sobota, 4 kwietnia 2015

HIstory #8 ZAKOŃCZENIE

Opowiadanie wyszło mi trochę krótsze, niż się spodziewałam. Ale ta notka jest dłuższa, niż inne. Zaskoczyło Was zakończenie? Dajcie znać w komentarzu i widzimy się następnym razem z nową notką A Place With No Name :D Podsumowując: Podobało Wam się HIstory? :)
*********************************************************************************
Perspektywa Michaela:
Minął tydzień. Alex była coraz bardziej wyczerpana. Czułem, że zbliża się ten moment… Chciałem być silny w jej towarzystwie. Płakałem, kiedy jej nie było, lub spała. Potrafiłem nocami siedzieć w gabinecie i ocierać łzy. Moja ukochana niektóre dni miała tak złe, że potrafiła przeleżeć je w łóżku, nie ruszając się. Jej stan był straszny. Pewnego dnia przyszła do mnie Janet. Alex leżała w sypialni. Nie mogła się podnieść od dwóch dni.
-Cześć braciszku.
-Hej- mruknąłem.
-Co jest z Alex? Nie czuje się najlepiej?
Nikt jeszcze z mojej rodziny o tym nie wiedział. Janet mogłem powiedzieć. Ufałem jej najbardziej.
-Janet, usiądź proszę.
Spełniła moją prośbę.
-Alex jest chora…
-Grypa ją dopadła?
-Nie… Alex ma raka trzustki… Jest coraz gorzej… Oboje szykujemy się, że to może być…- łzy same cisnęły mi się do oczu. Moja młodsza siostra wstała i usiadła mi na kolanach, przytulając mnie przy okazji. Wtuliłem się w nią.
-Nie wiedziałam… Współczuję.
Nic nie powiedziałem, bo płakałem. To był moment mojej słabości. Tak chciałbym, żeby Bóg dał jej szansę. Żeby przerzucił te chorobę na mnie. Spojrzałem na zegarek. Musiałem dać jej leki.
-Zaraz wrócę- odrzekłem do Janet.
Wziąłem tabletki z szafeczki i wszedłem na górę po cichu. Po wejściu do sypialni, kucnąłem obok jej łóżka. Była taka blada i słaba. Otworzyła lekko oczy, kiedy pogłaskałem ją po głowie.
-Cześć kochanie- szepnąłem.
-Cześć. Płakałeś?
Otarłem mokre oczy i pociągnąłem nosem.
-Nie. Skądże. Przyniosłem ci lekarstwa i wodę.
Pomogłem jej usiąść i podałem tabletki. Kiedy je połknęła, dotknęła lekko mojego policzka.
-Płakałeś- stwierdziła.
Nic nie mówiłem. Wtuliła się tylko we mnie, a ja ją objąłem.
-Tak strasznie będę tęsknić- chlipnąłem.
-Ja też Michael. I to bardzo. Ale musisz być dzielny, rozumiesz?
-Nie wiem, czy umiem…
-Umiesz. Wierzę w ciebie.
Pocałowałem ją lekko i zostawiłem, żeby dalej odpoczywała. Janet siedziała w salonie i czekała na mnie.
-Jak z nią?
-Dalej tak samo.
-Pamiętaj, że ja zawsze będę cię wspierać.
-Dziękuję.
-Kocham cię braciszku- przytuliła mnie.
-Ja ciebie też.
Nagle usłyszałem dźwięk rozbitego szkła. Szybko pobiegłem na górę. Alex leżała na ziemi, nieprzytomna.
-Janet! Dzwoń po karetkę!
Ja w tym czasie podniosłem ją i starałem się ocucić. Wszystko szło na marne. Po chwili przyjechało pogotowie i zabrało ją do szpitala. Pojechałem z nimi, cały czas trzymając moją ukochaną za rękę. Niestety na salę mnie nie wpuścili. Po godzinie przyszedł lekarz.
-Co z nią?- wyrwałem się.
-Obudziła się. Jest strasznie słaba.
-Mogę zajrzeć do niej chociaż na chwilę?
-Proszę. Ale proszę jej nie męczyć.
Kiwnąłem głową i wszedłem po cichu. Usiadłem obok niej. Miała założoną maskę tlenową i podłączona była do aparatury. Tak bardzo chciałem, żeby żyła. Spojrzała mi głęboko w oczy. Dostrzegłem w nich łzy. Po chwili i w moich się pojawiły. Spędziłem z nią całą noc. Byłem z nią wtedy, kiedy mnie najbardziej potrzebowała.
-Będę dzielny. Zaopiekuję się Damonem i Boltem. Wiem, że miała to zrobić Chloe, ale…
Pokiwała głową.
-Zawsze będę cię kochał- już nie mogłem wytrzymać i się rozpłakałem. Alex głaskała mnie delikatnie po głowie. Ściągnęła maskę i powiedziała:
-Nigdy nie zapominaj kim jesteś i na co cię stać. Bo inne rzeczy przestaną mieć znaczenie. Wiesz dlaczego się nie poddałam?
Pokręciłem głową.
-Bo wierzyłam, że jeszcze coś miłego mnie spotka. I trafiłeś się ty. Pan Ciapek z kiepskimi wynikami krwi, który zawrócił mi w głowie.
Uśmiechnąłem się lekko.
-A mi zawróciła pewna piękna Pani doktor, która potrafiła tak dogadać Madonnie, że jej farba z włosów zeszła.
Zaśmiała się słabo.
-Przeproś ode mnie Janet, że nie zdążyłam być druhną na jej ślubie.
-Obiecuję- pocałowałem ją w dłoń.
Po chwili wszedł lekarz.
-Panie Jackson. Czas odwiedzin się kończy.
-Rozumiem. Już idę.
Spojrzałem jeszcze na Alex, lekko ją pocałowałem i delikatnie założyłem jej maskę tlenową.
-Przyjdę jutro słoneczko… Obiecuję… Strasznie cię kocham…
-Ja ciebie też…- usłyszałem.
Wziąłem swój płaszcz i wróciłem do Neverlandu. Nie był taki sam bez niej. Teraz był pusty, szary i beż życia. W nocy Bolt przyszedł się ze mną położyć. Tak jak ja odczuwał tęsknotę do Alex. Pogłaskałem go po łbie.
-Mi też jest ciężko przyjacielu… Mi też.
Spałem nie spokojnie. Kręciłem się i ciągle sprawdzałem, czy nie dzwonili ze szpitala. Z samego rana wstałem i pojechałem do Alex. Czekała na mnie cały czas. Jeździłem tam codziennie. Pewnego razu, lekarz mnie poinformował, że przenieśli ją do innego szpitala w Kanadzie, który może jej jakoś pomóc. Nie widziałem się z nią wtedy przez pół roku. Siedziałem pewnego dnia z Janet w salonie i rozmyślałem o niej.
-O czym myślisz?
-Że ciężko mi bez niej. Boję się, że odeszła, a ja nic nie wiem.
-Powiedzieliby ci.
Dzwonek do drzwi.
-Zaczekaj chwilę.
Otworzyłem je i ujrzałem…
-Alex…?- wyszeptałem.
Przede mną stała moja miłość. O dziwo dobrze się trzymała. Była różowiutka na twarzy i uśmiechała się szeroko. Oboje mieliśmy łzy w oczach.
-Ale… jak ty…?- dziwiłem się dalej.
-Trafiłam do doktora Dallasa, który przeprowadzał nową metodę leczenia, zabijając źródło choroby. To pierwszy taki przypadek na świecie. Tak się stęskniłam...- przylgnęła do mnie.
-Też się stęskniłem kochanie. Jesteś tu ze mną, a to znaczy…
-Tak Mike. Przeżyję…
Oboje zaczęliśmy płakać ze szczęścia, po czym wtopiłem się w jej usta. Weszliśmy do domu.
-Alex?- odrzekła Janet.
-Cześć Janet.
Przybiegła do niej i się przytuliła.
-Żyjesz!
-Tak, żyję i raczej będę żyć. To na kiedy mam szykować sobie sukienkę na twój ślub?
-Najpierw uszykuj sobie na swój- mruknąłem.
-Co masz na myśli?
Wyjąłem z kieszeni pierścionek zaręczynowy, który trzymałem tam od sześciu miesięcy, klęknąłem na jedno kolano i zapytałem:
-Alex, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
Zakryła usta dłońmi i znów zaczęła płakać.
-Tak Michael. Oczywiście, że tak.
Założyłem jej pierścionek i mocno przytuliłem.
-Gdyby nie ten lekarz, to bym cię stracił.
-Wszystko jego zasługa.
-I Boga. On dał nam szansę.
Dzięki Ci Panie, za to, że odzyskałem szczęście… Nareszcie…

