wtorek, 1 marca 2016

The Future Queen #6

Pędząc przez życie nie oglądamy się za siebie. Nie patrzmy na to, co było, albo co będzie. Liczy się chwila obecna i to na niej skupiamy swoją uwagę. Insynuujemy różne scenariusze, żeby być gotowym na wszystko.
Kiedy Michael przekazał mi słuchawkę, spodziewałam się najgorszego. 
-Halo?
-Mia, czy ty właśnie poszłaś do łóżka z młodym Jacksonem?- typowa Annie. 
-Może tak, a może. 
-Oj, no nie bądź taka. 
-Nie mogę teraz gadać, zadzwonię jutro. 
-Mia noooo!
-Paaaa. 
Rozłączyłam się, zanim Annie zdążyła coś powiedzieć, odłożyłam telefon i położyłam się obok Mika. 
-Chyba powinniśmy iść spać- odrzekłam. 
-Zmęczyłem cię?- zapytał. 
-Bardzo. Dobranoc- cmoknęłam go jeszcze, wtuliłam się w jego bok i zamknęłam oczy. 

*******

Obudziły mnie promienie słońca, które wpadały przez niezasłonięte okna. Mruknęłam zaspana i schowałam twarz w szyi mojego łóżkowego partnera. Czy my jesteśmy parą? Czy to prawdziwy związek? Nie. To popaprany, seksualny układ, w którym siedzimy. A ja... Chyba czuję do niego coś więcej. Może to tylko zauroczenie, ale kiedy przy nim jestem, to szybciej bije mi serce. 
Kiedy chciałam wyjść z objęć Mika, on otworzył oczy i jeszcze mocniej mnie objął. 
-Chyba nie chcesz uciec, co?
-Myślałam o zrobieniu śniadania. 
-Nie macie przypadkiem tu kucharki?
-No... Mamy...- nie wiedziałam jak stamtąd uciec, bo chciałam przez chwilę pobyć sama, a on mi tego nie ułatwiał. 
-Hej. Co jest?- złapał mój podbródek i zmusił, żebym spojrzała mu w oczy. 
-Nic. Tylko się zamyśliłam. 
-To ja ci przygotuje kąpiel i się odprężysz, co?
Uśmiechnęłam się i przytaknęłam. Michael pocałował mnie szybko i ruszył w stronę łazienki, ubrany tylko w bokserki. Ja poszukałam w tym czasie jego koszuli i założyłam na siebie. Pachniała nim. To taki słodki ale męski zapach. 
-Lubisz perfumy?- zapytał, opierając sięo framugę drzwi do łazienki, która połączona była z sypialnią. 
-Tak... Znaczy... Lubię twój zapach. 
Uśmiechnął się, podszedł do mnie, założył mi kosmyk włosów za ucho i szepnął: 
-Ja twój także. A teraz zapraszam panią do łazienki. Kąpiel już czeka. 
Pocałowałam go w policzek. 
-Dziękuję. 
-Poczekam na ciebie na dole. 
Posłałam mu lekki uśmiech, po czym weszłam do łazienki i wskoczyłam do wanny. Woda była bardzo przyjemna. Ani za gorąca, ani za zimna, a piana sięgała mi prawię do brody. Zamknęłam oczy i zanurzyłam się bardziej. Myślałam o wszystkim. Czy zakochałam się w Miku, czy dobrze robię, że oszukuję rodziców... To wszystko jest takie popieprzone. Zanim się obejrzałam woda była już zimna i musiałam wychodzić. Owinęłam się w ręcznik, a potem ubrałam i w całkiem dobrym nastroju zeszłam na dół. 
-Witam panienkę- przywitała mnie gosposia. Pani Reed pracuje u nas od lat i ma córkę Alice, która zajmuje się ogrodem. Jest prawie w moim wieku. 
-Dzień dobry pani Reed. Co na śniadanie? 
-Tego nie wiem. Proszę zapytać swojego chłopaka. Uparł się, żeby zrobić pani coś do jedzenia. 
-Słodkie z jego strony. 
-Prawda? Życzę smacznego. Jedzenie stoi przy blacie, a ja uciekam sprzątać. 
Pani Reed poleciała do pracy, a ja nalałam sobie soku pomarańczowego i zasiadłam do śniadania. Jajka na bekonie, tosty i soczek. Mike nie pomaga mi się w nim nie zakochać. 
-Smaczne?- usłyszałam go. 
-Bardzo. 
Usiadł naprzeciw mnie i wziął łyka mojego soku. 
-Mój ulubiony. Skąd wiedziałaś? 
-Nalałam go dla siebie. 
-Doprawdy?- drażnił się ze mną. 
-Tak. 
-Ty sobie Jackson nie pozwalaj. 
-Bo co, Willson?
Wstałam, usiadłam mu na kolanach, objęłam za szyję i szepnełam: 
-Bo będziesz musiał znaleźć sobie inną dziewczynę do towarzystwa. 
Poczułam, jak ściska mnie w pasie. Zaczął muskać nosem moją szyję, po czym się w nią wgryzł. Syknęłam. 
-Jesteś tylko moja- wymruczał- Chodź do sypialni. 
-Tak szybko ci się zachciało?
-Mi się zawsze chce, gdy jesteś przy mnie. 
Zanim zdążyłam coś odpowiedzieć, on porwał mnie na górę. Wszedł do mojej sypialni i zamknął drzwi kopniakiem, po czym położył mnie na łożku i zaczął całować. Zaczął od szyi, potem przeniósł się na dekolt i brzuch. Przeszkadzała mu moja koszulka, więc ją rozerwał. Tak, rozerwał. I dopiero wtedy zdjął. 
-Ej. Lubiłam ją. 
-Odkupię ci. A teraz nie marudź. 
-Ale...
Michael zamknął moje usta swoimi. Za każdym razem, gdy się kochamy, to czuję się wyjątkowa. Jakbym liczyla się dla niego tylko ja. Odpływam...

