http://christian-grey-fanfiction.blogspot.com/
Oto nowy adres nowiutkiego bloga o CG :3 Nie bądźcie uprzedzeni jak na początek :D
Zapraszam
niedziela, 8 listopada 2015
poniedziałek, 19 października 2015
Another Part Of Me #4
Witajcie. Nie mam za dużo czasu na rozpisywanie się, więc powiem tylko miłego czytania.
*********************************************************************************
-Coś się stało?- zapytałem.
-Nie zupełnie, ale będę musiała wyjechać na jakiś czas z
miasta.
-Co? Czemu?
-Nie mogę ci powiedzieć. Chcę tylko, żebyś wiedział.
-Ale na pewno wszystko gra?
-Tak- posłała mi słaby uśmiech- Połóż się spać. Jutro pewnie
będziesz musiał pracować dalej.
-Masz rację. Ale ty też chodź.
Uniosła brwi.
-Nie dam ci tu siedzieć- wyciągnąłem do niej dłoń.
Złapała ją i poszliśmy spać. Położyłem się w pokoju
gościnnym, a Triss u siebie. Chciałem wiedzieć, czemu wyjeżdża ale najwyraźniej
nie chciała mi mówić. Szanowałem to. Zasnąłem szybko i spałem już spokojnie.
***
Obudziłem się wyspany i w świetnym humorze. Ubrałem się i
zszedłem na dół. W kuchni unosił się zapach tostów i kawy.
-Dzień dobry- przywitałem się z uśmiechem.
-Dzień dobry Michael- odrzekła mama Triss, która w tym
czasie parzyła kawę.
Podszedłem do niej, oparłem się biodrem o blat i posłałem
jej uśmiech.
-Cześć.
-Cześć- spuściła wzrok na kubek, ale widziałem, że się
uśmiechała. W tej chwili wszedł ojciec Triss.
-Zadzwoniłem już do mechanika. Będzie za jakąś godzinę.
-Dziękuję panu.
-Siadajcie dzieci. Śniadanie.
Usiadłem naprzeciwko Triss. Co jakiś czas zerkaliśmy na
siebie ukradkiem. Nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Jej tata otworzył drzwi
i do salonu wszedł mechanik. Uścisnęliśmy sobie dłonie i poszliśmy do mojego
samochodu.
-Zwarcie. Powymieniam panu tylko kilka rzeczy i będzie
śmigał jak kiedyś.
Nie zajęło mu to więcej niż dziesięć minut. Zapłaciłem mu i
zacząłem żegnać się z rodzicami Triss.
-Dziękuję, że państwo pozwolili mi przenocować.
-Nie ma sprawy. Miło nam było cię gościć. Wpadnij jeszcze
kiedyś.
-Z przyjemnością.
Triss tylko przewróciła oczami z uśmiechem na twarzy. Jej
rodzice zostawili nas na chwilę samych.
-Czyli przez jakiś czas się nie zobaczymy?
-Nie. Wybacz.
Uniosłem jej podbródek i pocałowałem ją w czoło.
-Muszę iść. Zadzwoń, jak wrócisz to umówimy się odnośnie
pracy.
-Jasne.
Widziałem, że coś ją dręczy.
-Wszystko gra?
Posłała mi słaby uśmiech.
-Jasne.
Westchnąłem i wsiadłem do auta. Triss pomachała mi jeszcze
na do widzenia.
TRZY TYGODNIE PÓŹNIEJ:
Triss ani razu się nie odezwała. Postanowiłem pojechać do
niej do domu, sprawdzić czy wszystko w porządku. Zadzwoniłem i czekałem. W
końcu otworzyła mi Triss.
-Michael?- zdziwiła się i przymknęła drzwi, tak, że
rozmawialiśmy przez szparę.
-Cześć. Nie odzywałaś się, więc pomyślałem, że cię odwiedzę.
-Nie powinieneś tu przychodzić.
-Coś nie tak? Dziwnie się zachowujesz.
Nagle drzwi otworzyły się szerzej, a obok niej stanął jakiś
mężczyzna. Objął ją ramieniem i zapytał:
-Witam. W czym mogę pomóc?
Zmarszczyłem brwi i zerknąłem na Triss. Odwróciła głowę ale
widziałem, że była smutna. Znów zwróciła wzrok na mnie i pokręciła głową.
-W niczym. Zgubiłem się, przepraszam.
Uśmiechnął się.
-Nic się nie stało, a dokąd pan zmierza?
Uśmiechnąłem się słabo.
-Naprzód. Żegnam i jeszcze raz przepraszam.
Wsiadłem do auta i odjechałem. Krążyłem po mieście do
wieczora. Coś z tym facetem było nie tak. Wydawał się miły, ale Triss na pewno
nie była zadowolona z jego wizyty. Kiedy wjechałem do Neverlandu dostałem wiadomość
od niej.
„Nie możemy się już widywać, nie mogę przychodzić do pracy i
nie mogę o tobie myśleć. Zapomnij o mnie, proszę… „
Triss
Szybko zawróciłem samochód i wróciłem pod jej dom. Stanąłem
dalej i czekałem, aż jej chłopak wyjdzie. Kiedy wsiadł do jakiegoś auta i
odjechał ja wyszedłem dyskretnie i zapukałem do drzwi.
-Znów czegoś zapomniałeś?- usłyszałem, a po chwili w
drzwiach stanęła Triss- Michael?