Osiem lat później:
-Lucas, możesz pomóc siostrze w kolorowaniu tego konika?- zawołałem swojego siedmioletniego synka.
-Już idę tato.
Kiedy moje pociechy się bawiły, ja poszedłem do mojej ukochanej żony, która stała i piła herbatę, opierając się plecami o blat.
-A pan czego tu szuka?- zapytała.
-Rozglądam się za piękną panią Alex Jackson. Była tu może?- uśmiechnąłem się.
-Zależy kto pyta.
Podszedłem do niej powoli.
-Jej nieoceniony mąż, którego kocha ponad życie.
-Hm. Chyba tędy przechodziła.
-Naprawdę? To może pójdę lepiej się za nią porozglądać…
-Siedź cicho i całuj- uśmiechnęła się.
Objąłem ją w pasie i zaczęliśmy zatapiać się wzajemnie w naszych ustach. Kiedy się oderwaliśmy, spletliśmy palce tak, że nasze obrączki się stykały.
-Razem.
-Dopóki śmierć nas nie rozłączy.
-Raz próbowała. Musi się bardziej postarać- odrzekła Alex.
-Mamo, Tato! Chodźcie! Leci nasza ulubiona bajka! I nawet Bolt się przysiadł- usłyszałem naszą małą córeczkę Victorię.
-Już idziemy słonko!