******

-Jak się czujesz?- zapytał, gładząc mnie po włosach, gdy ja się w niego wpatrywałam, opierając podbródek na jego torsie. 
-Świetnie. A ty?
-Nigdy nie było lepiej. 
Spojrzałam na zegarek. 
-Jest czternasta. 
-I co my z tym faktem zrobimy, co?- nachylił się nade mną i pocałował. 
-Przestań- zaśmiałam się- Wstajemy. 
Wyszłam z łóżka, ubrałam się i spojrzałam w stronę Mika. Dalej leżał pod kołdrą i mi się przypatrywał. Rzuciłam mu koszulkę w twarz. 
-Wypad z wyrka- nakazałam. 
-Już, Wasza Wysokość. 
-Przysięgam, że cię kiedyś trzepnę. 
-Nie mogę się doczekać. 
Przewróciłam oczami. Z facetami jak z dziećmi. Ciągle trzeba ich niańczyć, a jak przychodzi co do czego to zaczynają pyskować jak piętnastolatkowie. I ani ich kijem, ani marchewką. A Mike? On był jednym z tych, którzy nie chcieli dorosnąć. On chciał zawsze być dzieckiem i bawić się do końca życia. Mentalnie został na poziomie dwunastolatka, a czasem załączał mu się siedemnastolatek z tym swoim nieposkromionym testosteronem. Z moich rozmyślań wyrwał mnie dzwonek telefonu. 
-Halo?- odebrałam. 
-Cześć kochanie. Jak u ciebie?- usłyszałam w słuchawce ciepły głos mojej mamy. 
-Świetnie. Spędzamy sobie z Michaelem trochę czasu razem. 
-Mam nadzieję, że jesteście grzeczni. 
-Jasne mamo. A jak u was?
-Świetnie. Tata zapoznał się z jednym biznesmenem. Gadali cały wieczór. 
-Poszerza horyzonty. 
-A żebyś wiedziała. Wracamy dopiero jutro. Dacie sobie radę? 
-Oczywiście mamusiu. Kocham cię. 
-Ja ciebie też skarbie. Zadzwonię później, bo idziemy na spotkanie. 
-Dobrze. Powodzenia. 
-Pa słoneczko. 
Nacisnęłam czerwony guzik i w słuchawce zapadła cisza. Nawet nie zauważyłam, kiedy Michael zdążył się ubrać. 
-Wszystko gra?- podszedł do mnie bezgłośnie i położył mi dłoń na ramieniu. 
-Tak. Czasem kłócę się z moją mamą, ale ją kocham. 
-Widzę. Jesteście, jak dwa różne światy, ale mimo wszystko się dopełniacie. To jak woda i kwiat. Gdy kwiat jej nie ma, to usycha. Gdy ma jej za dużo, to się topi. Ale kiedy jest jej odpowiednia ilość, wtedy pączek rozkwita, ukazując swoje piękno. 
-Poeta z ciebie- uśmiechnęłam się. 
-Staram się. Muszę zaraz pojechać do domu. 
-Już?
-Niestety. Przychodzi do mnie pewne małżeństwo, żeby podpisać jedną umowę. Jak chcesz to możesz jechać ze mną. 
-W sumie nie mam nic do roboty. 
Spojrzałam na oczy Michaela. Iskrzyły się, jak jeszcze nigdy. Widziałam w nich małą gwiazdkę, która po dłuższym wpatrywaniu się zaczyna cię oślepiać.
Kucnął przy mnie, pogłaskał po policzku i pocałował. 
-Dziękuję, za piękny poranek. 
Uśmiechnęłam się w odpowiedzi. 
-Wezmę tylko torebkę. 
-A właśnie. Masz może jakąś sukienkę?
-Mam, a czemu pytasz?
-To załóż ją, proszę, bo ci państwo są nadziani i pewnie przyjdą odstawieni. 
-Wstydzisz się mnie?
-Skądże. Nie chcę tylko, żebyś czuła się niezręcznie. 
-No dobra- przewróciłam oczami. 
Mike cmoknął mnie szybko i wyszedł, żebym mogła się przebrać. W sumie nie wiem po co, przecież widział mnie już nawet nago, no ale kto zrozumie facetów. Założyłam czarną, elegancką sukienkę i szpilki tego samego koloru. Mike na pewno będzie zachwycony. 




*******

Hejka. 
Wstawiam dziś rozdział, który napisany jest w całości dla Marysi. 
To ona zmieniła wygląd bloga, bo nazwała go cmentarzem, a że ja nie potrafię się w tym bawić, to ona odwaliła to za mnie XD 
Ale i tak cię kocham mendo <3 
Pozdrawiam 
~Bunia ;3

piątek, 26 lutego 2016

The Future Queen #5

Emocje są wylewnymi słowami naszej duszy, która nieubłaganie dąży do zaspokojenia swoich potrzeb poprzez kierowanie nimi. Kiedy czujesz, że chcesz skoczyć ze spadochronem, to tak naprawdę nie ty kierujesz swoimi wyborami i podnieceniem, które ci towarzyszy, tylko twoje wewnętrzne jestestwo. Mówi ci, czego pragnie, a my dostosowujemy się do tego, jednocześnie odczuwając własną aprobatę do decyzji wyimaginowanego sobowtóra. 
Kiedy usłyszałam stukanie obcasów, w mgnieniu oka spojrzałam w stronę, z której dochodziło. Moja babcia, ubrana w piękną kremową suknię aż do ziemi, przywitała nas szerokim uśmiechem. 
-Mia, słoneczko- przytuliła mnie. 
-Cześć babciu. 
-Jak bawiłaś się u Diabełka?