Chciała zamknąć drzwi, ale włożyłem nogę pomiędzy nie i
wszedłem na chama.
-Triss! Chcę wiedzieć co się z tobą dzieje. Rzucasz pracę –
okej, ale czemu nie możemy się widywać?
-Michael ja…
-Triss, kto to jest?
Spojrzeliśmy w stronę schodów, na których stała mała
dziewczynka. Miała koło czterech lat, a w ręce trzymała misia i przecierała
zaspane oczka.
-Meggie, kochanie. Idź spać.
-Co to za pan?
Triss spojrzała na nią, a potem znów na mnie.
-To tylko pewien pan. Sprawy dorosłych. Weź swojego misia i
kładź się do łóżeczka, dobrze?
Pokiwała tylko grzecznie główką i poszła na górę. Triss
założyła ręce na piersi i pokręciła lekko głową.
-Kto to był?- zapytałem.
Chwila ciszy.
-Moja siostra.
-A ten facet?
Nic nie mówiła.
-Triss?
-Nie chcę cię narażać…
-Na co?
-Nie mogę ci powiedzieć.
Z jej oczu pociekły łzy…
poniedziałek, 21 września 2015
Another Part Of Me #3
Wowowow. Coś tam napisałam. Moja ocena to takie marne 2/10. Okropny jest. MA SA KRA. Ostatnio nie mam wcale czasu na nic. W tygodniu nauka, a w soboty treningi i praca z jednym płochliwym koniem. Tylko niedziela mi zostaje a wtedy to nic mi się nie chce. Dlatego nie wiem kiedy będzie nn. I przepraszam, że taka krótka.
Pozdrawiam
*********************************************************************************
-Nie sądzisz, że będzie to trochę za długie? To przejście musi być krótsze, bo nie wpasuje się w słowa- od rana do teraz siedzieliśmy z Triss i komponowaliśmy. Na dworze robiło się już ciemno.
Pozdrawiam
*********************************************************************************
-Nie sądzisz, że będzie to trochę za długie? To przejście musi być krótsze, bo nie wpasuje się w słowa- od rana do teraz siedzieliśmy z Triss i komponowaliśmy. Na dworze robiło się już ciemno.
-Ale jak usunę ten dźwięk, to nie będzie miało tego czegoś.
-Michael. To będzie hit, bo ty to zaśpiewasz.
-Ale mimo wszystko musi być to idealne.
-Hm. To może zagramy to tak…
Zagrała ten kawałek, a ja wsłuchałem się uważnie.
-Masz rację. A teraz dodamy te półnuty i będzie idealnie!-
zakrzyknąłem uradowany- Zrobiło się późno.
Triss zerknęła przez okno.
-Rzeczywiście. Powinnam się już zbierać.
-Odwiozę cię.
-Nie rób sobie kłopotu.
-To żaden kłopot. Z resztą i tak jadę w tę stronę- wcale tak
nie było, ale jak inaczej miałbym ją przekonać?
-Niech ci będzie.
Zabrała nuty i swoją kurtkę i weszliśmy do mojego auta.
Jechałem powoli, bo zaczynało padać, a w taką pogodę łatwo o wypadek.
Odprowadziłem ją pod same drzwi.
-Wejdź na chwilę, bo pada- zaproponowała.
-Nie chcę ci się narzucać.
-Przestań. Zjesz z nami kolację i bez dyskusji- uśmiechnęła
się do mnie.
Wszedłem za nią do domu i od progu poczułem zapach
zapiekanki makaronowej.
-Mamo, już jestem!
-W kuchni!
-Chodź- nieoczekiwanie złapała mnie za rękę i zaciągnęła do
kuchni- Mamo, przyprowadziłam mojego szefa na kolację.
-Aj tam zaraz, że szefa. Michael Jackson. Miło mi panią
poznać- uścisnąłem dłoń jej mamy.
-Mi również. Triss nigdy nie sprowadzała nikogo na kolację,
ale bardzo będzie nam miło, jak pan zostanie.
-Z ogromną radością i proszę mi mówić Michael.
-Mamo, a gdzie tata?
-Powinien zaraz wrócić.
I jak na zawołanie w drzwiach pojawił się jej ojciec.
-Cześć córciu, a to kto?- spojrzał na mnie.
-Mój nowy kochanek- przewróciła oczami, a ja uniosłem brwi i
zacząłem się śmiać pod nosem.
-Następny? Niedługo już żaden nie zostanie. A tak na
poważnie?
-A tak na poważnie to mój
szef.
Postanowiłem się sam zaafiszować.
-Michael Joseph Jackson. Miło mi pana poznać- podałem mu
rękę.
-Mi również.
Staliśmy chwilę w ciszy, aż usłyszeliśmy:
-Kolacja!
Całą naszą trójką zasiedliśmy do stołu. Ja naprzeciwko
Triss. W czasie jedzenia ciągle jej się przyglądałem. Kiedy to zobaczyła, zarumieniła
się i spuściła wzrok. Po posiłku chciałem udać się do domu. Ubierałem płaszcz i
Triss odprowadziła mnie do auta. Przekręciłem kluczyk raz i nic. Drugi, trzeci,
czwarty… O cholera.
-Nie mogę odpalić- mruknąłem.
-Poczekaj, zawołam tatę.