Pocałowałem ją ostatni raz i razem zmierzyliśmy do salonu. Dostałem od Boga cudowną żonę, dzieci i szansę na szczęśliwe życie… Dziękuję Panie. Za wszystko… 

HIstory #7

Coraz bliżej końca, kochani. Nie będzie kolorowo, niestety. Mam ułożoną całą historię w głowie i nie zmienię jej, choćby nie wiem, jak ciężko mi było ją opisać. Co do notki specjalnej. Pojawi się niedługo. Tym razem chyba trochę krótsza notka, no ale... Co by tu... AHA.
Życzę Wam Wesołych Świąt Wielkanocy :D
Tylko ja nie lubię zakupów w święta? xd Jakaś masakra.
No, ale życzę Wam, żeby zajączek Was hojnie obdarował :D Dużo słodyczy i miłej, rodzinnej atmosfery.
Zapraszam do czytania :)
*********************************************************************************
Wróciliśmy z naszej konnej wycieczki i po uszykowaniu się pojechaliśmy do rodziców Michaela na obiad.
-Trochę się boję…
-Nie masz czego. Moja mama i siostry cię pokochają.
-A tata?
Przez chwilę nic nie mówił.
-Z tym może być więcej roboty- mruknął.
Po dwudziestu minutach jazdy, byliśmy na miejscu. Od progu przywitała nas dziewczyna, bardzo podobna do Michaela.
-Janet!- przytulił ją.
-Cześć braciszku. Janet. Młodsza siostra pana podrywacza- podała mi rękę.
-Alex. Była pani chirurg.
-Znudziło ci się, że odeszłaś?
-Nie… Powody zdrowotne.
-A. No w każdym razie, zapraszam do środka.
Weszliśmy nieśmiało. Po chwili powitała mnie starsza kobieta. Pewnie mama Michaela.
-Miło mi cię poznać, skarbie. Michael ostatnio pochwalił się, że poznał piękną dziewczynę.
-Mi również jest miło.
Potem przyszła reszta jego rodzeństwa. Na koniec został ojciec.
-Joseph- podał mu dłoń Mike.
-Michael.
-To Alex. Moja dziewczyna.
Stanęłam trochę sztywna przed nim. Zmierzył mnie od stóp, do głów, po czym uśmiechnął się lekko i podał mi dłoń.
-Miło mi.
-Mi również proszę pana.
Zasiedliśmy wszyscy do stołu. Po obiedzie udaliśmy się do salonu. Ja z Michaelem usiadłam na kanapie, a mój chłopak obejmował mnie ramieniem.
-Co studiowałaś Alex- zapytał mnie ojciec Mika.
-Medycynę. Przez sześć lat.
-Ambitnie.
-Chciałam osiągnąć coś w tej dziedzinie.
-A teraz czemu nie pracujesz?
-Powiedzmy, że zdrowie mi na to nie pozwala.
-Rozumiem.
Nagle gorzej się poczułam. Zabolała mnie głowa i było mi słabo. Michael to zobaczył i od razu podał mi tabletki.
-Lepiej?
Kiwnęłam głową. Mike pocałował mnie w czoło i przytulił. Długo tam nie posiedzieliśmy. Wróciliśmy do domu. Mnie i Mika czekała bardzo ważna rozmowa. Kiedy on siedział w biurze, ja myślałam, jak z nim o tym porozmawiać. Dużo czasu nie miałam. No właśnie… Weszłam do niego i oparłam się o biurko.
-Michael. Możemy porozmawiać?
-Oczywiście słonko. O co chodzi?
-Wiesz, że niedługo umrę, prawda?
Westchnął.
-Nie rozwijajmy tego tematu, proszę.
-Musimy. Ja niedługo odejdę, a ty zostaniesz tu beze mnie.
-Do czego zmierzasz?- wstał.
-Kocham cię.
-Ja też cię kocham.
Spojrzałam mu w oczy, po czym przyciągnęłam go za kołnierzyk koszuli i pocałowałam. Wziął mnie na ręce i zaniósł do sypialni. Czułam jego oddech, najmniejszy ruch, jego drżenie. Szeptaliśmy do siebie. Słyszałam wszystko, bo wsłuchiwałam się w jego głos z wielką uwagą, żeby usłyszeć te dwa słowa. Kocham cię. Działaliśmy na siebie jak róża i woda. Bez niej kwiat umrze. Chociaż ja i tak umrę. Po wszystkim zasnęliśmy w swoich objęciach. Obudziło mnie słońce. No bo po co zasłaniać żaluzje, jak idziesz z kimś do łóżka? Cały Michael. Uśmiechnęłam się sama do siebie i zerknęłam na niego. Taki idealny, taki troskliwy… Durne życie. Stracę go za jakiś czas. Tylu rzeczy nie zrobię. Nie wezmę ślubu, nie urodzę dziecka, nie przejdę na emeryturę… Skoro Bóg tak zadecydował, to nie mogę z nim dyskutować. Zanim się obejrzałam, Mike otworzył oczy.
-Hej.
-Hej…- mruknęłam.
-Jak się czujesz?- pogłaskał mnie po ramieniu.
-Na razie dobrze. Leki mam wziąć dopiero za godzinę.
-To dobrze.
Wtuliłam się w niego.
-Zawsze będziesz miała u mnie swoje miejsce. O tutaj- wziął moją dłoń i przyłożył sobie do serca.