Diabełkiem moja babcia nazywała Annie. Oczywiście to było pieszczotliwe określenie, bo obie kobiety bardzo się lubiły i szanowały. 
-A nie mogę narzekać. Było sporo wrażeń- zerknęłam na zmieszanego Michaela- No właśnie. Babciu. Chciałabym ci kogoś przedstawić. 
Wyciągnęłam rękę w jego stronę, a on chwycił ją i stanął obok mnie. 
-Kolejny kandydat? 
-Nie tym razem. Babciu, to mój chłopak Michael. Mike, to królowa Judith Elizabeth Mary Willson. 
-To dla mnie wielki zaszczyt poznać Waszą Wysokość- skłonił się lekko. 
Babcia spojrzała na niego dumnym, ale krzywym spojrzeniem. Mikuś wyglądał, jakby miał zaraz iść na ścięcie. 
-Mia, czy każdy twój chłopak będzie się tak przede mną płaszczył jakbym była niewiadomo kim?
Mike spojrzał na mnie wielkimi oczami, nie rozumiejąc sensu zaistniałej sytuacji. 
-Głupi jesteś. Myślałeś serio, że babcia tak na poważnie?- zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek. 
-Bo pani tak na poważnie... 
-Nie przejmuj się. Jeśli jesteś ważny dla Mii, to dla mnie też. A teraz lećcie się wyszaleć. Mike zostaje na noc? 
-Właściwie to...
-Tak tylko pytam, bo rodzice dzisiaj wyjeżdżają na kilka dni do Nowego Jorku na spotkanie, a ja idę do koleżanki i prawdopodobnie pójdziemy na nocny seans filmów z lat 60'. 
-Więc zostanie- odrzekłam szybko, nie dając mu się zastanowić. 
-To świetnie. Pójdę napić się kawy. Później do was zajrzę misiaczki. 
Zobaczyłam tylko, jak babcia przekracza próg kuchni, gdy porwałam Michaela do ogrodu. 
-Gdzie mnie ciągniesz?- zapytał. 
-Zaraz zobaczysz. 
Zatrzymaliśmy się dopiero przy krzewach z czerwonymi różami, które za każdym razem mnie zachwycały i zapierały mi dech. 
-To moje ulubione miejsce w całym ogrodzie- wzięłam głęboki oddech- Wie o nim tylko babcia. No i teraz ty. 
-A Annie? 
-Nie kręcą jej roślinki. Nie rozumiem tego. Każdy pączek, każdy listek zabiera wyobraźnię człowieka w miejsce, gdzie pragnie spędzić resztę życia. To jak magiczny statek, który zabiera cię na Wyspę Marzeń. 
-Panna Marzycielka- westchnął mój towarzysz. 
-Kreatywność to bardzo ważna cecha. Kształtuje twój charakter i pokazuje kim jesteś. A oczy są odzwierciedleniem duszy. Mówią wszystko. 
-To co mówią o mnie?- oparł się ręką o ławkę. 
Zrobiłam niewielki krok w jego stronę, spojrzałam w oczy i po chwili namysłu odrzekłam: 
-Widzę troskę, niepewność i coś jeszcze, czego nie mogę rozszyfrować. To jakieś dziwne uczucie, którego nie widziałam w ludzkich oczach. 
Mike spojrzał smutno w ziemię. 
-Michaś. Coś się stało?- podniosłam jego podbródek, żeby nasze spojrzenia się spotkały. 
-Czuję się rozszyfrowany- lekko się uśmiechnął. 
Pokręciłam głową z bezsilności, jeszcze raz zerknęłam w jego oczy ale po chwili mój wzrok spadł na jego usta. Pogłaskał mnie po policzku, nachylił się i pocałował. Poczułam niekontrolowany przypływ emocji i zaczęłam rozpinać mundur Mika. Kiedy zorientował się co robię, powstrzymał mnie. 
-Mia. Wieczorem- mruknął mi na ucho. 
-U mnie czy u ciebie? 
Poczułam jak się uśmiecha. 
-Lepiej u mnie. Wolę zostać na neutralnym gruncie kochanie. 
-Nie rozpędzaj się z tym "kochanie". My tylko chodzimy razem do łóżka. Nic więcej. 
-To będę cię nazywał prosiaczek. 
-Niby czemu?
-Bo w nocy chrapiesz jak świnka. Chrum chrum. 
-Głupek z ciebie- cmoknęłam go. 
-Mmmm. Ale miłe. 
Zaśmiałam się i zrobiłam to ponownie. 
-Ten nasz chory układ ma jakieś dodatkowe plusy. 
-W postaci? 
-Buziaków- teraz on mnie pocałował. 
-Jak tam gołąbeczki?
Spojrzałam w stronę, z której dobiegał głos. Moja mama dumnie kroczyła w naszą stronę. 
-Jak nas znalazłaś?- zapytałam. 
-Słyszałam wasze śmiechy. Ładnie tu. 
-Moje ulubione miejsce. 
-Nie dziwię się. Chciałam się z wami pożegnać. Zaraz wyjeżdżamy. 
-Kiedy wracacie?
-Za trzy dni. Kochani, muszę lecieć, bo spóźnimy się na samolot. Pa Mia. 
-Pa mamo. 
Dziwne to było. Żwawym krokiem poszła w stronę domu, a my zostaliśmy w miejscu. 
-Może czas już wracać?- uśmiechnął się Michael. 
-Chodź- pociągnęłam go.
Weszliśmy cicho do willi. Zaczęłam się rozglądać czy babci już nie ma, ale nie było żywej duszy. Wciągnęłam go do środka, zamknęłam drzwi na klucz i wpiłam się w jego usta. Mike wziął mnie na ręce, oplotłam nogami jego biodra i poszliśmy na górę. 