Wysiadłem w tym czasie i podniosłem maskę auta. Podrapałem
się po głowie i westchnąłem.
-Co się stało?- przyszedł jej tata.
-Auto nie chce odpalić.
-Zobaczmy.
Pochylił się nad moim audi R8 i zaczął coś grzebać.
Spojrzeliśmy na siebie z Triss.
-Zwarcie w przewodach. Dzisiaj raczej nigdzie już nie
pojedziesz. Przenocujesz w pokoju gościnnym, a jutro zadzwonię po mechanika.
-Chodź, pokażę ci, gdzie jest pokój- odrzekła Beatrice.
Posłusznie podreptałem za nią na górę. Stanęliśmy przed
brązowymi, dębowymi drzwiami.
-To tutaj. Jakbyś czegoś potrzebował to jestem obok. Łazienka
jest na końcu korytarza.
-Dziękuję, że mnie przenocujecie.
-To nic wielkiego. Ale jakbyś poczuł coś miękkiego obok
siebie w łóżku, to może być kot.
-Dzięki za ostrzeżenie- zaśmiałem się.
-Dobranoc Michael.
-Dobranoc Triss.
Weszła do swojego pokoju onieśmielona, a ja poczułem się
jakbym dostał skrzydeł. Tanecznym krokiem udałem się spać. Nie mogłem zasnąć
przez godzinę, a potem obudziłem się w środku nocy. Poczułem, że mam sucho w
ustach, więc postanowiłem się czegoś napić. Na fotelu zobaczyłem siedzącą
osobę.
-Co tu robisz?- zapytałem, bo wiedziałem już kto to jest.
-O to samo mogłabym zapytać ciebie.
-Zachciało mi się pić- usiadłem na kanapie- Co się dzieje?
Spojrzała na mnie smutnymi oczami i pogłaskała kota, który
leżał na jej kolanach.
niedziela, 30 sierpnia 2015
Another Part Of Me #2
Druga notka z tej serii. Od razu mówię, że następna pojawi się dopiero wtedy, kiedy ta wykaże się zainteresowaniem. Mam napisane trochę do przodu, więc to zależy tylko od Was.
Piosenka do notki:
Naprawdę warta przesłuchania :)
*********************************************************************************
Piosenka do notki:
Naprawdę warta przesłuchania :)
*********************************************************************************
Michael:
Ucieszyłem się, że Triss będzie u mnie pracować. Miałem dosłownie
po dziurki w nosie profesjonalnych pianistów. Widzą tylko czubek własnego nosa.
Grają świetnie, to prawda, ale nie mają tego czegoś, czego potrzebuję.
-I jak podpisywanie płyt?- zapytał Quincy, kiedy wieczorem
wracaliśmy do hotelu.
-Świetnie. Tak, super…- ciągle myślałem o Triss.
-Halo- zobaczyłem dłoń przed oczami- Ziemia do pana
Jacksona.
-C- co?- obudziłem się.
-Jesteś jakiś nieobecny.
-Wydaje ci się.
Już więcej nic nie powiedział. Z uśmiechem na ustach
patrzyłem przez szybę limuzyny na światła latarni, które mijaliśmy.
Przypominały małe, ruchome gwiazdki, które lecą do celu. Tego wieczoru niebo
było wyjątkowo gwieździste. Żadna chmurka nie śmiała przysłonić tego pięknego
widoku, który napawał moje oczy szczęściem i zachwytem. Szukałem różnych
gwiazdozbiorów, które mogłem zobaczyć przez szybę. Wielka Niedźwiedzica, a obok
Mała Niedźwiedzica. Smok, Lew, Strzelec. Ah, kosmos jest genialny. Taki
fascynujący.
-A właśnie. Znalazłeś pianistę?
Na wspomnienie o pianistce, która mnie oczarowała, mój
uśmiech stał się jeszcze szerszy.
-Oj tak. I zdaje mi się, że ją polubisz.
-Ją?
Spojrzałem na niego i uśmiechnąłem się jeszcze szerzej.
-MJ, co ty kombinujesz?
-Ja? Nic takiego- oj, gdybyś tylko wiedział jaka ona jest.
Piękna, miła, spokojna… I urocza, kiedy się zawstydza.
-Pamiętaj, że jutro Tatiana przyjeżdża i macie próbę-
przewróciłem oczami- Ej, mały. Co jest?
-Tatiana widzi we mnie tylko kawałek mięsa, w który może się
wgryźć.
-Nie pasuje ci to?
-Nie! Mam dość tego, że kobiety zwracają uwagę wyłącznie na
moją kasę, sławę i tyłek.
-Bo dobrze nim wywijasz.
-Ale ja chcę kobietę, która zobaczy we mnie człowieka, a nie
Wielkiego Michaela Jacksona. Chcę być tylko Michaelem.
Objął mnie ramieniem i poklepał.
-Każdy by chciał taką drugą połówkę. Jeszcze taką spotkasz,
zobaczysz.