-Ty też. Już do końca. Do ostatniego oddechu i ostatniego uderzenia… Na zawsze…

Postacie HIstory + Notka specjalna z okazji 3k wyświetleń :3

Wiem, że opowiadanie już się kończy, ale przybliżę Wam trochę, jak wyglądają postacie. 

Alex Parker (l. 25) - ratowniczka medyczna, lekarz rodzinny, chirurg. Z zamiłowania jeździła konno. Ma ukochanego psa Bolta. Chora na raka trzustki od kilku lat.


Michael Joseph Jackson (l. 28) - muzyk. Poznali się z Alex całkiem przypadkowo, jednak od razu między nimi coś zaiskrzyło. Strasznie cierpi, że niedługo jego ukochana umrze i nie wie, jak sobie z tym poradzi. 

Bolt (l. 4) - ukochany piesek Alex. Bardzo mądry, lubi muzykę i codzienne spacery. Wie, ze Alex jest chora, bo odczuwa to po jej zachowaniu i kondycji. Jest do niej bardzo przywiązany i czuje sympatię w stosunku do Michaela. Wierny i cichy, jak również energiczny i pocieszny. 


Damon (l. 5) - koń czystej krwi arabskiej. Uważane za jedne z najpiękniejszych koni na świecie. Opanowany, cichy, posłuszny. Bardzo polubił Alex. Po pierwszej jeździe utworzyła się między nimi więź. 

Rosie (l. 7) - koń czystej krwi arabskiej. Ulubiona klacz Michaela. Bardzo go lubi z wzajemnością. Energiczna, posłuszna, wierna, trochę płochliwa. Michael ciągle z uśmiechem wspomina upadki z jej grzbietu. 


Do roli Alex wybrałam panią Natalię Piotrowską, która śpiewa w Studiu Accantus w Warszawie. Jestem jej wielbicielką <3 A propos koni. Je też trzeba przedstawić, nie? 
Aha i Notka Specjalna. Stuknęło nam, jak widzicie, ponad 3000 wyświetleń. Oczywiście, że napiszę coś specjalnego, tylko musicie mi powiedzieć co takiego. Może coś o jeździe konnej, o moich zainteresowaniach, czy może jakiś krótki rozdział opowiadania? Zostawiam to dla Was. 
Do zobaczenia :) ;3 :D

piątek, 3 kwietnia 2015

HIstory #6

Dobra, można mnie bić. Dodaję następną. Wena mnie wzięła. Chociaż ta notka mi się nie podoba, ale następna będzie ciekawsza. Przepraszam za ten rozdział. Jest nudny i taki pffff... No właśnie. Powoli też zbliżamy się do końca opowieści. Miłego czytania :) :3
*********************************************************************************
-Jutro przychodzi zajączek- odparł Mike, kiedy wracaliśmy do domu.
-Zajączek?
-Tak. Jest kwiecień. Wielkanoc…
-Masz rację. Całkiem zapomniałam.
-Jak ten czas szybko leci- westchnął.
Kiedy weszliśmy do domu, poszłam wziąć prysznic i położyłam się do łóżka. Tym razem do łóżka Michaela. Po chwili przyszedł i zajął miejsce obok mnie, a ja się do niego przytuliłam.
-Dobranoc nieoceniona pani doktor.
Zaśmiałam się.
-Dobranoc wielki panie muzyku.
Zamknęłam oczy i zasnęłam. Rano, kiedy się obudziłam, Michaela nie było. Ubrałam więc mój puchaty szlafrok i zeszłam na dół do kuchni. Przy kuchence stał… wielki, biały królik.