****** 

-O czym myślisz?- zapytałam go, leżąc mu na brzuchu, podpierając brodę, jednocześnie rysując wzorki na jego piersi. 
-Że mnie łaskoczesz- uśmiechnął się. 
Podciągnęłam się i zaczęłam go całować. Poczułam dłonie Michaela, jak przesuwa nimi po moich plecach. 
-Mmmm. Jak przyjemnie- mruknął. 
Nasze przytulasy przerwał telefon. Chciałam go sięgnąć, ale Mike mnie uprzedził i odebrał. 
-Tutaj telefon Mii Williams, która obecnie jest zajęta mną. Proszę zostawić wiadomość. 
Przez chwilę nic nie mówił, aż zrobił wielkie oczy. 
-Mia. Lepiej się odezwij i wytłumacz- przekazał mi słuchawkę. 
-Halo? 
Kiedy usłyszałam kto dzwonił, zaniemówiłam... 



************************

Witajcie. 
Możecie mnie znowu zatłuc za koniec. 
Rozdział dedykuje Marysi, która mnie ostatnio męczy z pisaniem. 
Komentujcie. 
Miłego czytania 
Pozdrawiam ;3

niedziela, 21 lutego 2016

The Future Queen #4

-A co dokładniej masz na myśli?
-Nie ukryjesz tego przede mną.
Serce zaczęło walić mi jak oszalałe. Jestem w tak zwanej dupie, jeżeli Desmond wie co łączy mnie i Michaela.
-Czyli czego?- zapytałam cicho.
-Nie udawaj. Wiem, że wczoraj wieczorem ty i Annie wrzuciłyście mój telefon do piwa- mruknął.
Całe napięcie ze mnie zeszło.
-Ja tam nie wiem. Mało pamiętam z wczoraj- wzruszyłam ramionami.
-Upiłaś się?
Poczułam jak moje policzki nabierają odcieni bardzo zbliżonych do krwistej czerwieni. Upiłam się pierwszy raz i chyba nie zamierzam tego powtórzyć, żeby nie skończyć ponownie w łóżku z jakimś facetem. A poza tym Mike pewnie mie byłby zadowolony, że nie trzymam się umowy. 
-No. Pewnie był polew, co?
-Szczerze mówiąc to nie wiem. Widziałem cię tylko jak przyszłaś a potem zniknęłaś. 
Czyli nic nie wie. Uff... Musiałam się stamtąd jak najszybciej zmyć. Na szczęście moim wybawcą okazał się nie kto inny, a pan który aktualnie jest ze mną w dziwnym perwersyjnym układzie. 
-Wybacz Des. Halo?- odebrałam. 
-Cześć Mia. Masz może ochotę wyskoczyć na kawę? 
-Jasne. O której?
-Właśnie podjeżdżam pod dom Annie. 
-Dobra, to skoczę tylko po portfel i torebkę. 
-Okej. Tylko szybko. 
Rozłączyła się i pobiegłam do pokoju po moje rzeczy. Zauważyłam, że dostałam esemesa od mojej mamy, w którym napisała mi, żebym wróciła dzisiaj do domu, bo wieczorem przyjedzie książę Adam. O nie... Nie kolejny. Tylko nie to. Myślałam, że dali sobie z tym spokój. Wybiegłam z sypialni i wpadłam na Michaela, który otulił mnie mocno, widząc łzy w moich oczach. 
-Hej. Co się stało?- zapytał. 
-Moi rodzice chcą mnie znowu zeswatać. 
-Jak to?
-Sprowadzają coraz to nowych księciów czyli kandydatów na mojego męża- zaczęłam szlochać mu w koszulę. Zaczął mnie głaskać po głowie i mowić, że wszystko będzie dobrze. 
-Jak nie przedstawię rodzicom swojego chłopaka, to nie dadzą mi spokoju. 
Chwilę staliśmy w ciszy. Wsluchiwałam się w bicie jego serca, które zaczęło mnie uspokajać. 
-Przedstaw mnie. 
-Co?- spojrzałam na niego. 
-Przedstaw mnie jako swojego chłopaka.
-Ale nie jesteś księciem ani nawet nie masz tytułu, więc to nie przejdzie. 
-Ale nikt nie musi o tym wiedzieć.  
-Serio dasz się poświęcić? 
-Skoro jesteśmy związani dziwnym seksualnym układem, to co mam do stracenia?
Rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam całować po policzkach. 
-Dziękuję. Jesteś świetny. 
-A teraz zbieraj się i lecimy na kawę. 
Zabrałam swoje rzeczy, złapałam Michasia za łapkę i zeszliśmy na dół do auta. Otworzył mi drzwi, a sam zajął miejsce kierowcy. Odpalił swoje czarne Subaru BRZ i ruszyliśmy do miasta. Michael zabrał nas do najlepszej kawiarni w okolicy. Usiedliśmy w środku na małej kanapie i złożyliśmy zamówienia. Ja wzięłam swoje ulubione Cafe Latte, a Mike espresso. 
-Więc to nie pierwszy raz zapraszają do domu kandydata dla ciebie?- zapytał. 
-Niestety. Robią tak już od pół roku. Spławiłam większą ilość facetów, niż możesz to sobie wyobrazić. 
-W to akurat mogę uwierzyć. Masz charakterek. 
-To źle?
-Nie. To nadaje ci osobowości- uśmiechnął się do mnie- Masz zamiar powiedzieć rodzicom o naszym... układzie?
-Żartujesz? Oni by mnie wydziedziczyli! Skończyłabym na ulicy albo w internacie. A właśnie. Masz jakiś mundur albo garnitur?
-Oczywiście. Uwielbiam mundury. 
-To dobrze, bo już na wejściu byś miał pod górkę. 
-Dobijaj mnie dalej- zaśmiał się. 
-Wybacz- oparłam głowę o jego ramię. 
-Mam czarno-czerwony strój. Może być? 
-Trafiłeś idealnie. To ulubione kolory mojej mamy. 
-Moje też. 
Westchnęłam i zerknęłam na zegar, który wskazywał siedemnastą. Przesiedzieliśmy ze sobą sporo czasu i musieliśmy podjechać do Mika, żeby się przebrał. Kiedy weszłam do jego mieszkania, wziął ode mnie płaszcz i poprowadził na górę. Wyjął z szafy czarną marynarkę i czerwoną koszulę. Jego marynarka miała sprzączki, które dodawały mu seksapilu. 
-Odwróć się- nakazał. 
Przewróciłam oczami i zrobiłam co mówił. Po trzech minutach usłyszałam:
-I jak?
Spojrzałam na niego i zaniemówiłam. Wyglądał świetnie. 

-Wow. Wyglądasz super. 
-Serio?
-Serio! A teraz rusz tyłek, bo jak się spóźnimy, to mama ukręci mi łeb. 
Nie spędziliśmy dużo czasu w domu Mika, bo musieliśmy lecieć do mnie. Kiedy weszliśmy głównym wejściem, rodzice siedzieli w salonie z księciem Adamem. 
-Mia! Czekaliśmy na ciebie...- mama spojrzała na Michaela, który stanął obok mnie. 
-Mamo. Chciałam ci przedstawić mojego chłopaka. 
-Michael Joseph Jackson. Miło mi panią poznać- ucałował jej dłoń. 
-Mi rownież. Mia, możemy porozmawiać?
-Idź do kuchni. Zaraz przyjdę- szepnełam mu, a sama udałam się za mamą. 
-Czemu nie powiedziałaś, że masz chłopaka?
-Bo nie chciałam wam tak szybko mówić.
-Jest księciem?
-Ma tytuł szlachecki. 
-To dobrze. To wszystko ułatwia. Ale co zrobimy z księciem? 
-Wykopiemy go. 
-Mia. Tak nie wypada. 
-Zostaw to mnie. 
Puściłam jej oczko i poszłam do kuchni, gdzie czekał Michael. 
-Chodź Romeo. Musisz mi w czymś pomóc. I nie pytaj o co chodzi tylko graj. 
Poprowadziłam go do salonu, gdzie tata siedział z Adamem i rozmawiał z nim o przyszłości. 
-Tato. 
-Mia kochanie. A kto to?
-Tato, to mój chłopak Michael. 
-Miło mi pana poznać. 
-Mi rownież. Mia nie wspominała, że kogoś ma. 
-Chciałam wam o tym powiedzieć w odpowiednim momencie. 
-To księżniczka nie jest wolna?- usłyszałam Adama. 
-Nie, nie jestem. Więc z całym szacunkiem, ale możesz sobie iść. 
Widziałam, że był wściekły. 
-Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz- złapał mnie za nadgarstek, ale w ułamku sekundy Michael złapał go za fraki. 
-Jak śmiałeś ją dotknąć?!- teraz to w oczach mojego wybawcy widziałam płomienie. 
-Mike. Zostaw go. 
-Jesteś pewna? 
-Tak. Słuchaj się tej baby. Ma pusto we łbie jak każda inna. 
-Michael- odezwał się mój tata. 
-Tak? 
-Wywal go z domu. 
Mike dalej trzymając go za poły garnituru, wyprowadził go przed dom i rzucił nim o glebę. Nie sądziłam, że może być taki waleczny. 
-Żebym cię więcej nie widział przy Mii.
Adam wstał i wyszedł z posesji, a my wróciliśmy do salonu. Tata poszedł po mamę, która poszła do kuchni uszykować nam herbatę. 
-Dziękuję, że mnie obroniłeś. 
-Taka moja rola jako twojego chłopaka- puścił mi oczko. 
Kierując się emocjami, objęłam go za szyję, stanęłam na palcach i zbliżyłam nasze usta, które były coraz bliżej i bliżej, gdy nagle...



******************************************
Witam Was serdecznie! 
Możecie mnie zabić za końcówkę XD 
Pewnie i tak mało osób to czyta więc... 
W każdym razie mam nadzieję, że się podobało. 
Do zobaczenia ;3