Mój humor momentalnie się zmienił. Teraz byłem zdołowany
tym, że mam wszystko, oprócz miłości. Takiej mężczyzny do kobiety. Mam
kochających fanów i rodzinę, ale chciałbym mieć kogoś, do kogo będę mógł
powiedzieć: kochanie, skarbie, kotku. Podjechaliśmy pod hotel. Wyszedłem z
limuzyny i poszedłem do windy, która zawiozła mnie na samą górę do królewskiego
apartamentu, który mi przydzielili. Rozwiązałem krawat i rzuciłem go niedbale
na fotel, a ja zająłem miejsce na drugim siedzisku. Zdjąłem okulary, złożyłem
je i położyłem delikatnie na szklanym stoliku do kawy. Nagle poczułem przypływ
weny. Wziąłem długopis i kartkę i zacząłem pisać.
Chcę tylko leżeć przy
tobie przez chwilę
Wyglądasz tej nocy tak pięknie
Twoje oczy są takie urocze
Twoje usta są takie słodkie
Wielu ludzi mnie nie rozumie
Dlatego, że w ogóle mnie nie znają
Chcę tylko cię dotknąć
I przytulić
Potrzebuję cię
Boże, jak ja cię potrzebuję
Tak bardzo cię kocham
Za każdym razem, kiedy wieje wiatr
Słyszę twój głos, więc
Wołam twoje imię
Szepty nad ranem
Nasza miłość świta
Niebo cieszy się, że przyszłaś
Wiesz, co czuję
To nie może pójść źle
Jestem taki dumny, że mogę powiedzieć: Kocham cię
Twoja miłość mnie upaja
Pragnę sobie poradzić
Tym razem na zawsze
Miłość jest odpowiedzią…
Wyglądasz tej nocy tak pięknie
Twoje oczy są takie urocze
Twoje usta są takie słodkie
Wielu ludzi mnie nie rozumie
Dlatego, że w ogóle mnie nie znają
Chcę tylko cię dotknąć
I przytulić
Potrzebuję cię
Boże, jak ja cię potrzebuję
Tak bardzo cię kocham
Za każdym razem, kiedy wieje wiatr
Słyszę twój głos, więc
Wołam twoje imię
Szepty nad ranem
Nasza miłość świta
Niebo cieszy się, że przyszłaś
Wiesz, co czuję
To nie może pójść źle
Jestem taki dumny, że mogę powiedzieć: Kocham cię
Twoja miłość mnie upaja
Pragnę sobie poradzić
Tym razem na zawsze
Miłość jest odpowiedzią…
Zanim się obejrzałem miałem kawałek piosenki, ale byłem tak
śpiący, że oczy same mi się zamykały. Poddałem się zmęczeniu i zasnąłem na
fotelu.
***
Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez okna, których
wieczorem nie zasłoniłem. Wtedy zorientowałem się, że jestem w tych ubraniach,
co wczoraj. Spojrzałem na zegarek. Ósma! Mam tylko godzinę! Szybko zerwałem się
z fotela i pobiegłem do łazienki, wziąć prysznic i założyć świeże ubranie. Cholera!
Z pokoju wybiegłem równo o wpół do dziewiątej. Na szczęście nie było korków i
na miejsce dotarłem pięć minut przed czasem. Triss już tam czekała ze swoją
torbą na ramię. Włosy rozwiewał jej wiatr, a ubrana była w sweter, długie
jeansy i czarne trampki za kostkę. Podszedłem z uśmiechem do niej.
-Cześć- odrzekłem.
-Cześć- odpowiedziała grzecznie, zakładając kosmyk włosów za
ucho.
-Ślicznie wyglądasz- skomplementowałem.
-Dzięki…
Oj, Michael przestań, bo zaraz nam się tu spali ze wstydu. Ty
wredny człowieku, bez serca. Otworzyłem przed nią drzwi do studia.
-Zapraszam panią- uśmiechnąłem się.
Na jej twarzy też dostrzegłem cień uśmiechu. Wszedłem za nią
i pokierowałem ją dalej, aż do Sali muzycznej, gdzie stał mój ulubiony
fortepian. Czarny i błyszczący, robił ogromne wrażenie na pianistach.
-Zabieramy się do pracy?- zagadnąłem.
-Jasne.
Triss usiadła przy instrumencie i wyciągnęła papier do
zapisywania nut.
-Masz jakiś zamysł na piosenkę?- zapytała mnie.
-Nie- zaśmiałem się.
-Jak to nie?
-Normalnie. Zawsze wymyślam na bieżąco, żeby nie zapomnieć
melodii. A żeby coś wymyślić, to robię różne zwariowane rzeczy w tym studiu.
-Zwariowane? Co masz na myśli?
Uśmiechnąłem się tajemniczo i złapałem ją za dłoń.
-Chodź za mną.
Wbiegliśmy do schowka, gdzie schowane miałem swoje segway’e.
-Żartujesz?- zapytała.
-Nie- odpowiedziałem, zakładając kask- Trzymaj- rzuciłem jej
drugi- Zaufaj mi.
Niepewnie założyła kask i wsiadła na segway. Zaczęliśmy
jeździć po całym studiu. Kiedy po godzinie strzelaliśmy się pistolecikami na
wodę, w mojej głowie pojawiła się melodia. Rzuciłem broń, złapałem Triss,
przerzuciłem ją sobie przez ramię i pobiegłem do Sali z fortepianem.
-Co ty robisz?- zaśmiała się.