Stanęłam osłupiała. Po chwili mnie zauważył i podszedł powoli, przytulając mnie.
-Śniadanko?- zapytał. Kiedy tylko usłyszałam głos, to już wiedziałam kto to taki kryje się pod maską.
-A co pan królik proponuje?- uśmiechnęłam się.
-Naleśniki z czekoladą?
-Brzmi świetnie.
-No i wesołego zajączka. Mam dla ciebie kilka niespodzianek.
-Mike, nie musiałeś…
-Wiem, wiem. Ale nie kłóćmy się, tylko zjedz coś, a potem zobaczysz, co przygotowałem.
Objął mnie lekko w pasie, a ja zdjęłam mu maskę, po czym go pocałowałam.
-Mój słodki króliczek- uśmiechnęłam się.
Zerknął na zegarek.
-Czas na leki. Chodź- zaprowadził mnie do stołu i podał tabletki i szklankę wody.
-Mam ich już dość.
-Domyślam się myszko. Ale to tylko dla twojego dobra.
-I tak umrę, więc co za różnica?
Mike klęknął przede mną i spojrzał w oczy.
-Nie myślmy o tym. Spędźmy razem czas, który nam został. Dobrze skarbie?
Kiwnęłam głową.
-Moi rodzice zaprosili nas dzisiaj na obiad.
-To miło z ich strony.
-W każdym razie mamy tylko dwie godziny, żeby się pomiziać.
Zaśmiałam się.
-Wariat.
-No i jeszcze niespodzianki. Jedz szybko i lecimy.
Zjadłam moje naleśniki od Mika, a on w tym czasie się przebrał i wyszliśmy na zewnątrz. Słońce ładnie świeciło, a zwierzaki budziły się ze snu. Michael zagwizdał i zauważyłam biegnącego… Bolta?
-Bolt!- zaczęłam głaskać i drapać psa.
-Przywiozłem go, bo podobno strasznie tęsknił.
Cmoknęłam go w policzek.
-Dziękuję.
-To nie wszystko. Zamknij oczy.
Robiłam co kazał. Zagwizdał jeszcze raz, ale tym razem usłyszałam stukot.
-Możesz otworzyć.
Kiedy to zrobiłam, ujrzałam pięknego, siwego konia. Arab czystej krwi.
-Mike… On jest śliczny…
-Jeździłaś kiedyś?
-A owszem. Miałam nawet kilka nagród.
Uśmiechnął się.
-Woli pani siodło czy oklep?
Zaśmiałam się chytrze.
-Oklep.
Mike mnie podsadził i siedziałam już na koniu. Po chwili znikąd przyszedł nagle drugi, tylko kary.
-Jak go nazwiesz- zapytał mnie.
-Damon. A twój to?
-To Rosie.
Kiedy oboje siedzieliśmy na naszych koniach, nabrałam wodzy i zagalopowałam do przodu. Michael się chyba tego nie spodziewał, bo podjechał dopiero po chwili. Pojechaliśmy na piękną łączkę. Usiedliśmy pod drzewem, przy którym przywiązaliśmy nasze kochane szkapy. Oparłam się o pierś Mika.
-Te konie przypominają mi nas- odrzekł.
-Naprawdę?
-Tak. Tak różne, a tak identyczne jednocześnie.
Złapałam jego dłoń, poruszona tymi słowami.
-Razem- wyszeptałam.