sobota, 20 lutego 2016

The Future Queen #3

Na bal Annie miałam uszykowaną czerwona suknię z rozcięciem na udzie. Seksowna i elegancka. Po zrobieniu makijażu ubrałam na siebie sukienkę i czerwone szpilki, po czym wybiegłam do limuzyny. Miałam dziesięć minut poślizgu.
-Carlos, długo jeszcze?- zapytałam ochroniarza i kierowcę. 
-Jeszcze chwila. 
Nerwowo gniotłam w dłoni skrawek ubrania, co było raczej głupim pomysłem. 
-Jesteśmy na mie...
Nie zdążył dokończyć, bo wyleciałam z pojazdu jak torpeda. Biegłam tak szybko jak to było możliwe. Podkreślając, że moje szpilki do najniższych nie należały. Akurat, kiedy wbiegłam na salę, na scenę  wszedł Michael. Spojrzał w moją stronę, uśmiechnął się i zaczął śpiewać tym swoim delikatnym głosem. 
Kiedy skończył ostatnią piosenkę, zszedł ze sceny i zniknął w tłumie. 
-Mia!
Annie podbiegła do mnie i zaczęła ściskać. 
-Jednak jesteś. 
-Pewnie. Jak mogłabym to przepuścić? Wszystkiego najlepszego. 
Nagle zerknęła mi przez ramię. 
-Oho, chyba twój książę z bajki nadchodzi. 
Odwróciłam się. W moją stronę szedł Michael cały uśmiechnięty. 
-Hej Mia. Miło cię znowu widzieć. 
-I wzajemnie. 
-Masz może ochotę na drinka? 
-W sumie czemu nie. 
Tak jak się spodziewałam, impreza u Annie nie może być na poziomie. Po godzinie byłam z Michaelem tak pijana, że nie wiedziałam co mówię. W końcu film mi się urwał...
********
Obudziłam się z okropnym bólem głowy. Dodatkowo leżałam w łóżku... Naga... A obok... O fak... Odkryłam lekko kołdrę, ktora zasłaniała twarz mojego "towarzysza" i zamarłam. To był Michael. I on też był bez ubrania. O nie... Nie, nie, nie... Co tu się właściwie stało? Pamiętam tylko... No właśnie. Nic nie pamiętam! Byłam pijana jak cholera. Nagle Mike zaczął się kręcić i otworzył oczy. 
-Gdzie ja jestem? Co się stało?
-Jesteśmy nadzy w łożku. A jeśli chcesz wiedzieć co się stało to uprawialiśmy seks po pijaku- przetarłam dłońmi twarz. Nie byłam na niego wściekła. Sama się napiłam, więc gdyby nie to, to by to zajście nie miało miejsca. 
-Żartujesz...
-Czy wyglądam, jakbym żartowała? 
-To co zrobimy?
-Mike, czy ty cokolwiek pamiętasz?
-Nic a nic. 
-Narozrabiałam... Boże. Nie chciałam, żeby tak wyglądał mój pierwszy raz. 
-Chwila. Byłaś dziewicą?
Pokiwałam słabo głową. Mimo, że byliśmy nadzy, to wtuliłam się w Michaela i starałam się opanować emocje. 
-Jezu... Przepraszam Mia. Teraz mam jeszcze większe wyrzuty sumienia. 
-To nie twoja wina. Gdybym tyle nie wypiła... 
-Oboje uznajmy, że jesteśmy winni. 
-Zgoda. Nie powiesz nikomu, że stuknąłeś pijaną księżniczkę?
-Nie mógłbym. 
-Dziękuję. Boże. Cośmy zrobili. 
-Przeleciałem cię jak najgorszy dupek...- mruknął Michael. 
-To ja ci się dałam. Każdy facet by tak zrobił. 
Mike nic nie mówił przez chwilę. Pewnie się nad czymś zastanawiał. 
-Pamiętam, że mówiłaś, że było ci dobrze. 
-Też to akurat pamiętam- uśmiechnęłam się. 
-Może jeszcze nie wytrzeźwiałem ale mam głupi pomysł. 
-Tak? Ciekawe jaki. 
Wstał, założył bokserki i zaczął krążyć po pokoju. 
-Uprawiajmy seks. 
-Słucham? 
-Taki bez zobowiązań. 
-Odbija ci. 
-No tak. Jesteś księżniczką 
O nie. Nie może mnie pakować do jednego worka z tymi snobami. 
-Zgoda. 
Spojrzał na mnie zdziwiony. 
-Ale ja żartowałem. 
-A ja nie. 
Założyłam satynowy szlafrok, podeszłam do niego i wyciągnęłam dłoń. 
-To jak?- zapytałam. 
-Nie mówisz serio. 
-Słowo księżniczki. 
-Jesteś tego pewna?
Uniosłam brew. Mike wzruszył ramionami i uścisnął moją dłoń. 
-To był twój pomysł jak coś. 
-Nie ma sprawy. A teraz... 
Pociągnęłam go za sobą i opadliśmy na łóżko. Zaczęliśmy się całować no i... 

*********

-Wow. To było coś- wysapał Mike. 
-Jesteś już bardziej przekonany?
Spojrzał na mnie i się wyszczerzył. Potem obrócił się na bok i pocałował mnie w ramię. 
-Która godzina?- spytał. 
Zegarek pokazywał dwunastą. 
-O rany. 
Nagle wyskoczył w łóżka i zaczął się ubierać. Robił wszystko szybko i byle jak. 
-Co się tak spieszysz? 
-Mam spotkanie za pół godziny. 
Mike wszedł szybkim krokiem do łazienki. Ja w tym czasie siedziałam na łóżku opatulona kocem i obserwowałam jego ruchy. Kiedy wyszedł, wziął swoją marynarkę, podszedł do mnie i pocałował w czoło. 
-Dziękuję za noc. Będę o tobie myślał całe spotkanie. 
-Zadzwoń. 
-Zadzwonię. Pa. 
-Pa. 
Wyszedł, a raczej wybiegł z sypialni, a ja chwilę po tym postanowiłam wstać i się ubrać. Założyłam czarne podarte rurki, białą koszulkę i czarne trampki. Włosy rozczesałam i zeszłam na dół na śniadanie, które pewnie już zrobiła Annie. Wchodząc do kuchni od razu zobaczyłam moją przyjaciółkę, która szykowała jedzenie, 
-Mia. Jak się spało? Jeżeli w ogóle- uśmiechnęła się pod nosem.
-Co masz na myśli?
-Widziałam, jak Michael wychodził z twojego pokoju- puściła mi oczko.
-Ale z ciebie szpieg.
-No co? Chyba mam prawo wiedzieć co się dzieje w moim domu.
-Jeszcze powiedz, że pytałaś go w jakich pozycjach to robiliśmy.
-Czyli jednak!- złapała mnie.
-No dobra. Masz mnie- usiadłam na krześle.
-Moja przyjaciółka miała w końcu swój pierwszy raz- zajęła miejsce naprzeciw mnie.
-I na pewno nie ostatni.
-Co masz na myśli?
Westchnęłam i odchyliłam się na siedzeniu. Annie świdrowała mnie swoim wzrokiem, a ja nie wiedziałam jak zacząć ten temat.
-Mamy z Michaelem taką małą umowę.
-Jaką umowę?
Jak jej miałam to powiedzieć? "Ej, no wiesz, Mike będzie czasem do mnie wpadał, jak będzie chciał iść do łóżka, ale to nic nie znaczy." Boże, co ze mną jest nie tak?
-Stwierdziliśmy, że było nam obojgu dobrze, więc będziemy uprawiali seks bez zobowiązań.
Annie siedziała z otwartą buzią nic nie mówiąc. Gapiła się tylko na mnie tymi swoimi dużymi oczami.
-Halo? Jest tam kto?- pomachałam jej przed oczami.
-Żartujesz sobie ze mnie- wydusiła.
-Nie.
-Kobieto, wiesz jakiego ty masz fuksa? Będziesz chodziła do łóżka z jednym z najseksowniejszych facetów na ziemi!
-Możemy zjeść śniadanie? Bo muszę niedługo wrócić do domu.
-Oj tam. Zostaniesz jeszcze na jedną noc i jutro wrócisz- uśmiechnęła się.
Przewróciłam oczami. Typowa Annie. Mała manipulantka.
-Niech ci będzie wiedźmo.
-Sama jesteś wiedźmą. A jaki Mike jest w łóżku?
-Annie! Jak możesz mnie o to pytać?!
-O Jezu, normalnie! Dobry jest?
-Jak dla mnie tak. Delikatny i nie chce tylko szybko zaliczyć, ale jednocześnie sprawić mi przyjemność.
-No, taki okaz w łóżku to skarb.
-Koniec tego tematu. Demoralizujesz mnie małpo!
-Ja ci dam małpę. A zdemoralizowana to ty już jesteś od dawna.
Wstała, postawiła przede mną talerz z naleśnikami i podała kawę.
-Masz predyspozycje do bycia służącą.
-A weź się udław tym jedzeniem- wystawiła mi język.
-Też cię kocham.
Całą zawartość pochłonęłam w dziesięć minut, po czym poszłam na górę. Już na schodach usłyszałam:
-Mia! Możemy pogadać?
Desmond podszedł do mnie energicznym krokiem.
-O co chodzi?
-Musimy pogadać o wczorajszym wieczorze...
O kurwa...