Posadziłem ją przy fortepianie, usiadłem obok i zacząłem
grać. To, co działo się potem trudno jest opisać słowami…
I jak? Podobało się? Komentarze mile widziane :)
Pozdrawiam
sobota, 29 sierpnia 2015
Another Part Of Me #1
Witajcie. Mówiłam, że kończę pisanie, ale dzięki (lub przez) pewną osobę, (ty już wiesz o kogo cho, Marysia) wzięłam się trochę za siebie i powiedziałam, że jak to opowiadanie wypali, to będę je prowadziła. Jak nie, to je zakończę. Zależy od Was.
Dzisiaj nasz Mike ma urodziny. Wszystkiego najlepszego Michael.
Bez zbędnych pierdół zapraszam do czytania.
*********************************************************************************
Masz czasem wrażenie, że całe twoje opierało się na
poddawaniu się? Że nie ważne co zrobisz, to i tak wyjdzie źle? Moi rodzice od
lat strasznie się kłócą. Powód ich kłótni? To może być nawet najmniejsza
pierdoła, jak nie sprzątnięty stół czy krzywe spojrzenie. Kiedyś zamykałam się
w pokoju i płakałam cicho. Ale to było kiedyś. Jak jest dzisiaj? Hmm… W sumie
nie wiele lepiej, aczkolwiek jest taka różnica, że kiedy oni zaczynają znów
drzeć koty, ja wychodzę z domu na spacer albo do sklepu muzycznego, gdzie pracuje
mój przyjaciel Louis.
-Beatrice! Chodź, czas na nas!- krzyczała mama z dołu.
Tak, to ja. Beatrice, jednak wolę, jak ludzie mówią mi
Triss. Mam 20 lat, studiuję literaturę brytyjską, gram na pianinie, gitarze,
perkusji, interesuję się muzyką i jazdą
konną. Status: singielka.
-Już idę mamo!
Chwyciłam torbę z nutami i pobiegłam na dół. Grałam sobie na
zapleczu w sklepie muzycznym. Tam, gdzie nikt mi nie przeszkadzał. Droga zajęła
nam pięć minut. Zazwyczaj chodzę tam pieszo, co zajmuje mi trzy razy tyle. Wyszłam
z auta, otworzyłam drzwi sklepu i zawołałam:
-Louis! Przyszła twoja ulubiona pianistka!
-Już idę! Chcesz kawy?!
-Jasne!- odkrzyknęłam, przeglądając najnowszą dostawę płyt.
Na jednej okładce był mężczyzna z czarnymi, kręconymi włosami w kurtce tego
samego koloru, na której wisiały różnorakie sprzączki.
-Kto to?
Louis zerknął mi przez ramię.
-Michael Jackson. Jego ostatnia płyta sprzedawała się jak
ciepłe bułeczki.
-Mówisz o „Thrillerze”?
-Zgadza się, mała. Przyjdzie dzisiaj do nas podpisywać
płyty.
-O matko! Znowu tłumy!
-Ale przynajmniej trochę zarobimy- puścił mi oczko i poszedł
za ladę, żeby podliczyć kilka rzeczy.
Wzięłam łyka kawy i zaczęłam wykładać najnowsze płyty,
między innymi The Beatles, Metallica, Nickelback i takie inne. Zanim się
obejrzałam była już czternasta.
-Louis, o której ma przyjść ten Jackson?
-Jakoś za chwilę. A co?
-Myślisz, że zdążę sobie jeszcze pograć na fortepianie?
-Jasne.
Wzięłam swoje nuty i udałam się na zaplecze. Rozsiadłam się
wygodnie, przesunęłam palcami po klawiszach, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam
grać. Z każdą nutą udawałam się w inny świat. Świat, który był bez żadnej
skazy. W nim pragnęłam się znaleźć.
-Triss! Triiiiiiss!!!- ktoś wyrwał mnie z tego pięknego
stanu. To Louis.
-Co jest?
-Musisz mi pomóc. Przyjechał i zaczęła się istna corrida.
Nie nadążam.
I po chwili spokoju. Kiedy tylko weszłam na główną salę,
oślepił mnie blask fleszy i ogłuszył pisk fanek. Ale mimo tego zauważyłam go.
Siedział przy stoliku w czarnym mundurze z odznaczeniami i w okularach
przeciwsłonecznych. Szepnął coś do swojego ochroniarza, a ten wstał i krzyknął:
-Przerwa 15 minut dla pana Jacksona! Prosimy opuścić sklep!
Wszyscy pod eskortą dwóch goryli opuścili to miejsce, ale
dalej stali pod sklepem, skandując jego imię. Usiadłam za ladą i zamówiłam
prezent urodzinowy dla Louisa. Ten staruszek kończył już 22 lata. Chciałam,
żeby ten podarunek miał w sobie trochę humoru. Zamówiłam mu więc różowy strój
króliczka.
-Przepraszam.
Podniosłam wzrok.
-Tak?
Pan Jackson zdjął swoje oprawki i uśmiechnął się.
-Wie pani gdzie jest pan Louis?
-Zapewne siedzi na zapleczu, robiąc sobie szóstą kawę w
dzisiejszym dniu.
-Nie wyspał się?
-Nie. To u niego normalne- odrzekłam odgarniając włosy z
twarzy- A w czym mogę pomóc?
-Potrzebuję pianisty i pomyślałem, że są tu jakieś
ogłoszenia. W końcu to sklep z najpiękniejszą rzeczą jaka istnieje. Z muzyką.