-Do końca… 

HIstory #5

Dobra. Kłamałam, że nie dodam więcej notek w czasie przerwy świątecznej. Akurat mi się udało napisać. xD I od razu odpowiem na komentarze dotyczące, że za szybko są razem. Ta historia będzie miała może koło 10 notek, ale nie więcej. W każdym razie, przekonacie się co i jak w dalszych częściach. Zapraszam :)
*********************************************************************************
Rano, kiedy się obudziłam i zeszłam na śniadanie usłyszałam:
-O, kruszynka już wstała!- Mike do mnie podszedł, bo widział, że po wczoraj jestem jeszcze słaba i przytrzymał w pasie, po czym podprowadził do stołu i pomógł usiąść- Co chcesz zjeść?
-Nie wiem. Cokolwiek.
Kucnął przede mną.
-Wszystko dobrze? Alex, spójrz na mnie.
Zwróciłam głowę w jego stronę.
-Boli cię coś?
-Głowa.
Michael wstał i podał mi tabletkę i wodę w szklance.
-Lepiej?- zapytał po chwili.
-Troszeczkę.
Podał mi śniadanie, czyli w jego wykonaniu to były gofry.
-Smacznego.
-Dzięki...
-Zabieram cię dzisiaj ze sobą na plan.
-Kręcisz teledysk?
-Tak. Kręcę dzisiaj „Bad”.
-Nie chcę nigdzie iść Mike.
-To nie było pytanie. Nie zostawię cię samej w domu.
-Nigdzie nie pójdę!- zaczęłam się irytować.
-Pójdziesz, bo jesteś pod moją opieką i mam już dość dzisiaj problemów i ludzi, którzy robią mi na przekór!
Wstał i wyszedł z kuchni. Miał rację. Dlaczego ja się w ogóle kłóciłam? Michael chce dla mnie dobrze. Postanowiłam go poszukać. Obeszłam cały dom, ale nigdzie go nie było. Znalazłam go dopiero, kiedy zajrzałam na taras. Siedział na ławce z rękoma założonymi na piersi i patrzył na łąkę. Podeszłam do niego i usiadłam mu na kolanach.
-Mikey.
Odwrócił głowę.
-Przepraszam cię. Zachowałam się jak pieprzona egoistka.
Odwróciłam jego głowę w swoją stronę i go pocałowałam. Przez chwilę się opierał, aż w końcu oddał mi pocałunek i objął mnie w pasie. Przycisnął mnie bardziej do siebie i mruknął zadowolony. Po chwili się od niego odsunęłam.
-Co to było?- zapytał mnie.
-Nie wiem. Zrobiłam to, co kazało mi serce.
Uśmiechnęliśmy się oboje.
-To możesz bez krzyków pojechać ze mną na plan?- zapytał Mike.
-Myślę, że tak.
-To leć się ubierz.
Zeszłam z jego kolan i wróciłam do swojego pokoju. Ubrałam na siebie czarną koszulkę, bluzę i jeansy, a na nogi moje czarne trampki za kostkę. Po wszystkim wróciłam do Mika. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy na plan, który okazał się stacją metra.
-Jest dzisiaj zamknięte- wyjaśnił mi- Pójdę się przebrać, a ty usiądź sobie koło kamer.
Cmoknął mnie lekko w usta i poszedł. Zajęłam krzesełko, które było specjalnie uszykowane dla mnie. Po chwili przysiadł się do mnie jakiś mężczyzna.
-Quincy Jones. Producent muzyczny.
-Alex Parker. Była pani chirurg i obecna dziewczyna tego pana pięknisia.
Kiwnęłam na Michaela, który zmierzał w naszym kierunku. Był ubrany w czarne spodnie, kurtkę tego samego koloru i wysokie buty na lekkim obcasie. Miał przyczepionych dużo sprzączek i guzików, które dzwoniły, kiedy się poruszał. Podszedł do mnie i mnie pocałował. Kiedy się oderwał, Quincy klepnął go w ramię.
-Michael, możemy zaczynać?
-Tak.
-Muzyka!
Wgapiałam się w niego, jak w obrazek. Miał tak dopracowane ruchy, że kiedy zdarzyła mu się pomyłka, to nikt tego nie widział. Szkoda tylko, że po pół godzinie zrobiło mi się strasznie zimno i słabiej się poczułam. Skuliłam się na krześle. Nagle przybiegł do mnie Michael.
-Alex, co się dzieje?!
-Zimno mi.
Poczułam, jak otula mnie swoją kurtką i obejmuje ramionami. Spojrzał na zegarek.
-Czas na lekarstwo.
Pogłaskał mnie po plecach i podał tabletkę. Łyknęłam ją i po chwili poczułam się lepiej, ale dalej było mi zimno.
-Już lepiej?- zapytał mnie.
-Tak. Dziękuję- chciałam mu oddać kurtkę, ale on bardziej mnie nią tyko otulił.
-Zostaw. Tobie jest bardziej potrzebna.
-Ale…
-Wystąpię bez niej. Co sądzisz Quincy?
-Jeżeli chcesz...- uśmiechnął się.