*********************************************************************************
Bry wieczór. 
Oczywiście wrzucam późno, no bo czemu nie.
Pewnie jesteście negatywnie nastawieni (a już ja wiem kto jest na pewno) ale nie oceniajcie Mii zbyt pochopnie. To wszystko ma swój głębszy sens i niedługo zrozumiecie jaki. 
Do zobaczenia ;3

niedziela, 31 stycznia 2016

The Future Queen #2

Zaczęłam się przyglądać osobie, z którą się zderzyłam. Był to wysoki mężczyzna z długimi czarnymi włosami. Uroczo wyglądały te jego loczki, gdy opadały mu na oczy.
-Proszę wybaczyć moje zagapienie. Muszę następnym razem uważać bardziej.
Pomógł mi wstać, a ja otrzepałam się.
-Czy mogę wiedzieć z kim mam przyjemność?- zapytał.
-Księżniczka Mia Willson III.
-No nieźle. Staranowałem księżniczkę. Mam nadzieję, że nie utną mi głowy.
-Mamy XX wiek. Nie dajmy się zwariować.
Podniosłam z ziemi koszulę Desmonda i chciałam coś powiedzieć, ale kiedy znów spojrzałam na mężczyznę, odjęło mi mowę. Przyglądał mi się tymi brązowymi oczami i nic nie mówił. Tylko patrzył.
-Gdzież moje maniery. Michael Joseph Jackson- skłonił się i ucałował moją dłoń.
-Annie coś o panu wspominała.
Przekrzywił głowę, jakby nie rozumiał.
-Znaczy księżniczka Annie. Przepraszam pana.
-Proszę, mów mi Michael. Nie jestem ze szlacheckiego rodu, więc nie musisz się do mnie zwracać per „pan”. Czuje się staro.
-Chyba jeszcze nie twój czas, żeby narzekać na wiek- uśmiechnęłam się.
Zaśmiał się.
-Słyszałam, że zaśpiewasz na urodzinach księżniczki.
-To prawda. To bardzo miłe z jej strony, że pozwoliła mi tu nocować.
-Tym też się chwaliła- uśmiechnęłam się.
Nastała chwila ciszy, gdzie Michael zaczął ponownie mi się przyglądać.
-Masz śliczny uśmiech- skomplementował.
Zarumieniłam się.
-Dziękuję.
Nagle Annie wyszła z pokoju.
-Mia, gdzie ty…
Zaniemówiła, kiedy zobaczyła Michaela. Podeszła do nas z otwartymi ustami i stanęła obok mnie.
-Księżniczko Annie- skłonił się.
-Więc to ty zagadujesz moją przyjaciółkę- zaśmiała się.
-Proszę mi wybaczyć.
-Daruj mu Annie. Nie bądź taka zazdrosna.
-Okej, okej. Ale to ty poszłaś do Desmonda po piżamkę i zniknęłaś na dwadzieścia minut.
-Dobrze, zaraz przyjdę. Dasz nam chwilkę?- zapytałam ją.
Spojrzała na nas i wróciła swoim luzackim krokiem do pokoju, a ja zostałam sama z Mikiem.
-Cała Annie- zaśmiałam się.
-Domyślam się, że musisz już iść- powiedział.
-Chyba tak, ale jeszcze się zobaczymy. Będę na jej urodzinach.
-Będę cię wypatrywać w tłumie- posłał mi uśmiech- Więc do zobaczenia Mia.
-Do zobaczenia.
Minęłam go cała czerwona z zawstydzenia i weszłam do pokoju Annie. No powiedzmy, że weszłam, bo bardziej zostałam wciągnięta.
-Co ty wyprawiasz?- syknęłam.
-Jackson na ciebie leci.
-Słucham? Chyba ci odbiło.
-Widziałam jak na ciebie patrzył. Nie mógł oczu oderwać.
-Jasne. Ochłoń, bo zwariowałaś.
-Wmawiaj sobie. Wiem jak wygląda zauroczony facet.
-Nawet jeśli, to co z tego? Rodzice by mnie chyba zabili. Muszę poślubić kogoś z rodziny królewskiej.
-Zasady zasadami, ale zabawić się można, nie?
-Jesteś walnięta. Skończmy ten temat.
-Niech ci będzie. To przebieraj się i do wyrka.
Przewróciłam oczami.

Następnego dnia:
Po nocy przespanej u Annie wróciłam do domu. Musiałam stawić czoła problemowi, zamiast przed nim uciekać. Na wejściu usłyszałam:
-Mia!
Odwróciłam się powoli. Mama biegła za mną w swojej długiej sukni.
-Gdzie byłaś? Martwiłam się- przytuliła mnie.
-Byłam u Annie.
-No tak. Mogłam się domyślić. Zawsze tam uciekasz- zaśmiała się.
-Nie jesteś zła?
-Trochę jestem, ale nie będę na ciebie krzyczeć.
-Czyli nie muszę wychodzić za księcia?
-Kochanie. Nie mogę zmieniać tradycji- pogłaskała mnie po głowie.
Westchnęłam i wyszłam z jej objęć. Spojrzała na mnie smutno i powiedziała:
-Jutro urodziny Annie. Masz sukienkę?
-Jasne. Jakbym mogła nie mieć?
-To super. Leć na górę ją sobie uszykuj, a ja muszę iść wykonać parę telefonów.
Pocałowała mnie w czoło i udała się do swojego małego gabinetu, który znajdował się niedaleko biblioteki. Był ciasny, ale za to bardzo przytulny. W każdym razie. Poszłam na górę i zaczęłam przygotowywać się na jutrzejszą imprezę...