Zaczął rozglądać się
po ścianach, gdzie wisiały gitary i niektóre instrumenty dęte. Miałam okazję,
żeby mu się przyjrzeć. Miał kruczoczarne włosy, które opadały mu lekko na
ramiona, czekoladowe oczy i piękny uśmiech. Ubrany był w czarną marynarkę,
koszulę krawat, czarne spodnie ze sprzączkami i buty na lekkim obcasie. Nagle
nasze spojrzenia się spotkały. Odwróciłam wzrok, bo zapewne byłam cała
czerwona, jak to u mnie bywa. Na szczęście przyszedł Louis, który był moim
wybawieniem. Muszę temu chłopakowi postawić następnym razem piwo, jak będziemy
w barze.
-Pan Jackson. Pomóc w czymś?- uśmiechnął się serdecznie.
-Właściwie to szukam pianisty i pomyślałem, że są tu jakieś
ogłoszenia.
-Po co panu ogłoszenia. Lepiej pan trafić nie mógł. Ta oto
śliczna dziewczyna świetnie sobie radzi z pianinem i fortepianem.
-Poważnie?- spojrzał na mnie, a ja podniosłam wzrok z ekranu
komputera.
-Nie… właściwie to ja… Znaczy…- zaczęłam się plątać.
-Jest nieśmiała, ale wymiata na klawiszach jak nikt. I w
sumie nie tylko na klawiszach- Louis, twoje piwo właśnie uciekło ci sprzed
nosa.
Pan Jackson patrzył na mnie przez chwilę z nieodgadnionym
wyrazem twarzy. Kiedy się zawstydziłam, on uśmiechnął się i przygryzł dolną
wargę.
-To w takim razie czy byłaby pani zainteresowana
zatrudnieniem u mnie?
-Pan wybaczy, ale ja…- poczułam, jak Louis bierze mnie za
ramię i odciąga na zaplecze.
-Co ty wyrabiasz?- pyta mnie- Taka okazja nie zdarza się dwa
razy- zganił mnie.
-Ale Louis, ja mam pracę.
-Tak, tutaj zarabiasz osiemset dolarów miesięcznie, a tam
będziesz zarabiała osiemset dziennie.
-No nie wiem…
-A ja tak- złapał mnie za ramiona i lekko potrząsnął- Jak ty
się nie zgodzisz, to ja zrobię to za ciebie.
-Jesteś irytujący jak wrzód na tyłku.
-Wiem i za to mnie kochasz- wyszczerzył się.
-A żebyś wiedział.
Wyszliśmy zza zaplecza. Michael w tym czasie rozglądał się
dalej po Sali.
-Przepraszam, że musiał pan czekać- odrzekł mój przyjaciel.
-Nic się nie stało. Więc co do mojej propozycji…
-Triss chętnie ją przyjmie, prawda?- objął mnie po
przyjacielsku ramieniem.
-Tak. Zgadza się panie Jackson.
-Proszę, mów mi Michael- wyciągnął do mnie dłoń.
-Triss Lancaster- uścisnęłam ją.
Michael włożył rękę do wewnętrznej kieszeni munduru i
wyciągnął z niej mały prostokącik.
-To moja wizytówka. Jakbyś czegoś potrzebowała to śmiało
dzwoń.
-Dobrze, a o której się mam jutro stawić?
Uśmiechnął się, a w jego oczach dostrzegłam błysk. Błysk
dziecięcej radości.
-Umówmy się o dziewiątej w studiu. Jak coś, to powołaj się
na mnie.
-Dobrze. Dziękuję- posłałam mu słaby uśmiech. Czy był
wymuszony? Nie. Był tylko bez wyrazu. Jak cała ja.
-Do jutra więc- ukazał mi swoje perełki. Uśmiech miał
zniewalający. Nawet nie wiecie jak.
-Do jutra.
Założył swoje oprawki i wyszedł razem ze swoimi
ochroniarzami, którzy czekali na zewnątrz przy wyjściu. Czeka mnie ciekawa
przygoda. Oj, i to bardzo.
Postacie:
Beatrice "Triss" Lancaster 20 lat
Louis Ross 25 lat
Kiedy chcecie następną?
Pozdrawiam
czwartek, 13 sierpnia 2015
The Way You Make Me Feel #8 KONIEC
Ostatni post z tej serii. Miałam nadzieję, że trochę ją rozwinę, ale nie daję już rady z pisaniem. Nie mam pomysłów. I to również koniec mojego udzielania się na tym blogu. Może od czasu do czasu wrzucę coś o Christianie ale to na innym. Niedługo go założę. Chcę podziękować tym, którzy wytrwali przez te wszystkie moje dokończone jak i nie dokończone opowiadania. Dziękuję z całego serca. Ten rozdział jest krótki. Chciałam, żeby zakończenie było porządne, a nie długie.
Zapraszam i jednocześnie do zobaczenia może jeszcze kiedyś.
~Bunia ;3
*********************************************************************************
Zapraszam i jednocześnie do zobaczenia może jeszcze kiedyś.
~Bunia ;3
*********************************************************************************
Jodie:
Są takie chwile, kiedy nie myślisz o tym, co będzie dalej,
tylko działasz. Tak właśnie było ze mną i Michaelem tamtej nocy. Rano obudziły
mnie promienie słońca, wpadające przez szparę w roletach. Michael dalej spał.
Jego usta były rozchylone, a włosy ułożone były w artystycznym nieładzie.
