Enjoy
*********************************************************************************
Rano obudziłam się z nosem w
jego klatce piersiowej. Oddychał równo i spokojnie. Ja za to byłam
strasznie spięta i zdołowana. Była siódma, więc musiałam obudzić Alex do
przedszkola na zajęcia. Pięciolatki nie mają lekko. Wstałam po cichu, żeby mnie
obudzić Michaela i zakradłam się do jej pokoju.
-Alex, słoneczko. Czas do przedszkola. Dzisiaj masz zajęcia
z rysunków.
Otworzyła leniwie oczka i się przeciągnęła. Pomogłam jej się
ubrać i wyszykować, po czym odwiozłam ją na miejsce.
-Będę o trzeciej. Miłego dnia kwiatuszku.
-Papa Rose- pomachała mi i poszła.
Zerknęłam na nią ostatni raz i wróciłam do domu Michaela. Kiedy
weszłam podbiegł do mnie i przytulił.
-Bałem się, że coś ci się stało.
-Nic mi nie jest. Odwoziłam Alex na zajęcia.
-W twoim stanie? Masz zakaz prowadzenia auta do odwołania-
był bardzo stanowczy. W sumie miał rację. W żałobie nie powinnam jeździć autem.
Jeszcze spowoduję wypadek.
-A kto ją odbierze?- zapytałam.
-Któryś z ochroniarzy.
-Ale ja…
Spojrzał na mnie wymownie, więc się uciszyłam.
-Zjadłaś chociaż śniadanie?
Pokręciłam głową.
-Eh, z kobietami. Chodź.
Złapał mnie za rękę i zaprowadził do kuchni. Po chwili
postawił mi przed nosem naleśniki.
-Jedz, smacznego.
Niechętnie wcisnęłam w siebie dwa naleśniki i udałam się do
pokoju. Zanim się obejrzałam, nastał wieczór. Dostałam wcześniej telefon, że
Alex pobiła się z koleżanką. Kiedy ochroniarz Michaela ją przywiózł, czekałam
na kanapie w salonie, aż wejdzie do domu.
-Alex. Pozwól tu na chwilę.
Podeszła wolnym krokiem.
-Słyszałam o całym zajściu. Co ci strzeliło do głowy?!
-Ale to Miriam. Ona zaczęła mnie przedrzeźniać i mówiła, że
moja mama mnie nie kochała, dlatego odeszła.
-Alex, wiesz, że to nie prawda. Ale to nie powód, żeby bić
inne dziewczynki!
-Jak zwykle nic nie rozumiesz!
-Nie krzycz na mnie!
-Nie będziesz mi rozkazywać! Nie jesteś mamą!
Ze łzami w oczach pobiegła do pokoju. Opadłam zmęczona na
kanapę i przejechałam dłonią po twarzy. Po chwili usłyszałam Michaela.
-Hej. Wszystko gra?
-Tak! Moja mama nie żyje, Alex stała się agresywna przez co
się z nią pokłóciłam i jeszcze mam problemy z pieniędzmi i innymi dokumentami
mamy, więc wszystko jest zajebiście!
-Ej, nie atakuj mnie tak. Martwię się o ciebie, więc pytam.
-To może zajmij się czasem swoim tyłkiem, a nie zawracasz mi
mój?! Czego ty oczekujesz?! Chcesz mnie przelecieć?! Proszę! Zrób to, póki
jestem w dołku, będziesz miał ułatwione zadanie!
Spojrzał na mnie urażony. Był jednocześnie zły i smutny.
Wstał i energicznie poszedł do sypialni, zamykając drzwi z hukiem. Świetnie,
jeszcze on. Świat się na mnie uwziął. Postanowiłam go przeprosić. Byłam dla
niego okropna. Weszłam nieśmiało do pokoju.
-Michael?
Stał przy oknie i opierał się rękoma o parapet.
-Czego chcesz?- zapytał.
-Chcę przeprosić…
-Nie musisz się wysilać. Mam to w dupie.
-Proszę, nie mów tak.
-A ty mogłaś mnie posądzać o takie rzeczy?!- uniósł lekko
głos.
-Przepraszam, ja…
-Daruj sobie. Wisi mi to wszystko.
-Zachowałam się jak idiotka…
-Nie chcę tego słyszeć. Wyjdź.
Nie ruszyłam się.
-Nie słyszałaś? Zostaw mnie samego.
-Nie mam zamiaru.
-Proszę cię. Daj mi spokój- płakał. Słyszałam to w jego
głosie. Podeszłam do niego powoli i obróciłam w swoją stronę, po czym się wtuliłam.
-Przepraszam Michael.
-Jak mogłaś pomyśleć, że chcę cię wykorzystać- dalej
szlochał.
-Nie myślałam tak. Powiedziałam to z nerwów. Po prostu… eh…
Dobija mnie sytuacja z pieniędzmi… Muszę pójść do jakiejś pracy, bo trzeba to
pospłacać.
-Przecież pomogę ci z pieniędzmi.
-Nie chcę twoich pieniędzy.
-Ale ja nie pytam się czy chcesz, tylko stwierdzam fakt, że
ci z tym pomogę.
Spojrzałam na niego.
-Jak to jest, że jesteś takim wspaniałym facetem?-
uśmiechnęłam się.
-Ty tak na mnie działasz- odpłacił mi się tym samym.
Delikatnie się nachylił. Nasze usta były coraz bliżej i
bliżej, ale przeszkodziła nam…