********************************************************
Hej, witajcie. 
Następna notka. 
Wybaczcie, że krótka, ale mam koniec ferii. Następna będzie nie wiem kiedy xD
Może za 2 tygodnie ;-;
Pozdrawiam Marysię, która mnie wkurza, jak gada, że wstawię notkę, a nie wstawię.
Chociaż chwila...
Jednak miała rację xd
Miłego czytania i do zobaczenia!

wtorek, 26 stycznia 2016

The Future Queen #1

Nowe opowiadanie. Mam na nie wenę. I może będę pisać. 
Miłego czytania.
*********************************************************************************
Bycie księżniczką nie zawsze jest kolorowe. Nie kąpiesz się pieniądzach, nie wylegujesz się całe dnie i nie siedzisz na pozłacanym sedesie. To przywilej i obowiązek. Nazywam się Mia Willson i jestem z rodziny królewskiej. Niedługo mam wyjść za mąż i objąć tron. Kim jest mój wybranek? Sama chciałabym wiedzieć. Rodzice mają go dla mnie wybrać. Musi być z królewskiego rodu, jak ja, bo inaczej to nie ma sensu. Jak na razie trafiałam na samych palantów. To znowu będzie jak wybór butów. Ten pasuje, ten nie pasuje… Mam dość. Chciałabym w końcu decydować za siebie. Jak mam być królową, skoro nie mogę sama wybrać sobie męża? To robi się chore.
-Mia! Kochanie, gdzie jesteś?
To moja babcia. Pewnie jesteście ciekawi kim moja babcia jest, co? Jest królową. Tak, zgadza się. Judith Elizabeth Mary Willson. A właściwie Królowa Judith Elizabeth Mary Willson. Fajnie mieć sławną babcię, nie?
-Kochana, szukałam cię. Przyjechał książę Jeffrey.
-Następny burak z królewskiej rodziny?- mruknęłam poprawiając tiarę.
-Z królewskiej na pewno, a czy burak zobaczymy- pchnęła mnie w stronę wejścia. Przygładziłam suknię i otworzyłam drzwi. Z moimi rodzicami stał wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna. Już chciałam zrobić w tył zwrot, gdy usłyszałam:
-Mia! Czekaliśmy na ciebie.
Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do nich.
-Kochanie, to jest książę Jeffrey Johnson IV.
-To dla mnie zaszczyt poznać taką piękność- skłonił się i ucałował moją dłoń. Kolejny bajerant.
-Może chodźmy do salonu. Napijemy się herbaty- zaproponowała moja mama.
-Z miłą chęcią- odrzekł Jeffrey.
Przez całe spotkanie księżuniu komplementował mnie tak, jak tylko mógł. W każdym zdaniu musiał napomnieć chociaż jedną moją zaletę. Miałam już tego po dziurki w nosie.
-Owszem, aczkolwiek Mia…- zaczął ten bufon.
-Co Mia?! Co cholery, człowieku, nie masz innych tematów?! Taki wykształcony, ale  gada w kółko o jednym! Mam dość tego badziewia!
-Mia!- krzyknęła mama.
Wstałam gwałtownie i wyszłam z tego pokoju, który kleił się od nieszczerych słodkich słówek skierowanych do mnie. Zamknęłam się w swoim pokoju i przebrałam w jeansy i koszulkę oraz bluzę, które zostawiła u mnie Annie- moja najlepsza przyjaciółka. Annie Browne. Jest księżniczką tak jak ja, ale jej rodzice nie wymyślają jej ślubów na siłę i ma bardziej swobodny styl bycia. Jak mogłam się spodziewać niedługo po moim „występie” jaki zaserwowałam naszemu gościowi, do pokoju bez pukania weszli wściekli rodzice.
-Co to miało znaczyć?!- warknęła matka.
-Było mi już nie dobrze od tych jego komplementów. To takie fałszywe.
-Rozumiem, że mogłaś mieć ich dość, ale etykieta mówi, że powinnaś ich wysłuchać i nie odstawiać takiej szopki! Teraz książę Jeffrey na pewno nie zgodzi się z tobą ożenić!
-I bardzo dobrze! Ja chcę wyjść za kogoś, kogo kocham!
-W rodzinie królewskiej istnieje tradycja! Księżniczka wychodzi za księcia innego rodu i koniec pieśni!
-Jesteś nie fair!
Wstałam, wybiegłam z pokoju, wzięłam płaszcz i opuściłam teren posiadłości. Miałam tego dość. Mama nie może układać mi życia, nawet jeśli jestem następczynią tronu. Byłam podminowana, więc postanowiłam iść do Annie. Może przygarnie mnie na noc. Przemierzając ciemne uliczki, widziałam londyńczyków, którzy wracali do domu na kolację sami lub w czyimś towarzystwie. Zanim minęło piętnaście minut, ja byłam już pod bramą posiadłości Annie.
-Księżniczka Mia. Co księżniczkę tu sprowadza?- zapytał Antony, ochroniarz Annie, który miał dzisiaj dyżur przy bramie wejściowej.
-Spór z rodzicami. Mieliśmy małą wymianę zdań.
Otworzył mi drzwi.
-Gdybym panienki nie znał od malucha, to bym w życiu nie powiedział, że to ty- uśmiechnął się- ładne ciuszki.
-Dziękuję. Trochę nietypowo.
-Mi tam pasuje. W końcu na luzie, a nie te sukienki.
-Tu muszę się z tobą zgodzić. Annie jest u siebie?
-A jakże. Czyta te swoje babskie magazyny. Odprowadzić cię?
-Nie trzeba. Chyba trafię- zażartowałam.
Szłam przez ogród, który prowadził do drzwi wejściowych i przyglądałam się żywopłotowi przystrzyżonemu w różne kształty. Mój ulubiony to kot. Kiedy przeszłam przez alejkę z kwiatami znalazłam się pod drzwiami rezydencji. Zapukałam trzy razy  i drzwi otworzył mi Nathaniel- drugi ochroniarz.
-Witam. Panienka do księżniczki Annie?
-Zgadza się.
-Jest w pokoju.
Wziął mój płaszcz, a ja udałam się krętymi schodami na górę, gdzie mieścił się pokój Annie. Zapukałam do drzwi jej sypialni i wetknęłam tam głowę.
-Puk puk, czy mieszka tu księżniczka Annie Browne?
Czarnowłosa spojrzała na mnie, zeskoczyła z łóżka i rzuciła mi się w ramiona.
-Mia, co ty tu robisz?
-Wpadłam, bo miałam nadzieję, że mnie przygarniesz na noc.
-Coś z rodzicami?
Kiwnęłam głową.
-Nie ma sprawy. Możesz tu zostać tyle, ile chcesz. A teraz mów o co poszło.
Usiadłyśmy na narożniku i zaczęłam mówić o wszystkim co się stało.
-I wtedy wybiegłam z posesji i przyszłam do ciebie. Nie gniewasz się?
-Skądże. Jesteśmy jak siostry i zawsze ci pomogę.
-Kocham cię Annie.
-Ja ciebie też, ty buntowniczko.
Uśmiechnęłam się.
-A właśnie! Niedługo twoje urodziny! Co chcesz na prezent, staruszko?
Dała mi kuksańca w bok.
-Powiedziała małolata. Ale tak serio, to nie kupuj mi nic. Już mam załatwioną imprezę, także wystarczy, że przyjdziesz.
-Pewnie, że przyjdę, a będzie coś ciekawego?
-Słyszałaś o Michaelu Jacksonie?
-Tym muzyku? Podobno jego „Thriller” to wielki sukces w branży muzycznej.
-A do tego jest mega przystojny.
-A ty zawsze tylko o tym- zaśmiałam się.
-Bo nie możesz powiedzieć, że to nie prawda- pokazała mi jego zdjęcie na telefonie.
-No nie zaprzeczę, ale i tak wiem, że to ty pierwsza zaciągnęła byś go do łóżka.
-Co racja, to racja. Ale czekaj, bo nie powiedziałam ci najlepszego. Michael będzie na moich urodzinach. Tata poprosił go, żeby zaśpiewał. A teraz jest u nas.
-U was?
Zrobiłam wielkie oczy. Jak to? Jeden z najsławniejszych muzyków ostatnich lat, jest w rezydencji Annie?
-Robisz mnie w konia- odrzekłam.
-Skądże. Udowodnić ci?
-Dobra, dobra. Nie trzeba, dajmy na to, że wierzę.
Na tym w sumie zakończyła się rozmowa o Michaelu. Miałam dość wrażeń jak na jeden dzień, więc Annie dała mi jakąś koszulkę do spania. No ale…
-Chyba oszalałaś! Przecież to nawet tyłka nie zakrywa!- powiedziałam.
-No i co? Jesteś u mnie, a nie u siebie i rodzice cię nie zobaczą.
-Jesteś okropna. Idę do Desmonda po jakąś jego koszulę. Może mi pożyczy.
-Jak chcesz, ale nigdy nie znajdziesz chłopaka, jak będziesz łazić w męskich ciuchach.
Przewróciłam oczami i ruszyłam długim korytarzem na drugą stronę holu, gdzie znajdował się pokój starszego brata Annie. Znałam się z Annie i Desmondem od urodzenia właściwie. Byli dla mnie bardzo ważni i nie wyobrażam sobie życia bez nich. Zapukałam trzy razy i otworzył mi Des. Był spocony. Pewnie ćwiczył, bo bardzo dbał o swoje ciało i kondycję.
-Cześć Des. Masz może do zbycia jakąś koszulę?
-Koszulę?- zdziwił się.
-Tak. Wybiegłam z domu wściekła na rodziców i nie wzięłam rzeczy.
-Annie nic nie ma?
-Wiesz jakie ona ma piżamy.
-No w sumie racja. Chodź.
Weszliśmy głębiej do jego pokoju, otworzył szafę i podał mi koszulę. Zanim zdążyłam się spostrzec, zdjął swój podkoszulek i rzucił go do kosza na pranie, który stał w rogu pokoju.
-Wybacz, ale musiałem go ściągnąć, bo nienawidzę chodzić w mokrych ciuchach- zrobił kwaśną minę.
-Rozumiem- uśmiechnęłam się, kiedy na jego ciele znów pojawiło się górne okrycie.
-Czegoś jeszcze potrzebujesz?- zapytał troskliwie.
-Chyba nie. Dzięki.
-Nie ma sprawy. Jakby coś się działo, to daj znać.
-Tak jest, kapitanie- pocałowałam go w policzek.
Żwawym krokiem zmierzałam do pokoju Annie. Oczywiście nie mogłam patrzeć przed siebie, tylko na koszulę i jak to ja, zderzyłam się z kimś i upadłam na tyłek. Potrząsnęłam głową i spojrzałam w górę. Kiedy to zrobiłam, napotkałam parę pięknych, brązowych oczu.
-Nic się pani nie stało?