Uniosłam się na łokciach i przejechałam palcem po jego skroni. Mruknął coś
przez sen i wziął głęboki oddech. Wyszłam cicho z jego objęć, ubrałam jego
koszulę i zeszłam na dół do kuchni. Tego dnia gosposia Mika przychodziła w
porze obiadowej. Zaczęłam robić dla niego naleśniki nucąc pod nosem piosenkę
Metallici – Sabra Cadabra. Nagle poczułam dotyk na biodrach.
-Hej. Już mi uciekłaś?- pocałował mnie w policzek.
-Pomyślałam, że zrobię ci śniadanie.
-Nie musiałaś, ale dziękuję. Pomóc ci w czymś?
-Możesz zrobić herbatę.
Po piętnastu minutach siedzieliśmy przy śniadaniu.
Widziałam, że Michaela coś trapiło.
-Kochanie, co się dzieje?- zapytałam.
-Jutro wyjeżdżam w trasę.
-Słucham?!
-Nie bądź zła.
-Mam nie być zła?! Jak mam to zrobić?! Mówisz mi, że
jedziesz w kilkumiesięczną trasę dzień po tym, jak się kochaliśmy!
-Przepraszam cię. Nie wiedziałem, że sprawy tak się potoczą…
Wstałam od stołu i poszłam do sypialni. Zamknęłam się w
niej.
-Jodie! Otwórz, chcę porozmawiać.
-Zostaw mnie!
-Jestem samolubnym idiotą! Ale porozmawiaj ze mną, proszę!
-Odwal się Michael! Daj mi spokój!
-Jodie!
Próbował się do mnie dostać przez następne dziesięć minut, aż
w końcu odszedł od drzwi, bo musiał jechać do studia. Wyszłam cicho z
Neverlandu i poszłam do parku. Usiadłam na ławce i włożyłam ręce do kieszeni
mojej skórzanej kurtki. Akurat niedaleko jakiś chłopak oświadczał się swojej
ukochanej. Pomyślałam, jak bardzo ona musi być szczęśliwa. Szczerze? Przeraża
mnie trochę wizja bycia czyjąś żoną. Nie wiem czy sobie poradzę, a nie chcę
zawieść mojej drugiej połówki. Nie mogę być z Michaelem. On ma swoje życie i
trasy. Ja jestem tylko kolejnym bagażem, który musi dźwigać. Dzisiaj to
zakończę. Jak tylko wróci. Chodziłam tak po parku i mieście do wieczora. Kiedy
wróciłam była dwudziesta. Mike jeszcze nie wrócił. Postanowiłam spakować swoje
rzeczy do walizki. Kiedy znosiłam ją na dół, akurat wszedł Michael. Spojrzał na
mnie, a w jego oczach była panika.
-Co robisz?- zapytał.
Nie odpowiedziałam.
-Zostawiasz mnie?
Spojrzałam na niego smutno.
-Dlaczego to robisz?
-Nie widzisz, że to nie może wyjść?- szepnęłam ze łzami w
oczach.
-Czemu tak uważasz?
-Ty masz co chwilę trasy, nagrania, próby, wywiady, a ja… a
ja ci tylko w tym przeszkadzam…
-Wcale nie. Nie przeszkadzasz mi. Jodie, nie myśl tak.
-Wybacz Mike, ale to się nie uda…
Wyprostował się i przełknął ślinę.
-Na pewno tego chcesz?
-Nie, ale nie mam wyjścia.
Cisza.
-Mój szofer zawiezie cię do domu. A jutro ktoś przywiezie
Castiela- powiedział cicho. Zbyt cicho.
Podeszłam do niego.
-Dziękuję Michael- pocałowałam go w policzek- Żegnaj.
Wzięłam walizkę i wyszłam. Przy drzwiach odwróciłam się
jeszcze i spojrzałam na niego. Stał tyłem do mnie z rękami założonymi na
biodrach. Wzięłam głęboki oddech i zamknęłam za sobą drzwi. Limuzyna już
czekała. Zawiozła mnie pod dom i kiedy tylko zamknęłam się w sypialni, to z
moich oczy łzy poleciały strumieniami. Żegnaj Michaelu. Zawsze będę o tobie
pamiętać…
KONIEC
wtorek, 21 lipca 2015
Don't let me go #8 KONIEC
To ostatni rozdział o Zoe i Miku. Dodaje go, bo nudziło mi się i go napisałam. Przepraszam, ze taki krótki. Wiem, ze nie umiem opisywać takich smutnych scen. :/ Wybaczcie. I nadrobię wasze blogi. Przepraszam Was za to, że nie komentowałam ani nic. Poprawię się. W każdym razie Enjoy!
*********************************************************************************
Zamknąłem się w pokoju i usiadłem na parapecie, patrząc
przez okno w dal. Słońce już prawie całkiem zaszło, a ja tęskniłem za Zoe.
Drugiej tak silnej miłości już nie przeżyję. To była ta jedyna. Tak bardzo chcę
się z nią zobaczyć… Z oczu zaczęły cieknąć łzy. Poczułem dotyk na ramieniu.
Spojrzałem tam i zobaczyłem współczujący wzrok Janet. Przytuliła mnie i
głaskała po włosach.
*********************************************************************************
-Opiekuj się Chloe, dobrze?- powiedziała cicho Zoe, kiedy
leżała w szpitalu na ostatkach sił.
