani Reed poleciała do pracy, a ja nalałam sobie soku pomarańczowego i zasiadłam do śniadania. Jajka na bekonie, tosty i soczek. Mike nie pomaga mi się w nim nie zakochać. 
-Smaczne?- usłyszałam go. 
-Bardzo. 
Usiadł naprzeciw mnie i wziął łyka mojego soku. 
-Mój ulubiony. Skąd wiedziałaś? 
-Nalałam go dla siebie. 
-Doprawdy?- drażnił się ze mną. 
-Tak. 
-Ty sobie Jackson nie pozwalaj. 
-Bo co, Willson?
Wstałam, usiadłam mu na kolanach, objęłam za szyję i szepnełam: 
-Bo będziesz musiał znaleźć sobie inną dziewczynę do towarzystwa. 
Poczułam, jak ściska mnie w pasie. Zaczął muskać nosem moją szyję, po czym się w nią wgryzł. Syknęłam. 
-Jesteś tylko moja- wymruczał- Chodź do sypialni. 
-Tak szybko ci się zachciało?
-Mi się zawsze chce, gdy jesteś przy mnie. 
Zanim zdążyłam coś odpowiedzieć, on porwał mnie na górę. Wszedł do mojej sypialni i zamknął drzwi kopniakiem, po czym położył mnie na łożku i zaczął całować. Zaczął od szyi, potem przeniósł się na dekolt i brzuch. Przeszkadzała mu moja koszulka, więc ją rozerwał. Tak, rozerwał. I dopiero wtedy zdjął. 
-Ej. Lubiłam ją. 
-Odkupię ci. A teraz nie marudź. 
-Ale...
Michael zamknął moje usta swoimi. Za każdym razem, gdy się kochamy, to czuję się wyjątkowa. Jakbym liczyla się dla niego tylko ja. Odpływam...

******

-Jak się czujesz?- zapytał, gładząc mnie po włosach, gdy ja się w niego wpatrywałam, opierając podbródek na jego torsie. 
-Świetnie. A ty?
-Nigdy nie było lepiej. 
Spojrzałam na zegarek. 
-Jest czternasta. 
-I co my z tym faktem zrobimy, co?- nachylił się nade mną i pocałował. 
-Przestań- zaśmiałam się- Wstajemy. 
Wyszłam z łóżka, ubrałam się i spojrzałam w stronę Mika. Dalej leżał pod kołdrą i mi się przypatrywał. Rzuciłam mu koszulkę w twarz. 
-Wypad z wyrka- nakazałam. 
-Już, Wasza Wysokość. 
-Przysięgam, że cię kiedyś trzepnę. 
-Nie mogę się doczekać. 
Przewróciłam oczami. Z facetami jak z dziećmi. Ciągle trzeba ich niańczyć, a jak przychodzi co do czego to zaczynają pyskować jak piętnastolatkowie. I ani ich kijem, ani marchewką. A Mike? On był jednym z tych, którzy nie chcieli dorosnąć. On chciał zawsze być dzieckiem i bawić się do końca życia. Mentalnie został na poziomie dwunastolatka, a czasem załączał mu się siedemnastolatek z tym swoim nieposkromionym testosteronem. Z moich rozmyślań wyrwał mnie dzwonek telefonu. 
-Halo?- odebrałam. 
-Cześć kochanie. Jak u ciebie?- usłyszałam w słuchawce ciepły głos mojej mamy. 
-Świetnie. Spędzamy sobie z Michaelem trochę czasu razem. 
-Mam nadzieję, że jesteście grzeczni. 
-Jasne mamo. A jak u was?
-Świetnie. Tata zapoznał się z jednym biznesmenem. Gadali cały wieczór. 
-Poszerza horyzonty. 
-A żebyś wiedziała. Wracamy dopiero jutro. Dacie sobie radę? 
-Oczywiście mamusiu. Kocham cię. 
-Ja ciebie też skarbie. Zadzwonię później, bo idziemy na spotkanie. 
-Dobrze. Powodzenia. 
-Pa słoneczko. 
Nacisnęłam czerwony guzik i w słuchawce zapadła cisza. Nawet nie zauważyłam, kiedy Michael zdążył się ubrać. 
-Wszystko gra?- podszedł do mnie bezgłośnie i położył mi dłoń na ramieniu. 
-Tak. Czasem kłócę się z moją mamą, ale ją kocham. 
-Widzę. Jesteście, jak dwa różne światy, ale mimo wszystko się dopełniacie. To jak woda i kwiat. Gdy kwiat jej nie ma, to usycha. Gdy ma jej za dużo, to się topi. Ale kiedy jest jej odpowiednia ilość, wtedy pączek rozkwita, ukazując swoje piękno. 
-Poeta z ciebie- uśmiechnęłam się. 
-Staram się. Muszę zaraz pojechać do domu. 
-Już?
-Niestety. Przychodzi do mnie pewne małżeństwo, żeby podpisać jedną umowę. Jak chcesz to możesz jechać ze mną. 
-W sumie nie mam nic do roboty. 
Spojrzałam na oczy Michaela. Iskrzyły się, jak jeszcze nigdy. Widziałam w nich małą gwiazdkę, która po dłuższym wpatrywaniu się zaczyna cię oślepiać.
Kucnął przy mnie, pogłaskał po policzku i pocałował. 
-Dziękuję, za piękny poranek. 
Uśmiechnęłam się w odpowiedzi. 
-Wezmę tylko torebkę. 
-A właśnie. Masz może jakąś sukienkę?
-Mam, a czemu pytasz?
-To załóż ją, proszę, bo ci państwo są nadziani i pewnie przyjdą odstawieni. 
-Wstydzisz się mnie?
-Skądże. Nie chcę tylko, żebyś czuła się niezręcznie. 
-No dobra- przewróciłam oczami. 
Mike cmoknął mnie szybko i wyszedł, żebym mogła się przebrać. W sumie nie wiem po co, przecież widział mnie już nawet nago, no ale kto zrozumie facetów. Założyłam czarną, elegancką sukienkę i szpilki tego samego koloru. Mike na pewno będzie zachwycony. 




*******

Hejka. 
Wstawiam dziś rozdział, który napisany jest w całości dla Marysi. 
To ona zmieniła wygląd bloga, bo nazwała go cmentarzem, a że ja nie potrafię się w tym bawić, to ona odwaliła to za mnie XD 
Ale i tak cię kocham mendo <3 
Pozdrawiam 
~Bunia ;3