*********************************************************************************

Bohaterowie:

Mia Willson III

Michael Joseph Jackson

Annie Jennifer Browne

Desmond Jonathan Browne 

Królowa Judith Elizabeth Mary Willson

Kate Ellen Willson (mama Mii)

Mark Felix Daniel Willson IV

wtorek, 15 grudnia 2015

Music is my life

April:
Kolejny dzień pracy w szkole. W prywatnej i drogiej szkole. Uczę klasy od 1 do 3. Czego ich uczę? Liczenia, pisania i innych podstaw. Niedawno odeszła nauczycielka muzyki pani Dorothy. Szkoda, bo była przemiłą kobietą i miała genialny słuch muzyczny. Niedługo mają zatrudnić kogoś nowego. Podobno ma być to jakaś gwiazda. Szkoła prywatna, to mogą sobie pozwolić, nieprawdaż? Mają fundusze, to czemu nie mają tego wykorzystać? 

*** 

Nadszedł ten dzień. Dzień, w którym moja klasa ma muzykę z nową osobą. Jestem wychowawczynią klasy 2D. Odprowadziłam ich od klasę i oddałam w ręce nowego nauczyciela. Znaczy... No nie do końca, bo go jeszcze nie było. Weszłam do klasy razem z nimi i kazałam zająć im miejsca. Oparłam się o biurko, zakładając ręce na klatce piersiowej. Patrzyłam nerwowo na zegarek oczekując przyjścia nauczyciela. Niepokoiło mnie jego spóźnienie. Gdy chciałam już wstać, do sali wbiegł zdyszany mężczyzna o długich, czarnych, kręconych włosach i w ciemnych oprawkach. Po co mu one były w budynku? Ubrany był w czerwoną koszulę i czarny mundur z odznaczeniami. Był dość młody jak na nauczyciela muzyki. Zazwyczaj trafiali nam się sami starsi ludzie. 
-Przepraszam za spóźnienie! Nie mogłem znaleźć sali. 
-To duża szkoła. Nie dziwię się panu. 
-Pani jest rodzicem?
-Nie. Jestem ich wychowawczynią 
-No tak, oczywiście... Tak myślałem. Znaczy... Nie myślałem, ale to była moja druga myśl... W sensie... 
Zachichotałam pod nosem. On spojrzał na mnie i się uśmiechnął. 
-Zostawiam ich pod pana opieką. Proszę uważać, bo to urwisy. 
-Oczywiście. Jakoś sobie poradzimy. 
Wyszłam z sali kierując się do pokoju nauczycielskiego. Ten nowy nauczyciel był bardzo przystojny. I młody. O dziwo. Jakie może mieć pojęcie o muzyce w tak młodym wieku? No, ale może się. Kto to wie? 

**************************************************
Kilka słów ode mnie. 
Nie dodałam tego sama z siebie. Zmuszono mnie. Mówiłam, że zamykam bloga i nie odwołuje tego, ale kilka osób prosiło mnie, by wstawić ten fragment więc to zrobię. 
Masz Marysia ty mendo i mnie nie denerwuj wiecej xd 

April :