-Obiecuję- płakałem. Chciałem to ukryć, ale Zoe mówiła mi,
że uczuć nie wolno ukrywać. Dałem więc upust łzom- Będę za tobą tęsknić.
-Ja za tobą też kochanie. Ale obiecaj mi, że będziesz
dzielny.
-Przyrzekam.
Spojrzała za okno i lekko się uśmiechnęła.
-To już czas Michael.
-Nie, Zoe. Błagam cię…
-Pocałuj mnie ostatni raz…
Nachyliłem się i przelałem w ten pocałunek wszystkie
uczucia. Kiedy spojrzałem jej w oczy, widziałem, że cierpi.
-Zawsze będę cię kochać…- szepnęła.
-Ja ciebie też…
-Żegnaj Michael.
-Żegnaj Zoe…- płakałem coraz bardziej.
Zamknęła oczy, a ja usłyszałem tylko długi pisk maszyny.
Oparłem głowę o skraj materaca i rozpłakałem się na dobre. Odszedł mój skarb.
Moja mała Zoe. Wszedł lekarz, a ja nie wytrzymałem i opuściłem salę. Z całej
siły uderzyłem pięścią w ścianę, po czym usiadłem na krześle i zakryłem twarz
dłońmi.
-Wszystko będzie dobrze Mike- Janet objęła mnie ramieniem.
-Nic nie będzie dobrze…
-Teraz jest w lepszym miejscu.
-Cholera. Ja bez niej nie przeżyję… Kocham ją… Tak bardzo ją
kocham…
-Wiem braciszku. Wiem… Ale ja ci pomogę. Jakoś przez to
przejdziemy.
Wieczór:
-Mike, zjedz coś- mówiła moja mama.
-Nie jestem głodny.
-Od wczoraj nic nie jadłeś.
-Nie chcę… Idę do siebie.
Zamknąłem się w pokoju i usiadłem na parapecie, patrząc
przez okno w dal. Słońce już prawie całkiem zaszło, a ja tęskniłem za Zoe.
Drugiej tak silnej miłości już nie przeżyję. To była ta jedyna. Tak bardzo chcę
się z nią zobaczyć… Z oczu zaczęły cieknąć łzy. Poczułem dotyk na ramieniu.
Spojrzałem tam i zobaczyłem współczujący wzrok Janet. Przytuliła mnie i
głaskała po włosach.
-Nie płacz Mickey. Zoe by tego nie chciała.
-Nie wiesz co by chciała.
Klęknęła przede mną, a ja spojrzałem jej w oczy.
-Wiem, że na pewno by nie chciała widzieć cię w takim
stanie. Założę się, że stoi teraz obok ciebie i kręci głową myśląc: Oh, Mickey,
Mickey. A mówiłam, żebyś za mną nie płakał. Musisz być silny.
-Nie masz pewności.
-Pewności nigdy nie mam. Ale wiem jedną rzecz. Ona na pewno
bardzo cię kochała i nie chciałaby, żebyś ją rozpamiętywał. A jakby tu była, to
skopałaby ci ten chudy tyłek za to, że się zaniedbujesz- zaśmiałem się przez
łzy- Musisz się pozbierać Michael. Ja też za nią tęsknię. Był świetną osobą.
Zejdź na kolację. Nie chcę, żebyś się zagłodził na śmierć. Pomyśl, że wtedy my
będziemy przeżywać to, co ty teraz.
Otarłem łzy i kiwnąłem głową.
-Co chcesz do picia kochanie?- zapytała mama, kiedy
siedziałem przy stole.
-Herbatę, poproszę- powiedziałem cicho.
Po chwili postawiła mi kubek przed nosem…
Rok później:
-Zapalisz znicz?- zapytałem Janet.
-Jasne.
Ja w tym czasie zamiatałem grób Zoe z liści i piachu oraz
płatków kwiatów. Minął rok, a ja dalej strasznie za nią tęskniłem. To było nie
do zniesienia. Już tak nie płakałem, ale czasem wieczorami siedziałem w pokoju
i patrzyłem przez okno, wspominając wszystkie cudowne chwile z nią. Kochałem ją
jak szalony i zawsze będę kochał. Zmieniła moje życie o 180 stopni. Kiedy tak
patrzyłem na inne groby, zauważyłem, że przy jednym z nich, który leży
niedaleko, stoi Zoe. Patrzyła na mnie i się uśmiechała. Z oczu pociekło mi parę
łez. Wypowiedziałem bezgłośnie jej imię. Ona tylko pokiwała głową, uśmiechnęła
się i zniknęła.
-Na co tak patrzysz?- zagadnęła Janet.
-Wiesz co, siostrzyczko? Miałaś rację. Zoe jest przy mnie i
cały czas nade mną czuwa.
-I zawsze będzie. Nie zapominaj o tym.
Spojrzałem na nią i przytuliłem. Potem jeszcze raz zerknąłem
w miejsce, gdzie zobaczyłem swoją ukochaną i wyszliśmy z cmentarza…
I jak? Wybaczcie, bo moim zdaniem wyszedł kiepsko :/
I zamierzam niedługo pisać FF o Christianie Grey'u. Oczywiście nie aż tak, jak jest oryginalnie napisane xd To będzie moja wizja. Tak tylko ogłaszam.
Pozdrawiam
Subskrybuj:
Posty (Atom)