Pocałowałam Mika w policzek, a po chwili znów byłam zajęta wpatrywaniem się w niego. Dzięki Ci Boże, że trafiłam na takiego mężczyznę. Najwyraźniej Pan chce dać mi trochę szczęścia przed śmiercią…

czwartek, 2 kwietnia 2015

HIstory #4

Następny rozdział. Chciałam go wrzucić, ponieważ są święta i nie będę pewnie miała czasu na pisanie. Ten rozdział dedykuję mojej cioci. Będę pamiętać o Tobie Madziu [*] Zapraszam do komentowania i miłej lektury :)
*********************************************************************************

W szpitalu na dyżurze:
-I jak było na randce?
Przewróciłam oczami.
-To nie była randka, tylko zwykła kolacja.
-Mhmm. Jasne. Pokorzystałaś?
-Co masz na myśli?
-No wiesz. Po kolacji, sami w twoim domu…
Wyplułam herbatę, którą piłam.
-Chloe! Proszę cię.
-No wiesz. Ja bym go tam od razu porwała.
-Wiem, ale ja to nie ty- zaśmiałam się- Zaraz mam operację.
-To ten od nerki?
-Tak. Trzeci przeszczep w tym miesiącu.
-Nasza kochana pani doktor.
-Można?- usłyszałam i odwróciłam się.
-A Pan, Panie Jackson nie jest znudzony jeszcze przychodzeniem tu?- uśmiechnęłam się.
-Ani trochę. Przyszedłem cię odwiedzić w robocie.
-To miłe, ale zaraz mam zabieg do przeprowadzenia.
-Spokojnie. Poczekam.
No i w ten sposób Mike poczekał sobie dwie godzinki. Weszłam zmęczona do kantorka i opadłam na kanapę. Podał mi wodę.
-Jak poszło?
-Opornie. Były komplikacje, ale się udało.
-To można się tylko cieszyć.
-Masz rację- nagle wstała, ale zakręciło mi się w głowie i widziałam tylko ciemność. Obudziłam się leżąc na szpitalnym łóżku. Słyszałam pikanie i miałam założony wenflon. Czyżby rak się przypominał? Witaj przyjacielu. Stęskniłeś się, co?
-Świetnie- mruknęłam pod nosem.
Leżałam chwilę, a po chwili przyszedł mój szef.
-Jak się czujesz Alex?
-Okropnie.
Spojrzał na mnie smutno. Zrozumiałam.
-Ile czasu?
-Dwa tygodnie…
-Może pan wyjść na chwilę? Potrzebuję trochę czasu…
Nic nie odpowiedział, tylko opuścił salę. Wsłuchiwałam się w miarowe pikanie. Pik, pik, pik. Usłyszę to szybciej, niż sądziłam. Ten długi, przeszywający dźwięk, który oznacza, że umierasz.
-Alex?
To był Michael. Miał smutną minę. W sumie co się dziwić? Wszedł cicho i usiadł na krzesełku obok mojego łóżka.
-Rozmawiałem z ordynatorem i…
-I pewnie będzie mnie trzymał tu dwa tygodnie.
-Nie. Zabieram cię do siebie.
-Słucham?- spojrzałam na niego.
-Zabieram cię ze sobą. Mam na ranczu zawodowy szpital, całodobową opiekę medyczną i najróżniejsze leki i kroplówki.
-Nie możesz mnie wziąć. Nie będę ci siedzieć na głowie.
-Masz gorączkę, bo bredzisz- dotknął lekko mojego czoła- Nie kłóćmy się. Zrobimy tak, bo chcę, żebyś na ten czas, który ci został, zapomniała o chorobie.
Spojrzałam w te jego brązowe oczy, a on dotknął mojego policzka.
-Dziękuję- szepnęłam.
-Nie dziękuj. Tylko cieszmy się chwilą- uśmiechnął się.


Po południu ja i Michael byliśmy już na jego posiadłości. Była ogromna. Szpital mieścił się sto metrów od domu, albo raczej willi.
-Chodź, pokażę ci twój pokój- wziął moje bagaże, a ja poszłam za nim- Oto on.
Weszłam nieśmiało i zaczęłam się rozglądać.
-Wow. Bajecznie.
-Cieszę się, że ci się podoba.
Podeszłam do niego i z uśmiechem odrzekłam:

-Dziękuję ci Michael. Za wszystko…

środa, 1 kwietnia 2015

HIstory #3

Trzecia część. Dużo ich nie będzie, jak już mówiłam, bo to krótka opowieść. Dedykuję ten rozdział Susie, która świeżo napisała test szóstoklasisty. Powodzenia w Gimnazjum mała ;D Enjoy!
*********************************************************************************
Dwa dni później:
-Wiesz, że będzie nam cię brakowało.
-Tak wiem, ale musicie się na to przygotować- powiedziałam do mojej przyjaciółki ze szpitala Chloe. Michael wyszedł od nas wczoraj. Wyniki mu się poprawiły i wrócił do domu.
-A jak ostatnie wyniki?- zapytała.
-Wiesz, że to i tak nic nie zmieni. Ale są trochę lepsze.
-Będę za tobą tęsknić.
-Ja za tobą też. Zajmiesz się wtedy Boltem?
-Oczywiście. Możesz na mnie polegać.
Uśmiechnęłam się do niej. Nagle usłyszałam pukanie.
-Można?- ujrzałam Michaela.
-Tak, proszę.
Wszedł nieśmiało do naszego kantorka i wyjął zza pleców bukiet róż.
-Chciałem ci podziękować za to, że się mną zajęłaś. Ogólnie w sumie za wszystko- podał mi kwiaty.
-To mój obowiązek. Są piękne, dziękuję.
Wstawiłam je do wody, a w tym czasie Chloe i Mike się ze sobą zapoznawali.
-O której dzisiaj kończysz pracę?- zapytał mnie.
-O szesnastej. A co?
-Chciałem cię zaprosić na kolację.
Chloe aż wstała i stanęła za mną.
-Wybacz Michael, ale ja…
Poczułam, jak dziewczyna pociąga moją rękę i szepcze mi do ucha:
-Zgódź się. Korzystaj z życia, a Mike jest niczego sobie.
Może i miała rację. Może nie powinnam się tak wszystkim przejmować. W końcu muszę się nażyć.
-No dobrze. Pójdę z tobą- posłałam mu uśmiech.
-To przyjadę po ciebie koło szóstej.
Podałam mu swój adres i dalej zajęłam się pracą. Wróciłam potem do domu i zaczęłam się szykować. Umyłam włosy, zrobiłam makijaż i uszykowałam sobie sukienkę. Okazało się, że przyjechał wcześniej. Był o piątej. Otworzyłam mu drzwi i zaprosiłam do środka. Miał na sobie czarny garnitur i białą koszulę, a w butonierce różyczkę.
-Dasz mi chwilkę? Jeszcze tylko ubiorę sukienkę.
-Oczywiście. Bez pośpiechu.
Weszłam na górę i ubrałam sukienkę, rozczesałam jeszcze raz włosy i zeszłam. Kiedy Michael mnie zobaczył, wyrwało mu się:
-Wow.
Zarumieniłam się. Ujął moją dłoń, kiedy schodziłam po ostatnich schodkach. Uśmiechnął się szeroko.
-Przepięknie dziś pani wygląda.
-Pan również.
Wzięłam go pod ramię i ruszyliśmy  do auta. Zawiózł nas do ekskluzywnej restauracji. Spojrzałam na ceny.
-Boże Michael. Ja nie mogę…
-Ciiiii. Wiem co chcesz powiedzieć. Nie zwracaj uwagi na ceny, proszę cię.
Westchnęłam i wybrałam dla siebie sałatkę. Po chwili kelner przyniósł nam wino.
-Zazwyczaj kobiety cieszą się, kiedy zabieram je do drogiej restauracji i w sumie same mnie naciągają.
-Ja nie. Nienawidzę zdzierać z ludzi pieniędzy.
Spojrzałam mu w oczy i dostrzegłam w nich iskierkę.
-Jesteś wyjątkowa.
Znów się zarumieniłam. Wracaliśmy potem spacerkiem kawałek do mojego domu, bo stwierdziłam, że warto się przejść. Michael zostawił więc auto niedaleko domu.
-Mogę jutro odebrać cię z pracy?
-Wiesz Mike… Nie wiem czy to dobry pomysł, żebyśmy utrzymywali ze sobą kontakt.
-Co? Niby dlaczego? Ja chcę cię poznać.
-Michael, naprawdę…
Złapał mnie delikatnie za przedramię.
-Alex, o co chodzi? Tak było miło, a teraz?
-Nie możemy… Po prostu…
-Dlaczego?
Odwróciłam się i szłam przed siebie.
-Alex, odpowiedz mi!
-Bo jestem bombą zegarową! Bo za parę miesięcy umrę!
Stał osłupiały i się na mnie patrzył.
-Jak to…?
-Tak to. Mam raka trzustki.
Podszedł do mnie powoli i przytulił.
-Boże, Alex. Ja przepraszam…
-To nie twoja wina… Ale ja nie chcę, żebyś cierpiał, kiedy umrę…
-Będę cierpiał, jeżeli teraz odejdziesz. Chcę spędzić z tobą te parę miesięcy.
-Ale obiecujesz, że nie będziesz mnie traktował ulgowo?
-Obiecuję.
Wyciągnęłam dłoń.
-Na mały palec?- zapytałam.
Złączyliśmy je.

-Na mały palec…